Poranek w Listwiance był ciepły i wietrzny. Przez zamglone niebo wyglądało lipcowe słonce, oświetlając otaczającą przestrzeń matowym, rażącym oczy blaskiem. Na przystani kręciło się kilka osób. O falochron rytmicznie uderzały małe fale. W południe powinien przypłynąć statek bajkalskiej żeglugi "Aleksander Wampiłow". W turystycznym sezonie letnim (tylko taki tu jest) kursuje on pomiędzy Irkuckiem i Piaszczystą Zatoką dowożąc grupy wczasowiczów i turystów do baz wypoczynkowych rozmieszczonych na brzegu Bajkału. Mam więc jeszcze sporo czasu i mogę się oddać błogiemu leniuchowaniu.
Listwianka - niewielka osada położona na brzegu Bajkału u wypływu Angary. Dogodne usytuowanie, sześćdziesięcio kilometrowa asfaltowa droga z Irkucka, przystań statków żeglugi bajkalskiej, niewielki port dla kutrów, jachtów i łodzi, zapewniają osadzie spory, sezonowy ruch turystyczny. Znajduje się tu bardzo ciekawe, pełne unikalnych eksponatów muzeum, utworzone przez instytut limnologiczny. Zgromadzono w nim eksponaty bajkalskiej flory i fauny, z których większość występuje tylko tutaj - są to tzw. endemiki. Z przystani w Listwiance rozpocząć można wiele interesujących wycieczek turystycznych po otaczających górach i wodach Bajkału obfitujących w malownicze zatoki i doliny rzek wpływających do Bajkału.
Przy portowym pomoście stoi kilka przycumowanych motorówek, na jednej z nich brodaty mężczyzna cos przepakowuje. Nagle świta mi niezła myśl - może on będzie płynął wzdłuż brzegu do Piaszczystej Zatoki? Podchodzę i pytam. Niestety nie wypływa dziś, nie ma benzyny. Radzi mi abym tu czekał przy pomoście, na pewno ktoś przypłynie motorówką do sklepu z jednej z osad leżącej na trasie do "Pieszczanki". Napewno podwiezie mnie kawałek, może do Balszych Katow.
- Do Pieszczanki jest zbyt daleko na podróż małą motorówką.
Usadawiam się wygodnie na ławce zwróconej do słońca. Może chwycę troszkę bajkalskiej opalenizny. Słońce i ciepły wiatr rozleniwiają, o falochron monotonnie, usypiająco uderzają fale. Powoli zapadam w drzemkę. Po kilkunastu minutach do moich uszu dochodzi narastający warkot silnika motorówki. Zza portowych zabudowań wypływa łódź, która po chwili dobija do portowego nabrzeża. Siedzi w niej kilka osób. Pasażerowie wysiadają . Rudy wąsacz w zielonożółtej kurtce ze śmiesznie założoną czapką, daszkiem do tylu żegna się z pozostającymi.
Na pewno będzie płynął w drogę powrotną. Szkoda byłoby przegapić takiej okazji - wstaję z ławki i podchodzę. Pytam, dokąd płynie, czy mogę się zabrać. Spogląda niechętnie w moja stronę rozwiązując linę cumowniczą. Pomagam mu w podjęciu decyzji proponując pieniądze, uśmiecha się wzruszając ramionami i kręcąc przecząco głową, ale zaraz zadaje pytanie - A jest? - jednocześnie wysuwa dłoń zwiniętą w pięść z rozchylonym kciukiem i małym palcem. W pierwszej chwili taki gest nic mi nie przypomniał. Po sekundzie zrozumiałem jednak, - jest to swego rodzaju miarka. Pól litra! Bez namysłu odpowiedziałem, że jest.
- Jedziemy - skwitował Rudy wąsacz zmieniając wyraźnie nastrój. Może mnie dowieźć do Balszych Katow, leżących na brzegu Bajkału dwadzieścia kilometrów na północ od Listwianki. Wrzucam torbę podróżną na dno łodzi nie dbając silnie o szkło w niej ukryte. Siadam wygodnie na przednim siedzeniu. Po kilku szarpnięciach linką startową, silnik łodzi zaczyna pracować. Motorówka odbija od nabrzeża.
Przekrzykując warkot silnika, Witja,- takie nosi imię ten, jak mi się wydało tubylec - opowiada, że jest ichtiologiem ze stacji naukowo-badawczej, w Balszych Katach. Praca jego polega na obserwacji i badaniu populacji różnych gatunków ryb, a w szczególności bajkalskiego omula (podobnego do śledzia, rarytas dla smakoszy).
