Na północnym brzegu morza Ochockiego leży miasto Magadan. Na dwadzieścia kilka tysięcy mieszkańców - tych kilka tysięcy, to ludzie wolni, a tych dwadzieścia, to zakluczonnyje, spolszczony rusycyzm: zakluczeni. A więc niby to więźniowie, a właściwie niewolnicy, pracujący w nowoczesnej katordze.
Magadan, stolica Kraju Kołymskiego, który znowuż w całości stanowi pewnego rodzaju dzielnicę Chabarowskiego Kraju,wznosi się na stromych wzgórzach nad zatoka Nagajewo, która bierze nazwę od swojego odkrywcy - Kozaka.
Miasto bud, ruder, ziemianek, lepianek i kilku reprezentacyjnych gmachów, z których żaden nie jest wykończony. Najbardziej monumentalnym gmachem jest oczywiście budynek M.W.D. - do niedawna N.K.W.D., w nim urzęduje kołymski Stalin - Nikiszow. Całą dzielnicę zajmują budowle murowane i drewniane tak zwanego USWITLA (Uprawlenje Siewiero- Wostocznych Isprawitielno-Trudowych łagierej), które znowu są oddziałem Dalstroja, czyli Stroitelstwa Dalnego Wostoka. Pozatem całe miasto otoczone jest olbrzymimi łagrami.
Codzienny widok: rano - w zimie jest to jeszcze pełna noc, w lecie jasny dzień - otwierają się bramy łagrów. Wychodzą z nich długie kolumny ludzi kobiet lub mężczyn. Obdarci, w łachmanach, w strzępach obuwia, niekiedy w kaloszach. Dookoła każdej takiej kolumny kroczą liczne konwoje strażników milczacych niekiedy, ale częściej zionących przekleństwami i pogróżkami. Strażnicy odpasieni, odżywieni o czerwonych policzkach, w bogatych futrach w zimie, a w starannie utrzymanej, choć nigdy czystej odzieży w lecie, spieszą się, pędzą nogi ich nie uginają się pod ciężarem korpusów, głód nie chwieje ich ciałami, cynga nie ropieje na goleniach.
- Pastoj, pastoj! Stois!
Kolumna zatrzymuje się przed kompleksem baraków i budynkow murowanych, a nad szeroką bramą wielki napis głosi czerwonymi literami: Miejska Fabryka Chleba Miasta Magadanu i oczywiście' oznajmia czyjemu imieniu poświęcony jest ten zakład. Od kolumny udziela się czterdziestu mężczyzn. Wchodzą we wrota, które natychmiast zamykają się za nim i przy których staje umndurowany i uzbrojony strażnik. Naczelnik konwoju dokładnie liczy, przyjmujący równie dokładnie ogląda każdego przybyłego, poczem pudpisuje pokwitowanie odbioru. Stwierdza podpisem, że odebrał tyle i tyle sztuk bydła roboczego....
Kolumna idzie dalej, zostawiając po drodze w różnych zakładach przemysłowych po kilku, kilkunastu, kilkudzicsięciu ludzi. W ten sposob... robotnicy przybywaja do pracy.
Inny taki pochód zatrzymuje się przed szpitalem odstawiono własnie obsługę dzienną kilkanaście sióstr i kilkunastu felczerów, ale może się również w takim kowoju znaleść dyplomowany lekarz i tu nie jeden oraz dypłomowana lekarka teraz ich prowadzą a w godzinę potem w białym chałacie będą przyjmować chorych, badać ich, czynić zabiegi, dokonywać operacji...
Chorymi zaś będą wyłącznie wolni ludzie bo to szpital miejski, a nie łagrowy.
Trzeci pochód prowadzi obsługę licznych stołówek i magazynów, czyli sklepików. Idą otoczeni strażą tokarze, cieśle, mechanicy, strycharze, betoniarze, lekarze Pogotowia Ratunkowego, pracownicy Ogrodu Zoologicznego, naukowcy z Muzeum Kołymskiego, subiekci jedynego sklepu jubilerskiego, w którym można kopić stare rowery bez dętek. Wchodzą w odrzwia instytucji w których pracują, wchodzą za pokwitowaniem odbioru.
Wieczorem zgłosi się po nich konwój kiedy już skończą swoją dzienną szychtę.
Posuwają się pochody, ale liczbowo nieznacznie maleją. Jeśli są to bowiem pochody poranne wprawdzie odprowadzają robotników dziennych, ale na ich miejsce zabierają nocnych, a olbrzymia większość warsztatów i zakładów pracuje w nocy. Na odwrót - konwoje wieczorne zabierają robotników dziennych, a przyprowadzją nocnych. Ci noc spędzają za drutami kolczastymi, tamci zaś dzień.
Magadan miasto, jakich nie wiele znajdziesz nawet w Rosji sowieckiej, ale jakich nie znajdziesz drugiego po za Rosją na całej kuli ziemskiej.
Nazwa gór kołymskich oznacza że są one pochodzenia wulkanicznego: usypane. Stąd sapki. Sapki kołymskie są synonimem cmentarza. Na jednej z takich sopek magadańskich znajduje się więc oczywiście i miejscowy cmentarz. Pustynia ani jednego krzewu, ale o dziwo, jeden krzyż! Kilkanaście drewnianych obelisków z czerwonymi gwiazdami u wierzchołka, to nagrobki. Poza tym niskie kołki wbite w ziemię, a na nich tabliczki. Nie ma na nich imienia, nie ma nazwiska, daty urodzin, ani śmierci. Jest tylko numer. Jest tych numerow zaledwe kilka tysiecy, gdzie więc leży reszta?
