Wileński "Kaziuk"

Aleksander Srebrakowski

 We wszelkich wspomnieniach dotyczących przedwojennego Wilna, w zdecydowanej większości wypadków znajdziemy większe lub mniejsze, zabarwione sentymentalną nutką, relacje o tak zwanym "Kaziuku" czyli jarmarku odbywanym w dniu 4 marca dla uczczenia patrona Litwy, Świętego Kazimierza, który został kanonizowany w roku 1604. Jak podaje to Jan Malinowski uroczystości kanonizacyjne królewicza Kazimierza były prawdopodobnie pierwowzorem późniejszych pochodów w oktawie św. Kazimierza. Trasa takich pochodów wiodła od katedry do kościoła św. Stefana gdzie znajdowała się chorągiew ofiarowana z okazji kanonizacji przez papieża Klemensa VIII. Z biegiem lat uroczystości te przyjmowały coraz bardziej skromny charakter. Na początku wieku XX marcowe procesje całkowicie zanikły. Od tamtej pory pamiętano o patronie Litwy głównie przy okazji odbywających się w dniach 3-4 marca dorocznych jarmarków, tak zwanych "Kaziuków".
 W zależności od okresu w jakim odbywały się jarmarki kaziukowe ich obraz był różny. Jako ilustrację obchodów "Kaziuka" w ostatnich latach niewoli niech posłuży artykuł znanej wileńskiej publicystki Heleny Romer-Ochenkowskiej, który ukazał się na łamach czasopisma "Tygodnik Wilenski" [nr 10, z 9 marca 1911, s.6-8]. Dla podniesienia walorów dokumentalnych tekstu postanowiłem podać go w brzmieniu oryginalnym z zachowaniem ówczesnej gramatyki i ortografii.

Święty Kazimierz w Wilnie.

 Z pierwszym wejrzeniem wiosny - niezawsze w błękicie uśmiechniętego nieba - zjawia się święto patrona Litwy z dawien dawna czczone kilkodniowym jarmarkiem, podczas którego składa wieś swe dary nie bogate, ale obfite u stóp Królewskiego pacholęcia.
 Buro-sukmanny lud zwozi na plac obszerny wyroby, na jakie go stać. Niestety, rozmaitości w tem mało, pomysłowość archaiczna, postęp żaden.
 Zapewne, że raz wymysłony kształt cebrzyka czy "necki" nie potrzebuje nowych form, ale ileż niewyzyskanych gałęzi domowego przemysłu, ileż sprzętów nieskomplikowanych, łatwych do zrobienia, a nie wyrabianych, bo "nigdy takich nie robili".  Nie mniej jarmark przedstawia się obficie. Podstawową rolę grają pierniki, wyroby z drzewa i nadewszystko obwarzanki: smorgońskie, suche, tradycyjnie drobne i lekkie stosami zalegają wozy.
 Drewniane statki nie zaprzeczenie, ładnie i dokładnie zrobione, ale dlaczego nie przyłączyło się do nich lub nie wyłoniło z tego zajęcia zabawkarstwo, tak łatwo mogące mieć odbyt w mieście, zalewane drogą zagraniczną tandetą? Koszykarstwo też przedstawia się tak ubogo, jakby łąki nasze były zgoła wolne od "malowniczych" kęp łozin, a fantazja wyrobów nie sięga po nad kosze do papierów. Gliniane wyroby świadczą o dobrej woli i pewnej fantazji twórców, bajecznie kolorowe koguty, ale dla Boga, jakaż to niedbała robota i zupełny zanik gustu.
 Jakże się z tęsknotą i zazdrością myśli o cackach krakowskich jarmarków np. Emaus lub Św. Stanisława, gdzie bajeczna kolorowość nie razi oczu, a pomysły są oryginalne i istotnie świadczące o fantazji ludowej.
 Podczas gdy barwy cudnie grają na mazurskich wełniakach harmonijnym zespolem lub oczy ćmią jaskrawością wyszyć na "katanach" krakowskich.
 Lud nasz barwy nikłe i ciemne uważa za właściwe sennej jego powierzchowności, tak jak długi strój niewiast - stosowny do powolnych ich ruchów. Stąd tka wełny bure i siwe, stąd w płótno się chętnie odziewa, w piękne płótno, powoli rugowane przez fabryczne perkale tak dalece, że na wsi coraz trudniej o tkaniny domowej roboty. A przecież materiały na przemysł ludowy są: drzewa w przeróżnych gatunkach, i glina, i wełna, i len, i wierzba oraz łoza w większych niż potrzeba ilościach, czasu też dosyć w długie zimowe wieczory, a ten drobny przemysł przynoszący stały dochód w gospodarstwie, powstrzymałby może wyrostki od wychodźtwa do fabryk, wyzyskujących przedwcześnie ich siły i demoralizujących ich pojęcia.
 Mimo jednak tę jednostajność, tę tradycyjność do zacofania podobną, cieszy się Wilnianin Św. Kazimierzem i skwapliwie zabiera się do wesołych targów o sito, "jaszczyczek", łyżki, no i obwarzanek za niejeden grosz dla dzieci i sług kupi.