Po wybudowaniu zapory wodnej i hydroelektrowni w Irkucku, na Angarze powstał zbiornik wodny sięgający jeziora. Poziom wody w Bajkale podniósł się o ponad jeden metr. Spowodowało to nieodwracalne zmiany ekologiczne, które przekształcają się i zachodzą do dnia dzisiejszego. Podniesienie poziomu wody zlikwidowało miejsca tradycyjnych tarlisk drobnych ryb, żółtego i szarego byczka. Jest on głównym pożywieniem bajkalskich drapieżników: omula, jesiotra, szczupaka, a także małej foki. Gwałtowny spadek liczebności ryb w Bajkale wiele lat objaśniano nadmiernym odłowem i zatruciem środowiska przez dwa kombinaty celulozowe. Zdaniem mojego przewoźnika, nie była to główna przyczyna. Twierdzi on, iż bezpośrednim, najistotniejszym powodem była i jest zapora w Irkucku. Przyroda po raz kolejny przegrała z nieprzemyślanymi działaniami człowieka.
Płyniemy wzdłuż brzegu wpływając od czasu do czasu w zatoczki osłonięte od otwartego jeziora skałami. Za Listwianką strome urwiska skalne wchodzą wprost do wody. Wysokość ich sięga ponad stu metrów nad poziom wody. Grzbiety gór porasta gęsta syberyjska tajga. Drzewostan w większości stanowią sosny, cedry o długich miękkich jasnozielonych igłach i pniach pokrytych szarą, gładką korą. Brzegi wpadających do jeziora strumieni zarośnięte są gąszczem krzaków olszyny, leszczyny i wierzby. Tam gdzie skały ustępują miejsca półkolistym zatokom, brzeg pokrywają drobne kamienie, otoczaki. Spotkać tez można małe, malownicze piaszczyste plaże. Bijąca o skały woda wypłukuje w nich groty i jaskinie, formując naturalne rzeźby. W kilku miejscach po drodze spotykamy rozłożone namioty, wspaniałe miejsca do wypoczynku. Witja narzeka, że w tym roku jest bardzo dużo turystów, wyrażam zdziwienie, dla mnie brzeg wydawał się pusty, wręcz dziki. Na odcinku około dwudziestu kilometrów spotkaliśmy pięć, może sześć namiotów, jeden na cztery kilometry linii brzegowej!
Łódź wartko mknie po gładkiej toni, ucichł wiatr. Za ostrym cyplem wysuniętym z porośniętego wzgórza w szerokiej dolinie pojawiają się zabudowania osady. Podpływamy do jednego z kilku pomostów.
Na zachodnim brzegu Bajkału, około dwudziestu kilometrów na północ od Listwianki w dolinie rzeczki, położona jest syberyjska wioska Balszyje Koty. Istnieją dwie wersje powstania nazwy osady: jedna z niej mówi, że wywodzi się ona od wypiętrzonych po południowej stronie doliny skal, które od strony jeziora przypominają drzemiącego kota. Druga wersja tłumaczy pochodzenie nazwy od wyrabianych niegdyś tu drewnianych chodaków, nazywanych "katy". Drewniane domy wraz z zabudowaniami gospodarczymi dochodzą do samej wody. Założycielami osady byli carscy zesłańcy. Wśród nich wielu było Polaków.
Od tych czasów minęło wiele lat. Wieś to rozrastała się to kurczyła. W małym domu na brzegu powstało pierwsze muzeum Bajkału, mieści się ono w nim do dziś. Zgromadzono w nim pokaźną ilość eksponatów endemicznej flory i fauny jeziora.
Do rewolucji październikowej w Balszych Katach znajdowała się bardzo silna placówka naukowa, przyjeżdżali tu znani profesorowie uniwersytetów Petersburga i Moskwy. Wśród nich był tez profesor lwowskiego uniwersytetu, biolog B.Dybowski. Obok domu na niewielkim placyku, za prostokątnym ogrodzeniem, na skromnej mogile stoi prawosławny krzyż. Leży pod nim założyciel muzeum i jeden z pierwszych badaczy Bajkału. Takie było jego ostatnie życzenie, aby spocząć w ziemi którą kochał i poświecił jej wiele lat pracy badacza. Założone przez niego muzeum i rozwijane przez następców przedstawia sobą unikalna skarbnicę wiedzy o Bajkale, jego świecie roślinnym i zwierzęcym. Bogaty zbiór eksponatów i informacji pisanej jest poważną pomocą dla współczesnych naukowców i studentów przyjeżdżających na letnie obozy pogłębiać wiedzę o Bajkale.
Obecna placówka naukowa mieści się w kilku drewnianych domach we wsi. Na każdy sezon badań naukowych przyjeżdża wielu specjalistów różnych dziedzin nauki: botanicy, zoolodzy, ichtiolodzy, meteorolodzy i hydrofizycy, a nawet geolodzy.
Latem coraz liczniej zaglądają turyści. Mieszkańcy wioski trudnili się wyrębem okolicznych lasów i spławianiem drewna Angarą do Irkucka. Spore ożywienie i rozbudowę osady przyniosło odkrycie złotonośnych złóż piasku w dolinie rzeczki. Zaczęto intensywnie eksploatować odkryte złoża. Do dziś za wsią w górze rzeczki leżą usypiska przemytych kamieni porosłe z rzadka krzewami.
Przed rewolucją we wsi była elektrownia, tartak i mały zakład produkcji szkła. Zbocza osłaniających dolinę gór porasta sosnowy, cedrowy las. Płukanie złota przerwano w latach pięćdziesiątych. Przestało być opłacalne. Ogromne maszyny, sprzęt i pływającą dragę porzucono w lesie. Z czasem zamieniły się w sterty pordzewiałego złomu szpecąc piękna dolinę po której cicho szemrze strumień. Za zwałami przemytych otoczaków, w miejscach głębokich wyrobisk rzeczka utworzyła małe stawy. W stawach tych chętnie kąpią się dzieci mieszkańców i wczasowicze. Woda w nich nagrzewa się szybko i jest znacznie cieplejsza niż w Bajkale. Na oczyszczonych z lasu płaskich polanach miejscowa ludność założyła pola uprawne. Rosną tu ziemniaki, kapusta, buraki i pasza dla krów. Każde poletko odgradzają od strony lasu wysokie ploty z żerdzi zabezpieczające uprawy od licznej leśnej zwierzyny.
Czas płynie leniwie. Siedzę na długich żerdziach i czekam na dalsza okazję, która może zabrać mnie w kierunku Pieszczanki. Jest piękny, letni dzien. Na pływającym pomoście, wychodzącym kilkadziesiąt metrów w jezioro, zaczyna gromadzić się kilka osób. Prawdopodobnie cos przypłynie. Faktycznie jest już po drugiej. Zaraz za południowym cyplem powinien pojawić się statek. Zwijam mapę, zarzucam torbę na ramie i dołączam do oczekujących. Po chwili przypływa statek "Aleksandr Wampiłow".
Dwadzieścia minut postoju. Ze statku wysiadła spora grupa turystów. Spędzą tu przyjemny, chyba spokojny urlop. Wioska do której dojazd jest tylko wodą przez jezioro zapewni im ciszę i spokój.
Wsiadamy na statek. Po drodze do Pieszczanki będzie jeszcze kilka małych miejscowości. Na miejsce dopłyniemy o zmroku. Większość pasażerów to wczasowicze płynący do wielkiej bazy turystycznej w Pieszczance. Na dolnym pokładzie statku znajduje się bufet. Można tu cos kupić do picia, z jedzeniem jest bardzo kiepsko - sucharki, chleb i ikra z kabaczków. O ciepłym posiłku nie ma mowy. Mam nadzieje, że cos dostanę w bazie turystycznej.
Port Bajkał. - Na prawym brzegu wypływu Angary z jeziora Bajkał, leży osada o nazwie Port-Bajkal. Jest tu port i dworzec kolejowy. Do powstania irkuckiej hydroelektrowni był to węzeł kolejowo-portowy. Transsyberyjską magistralą dowożono nad brzeg towary, a dalej rozsyłano statkami do osad leżących nad Bajkałem. Zapora hydroelektrowni utworzyła zalew ciągnący się od Irkucka do Bajkału. Podniosło to poziom wody w jeziorze o półtora metra. Tory kolejowe z Irkucka do Port-Bajkału zostały zatopione. Wytyczono i zbudowano nowy odcinek transsyberyjskiej magistrali, Irkuck - Sludianka. Port-Bajkal powoli przestał żyć. Przyjeżdżają tu jeszcze turystyczne pociągi ze Sludianki po wspaniale zachowanym stu kilometrowym odcinku starobajkalskiej kolei żelaznej wiodącej przez dziesiątki tuneli budowanych na polecenie cara Rosji przez włoskich mistrzów kamieniarstwa. Cały odcinek jest pięknym pomnikiem inżynierii budowlanej wkomponowanym w trudny, niedostępny skalisty brzeg Bajkału. Budowa takiej magistrali była ogromnym wyzwaniem dla inżynierów.
W różnych koncepcjach pokonania naturalnej przeszkody jaką stanowi jezioro, rozpatrywano nawet taką, która proponowała przewożenie wagonów a nawet całych pociągów promem na drugi brzeg. Osada ta może stać się bazą turystyczną cichym zakątkiem, oddzielonym od dróg wysokimi górami i wodami Angary.