 Po odzyskaniu niepodległości starano się ponownie nadać uroczysty charakter dniom patrona Litwy. W roku 1928 ówczesny wojewoda wileński (późniejszy prezydent RP na emigracji) Władysław Raczkiewicz wystąpił do władz państwowych z wnioskiem o uznanie 4 marca za dzień świąteczny na Wileńszczyźnie. Inicjatywa została załatwiona połowicznie, to znaczy rząd zezwolił aby w tym dniu można było zwolnić tylko urzędników państwowych (do tego tylko miał kompetencje rząd, urzędowy dzień wolny od pracy mógł zadekretować jedynie Sejm RP), co więcej decyzja o zwolnieniu tych pracowników leżała w rękach szefów poszczególnych urzędów.
 Z czasem jarmark zaczęła poprzedzać wielka parada uliczna organizowana przez różne środowiska. Na załączonych fotografiach można obejrzeć jedną z takich parad odbytą prawdopodobnie w roku 1935.
 Jako uzupełnienie do zdjęć warto też przeczytać relacje z takiej parady, którą zamieścił wileński dziennik konserwatywny "Słowo", (jego redaktorem naczelnym był znany publicysta i polityk Stanisław Cat Mackiewicz). Cytowany tekst pochodzi z dnia 4 marca 1935 roku.

 Wczoraj [...] przeszedł ulicami miasta pochód propagandowy zorganizowany z okazji kiermaszu św. Kazimierza. O godzinie 11 rano na plac przed kościołem św. Kazimierza poczęli ściągać uczestnicy pochodu, którzy po ustawieniu się w oznaczonym porządku ruszyli na krótko przed godziną 12 w stronę placu Lukiskiego. Na czele pochodu szli i jechali fanfarzyści, zaś tuż za nimi podążała przebrana w strój historyczny postać przewodnika pochodu w otoczeniu licznej świty. Na pierwszych wozach jechali "kupcy" (również przebrani), zaś za nimi liczne wozy z młodzieżą ustrojoną w pióropusze i chorągiewki. Ponadto w pochodzie wieziono liczne eksponaty wyrobu tutejszego. Młodzież przebrana w stroje ludowe dopełniała całości. Bardzo licznie reprezentowani byli w pochodzie producenci mleka, których wozy opatrzone były w odpowiednie plakaty, oraz okoliczne dwory znane z wzorowych gospodarstw mleka. Pochód zamykało kilkanaście furgonów reklamowych róznych firm wileńskich. Po przybyciu na plac Lukiski uczestnicy pochodu wysłuchali przemówienia nadawanego przez radio na całą Polskę.

 Po II wojnie światowej tradycja kaziukowa została zarzucona. Jeszcze w czasie kiedy w Wilnie pozostawali ciągle jego dawni mieszkańcy o "Kaziuku" z marca 1945 roku tak pisała na gorąco Maria Znamierowska-Prüfferowa:

 Jaki maleńki i smutny jest nasz "Kaziuk" w tym roku trudnym.
 Widać na nim stare graty, poduszki, meble, obrazy, szkło, zelastwo i już niewiele balii i ziół. Jeszcze niezwykłą krasą błyskały w słońcu palmy wileńskie.

 Po wielu latach ponownie wrócono w Wilnie do dawnej tradycji i dzisiaj można w dniu 4 marca udać się na tradycyjny jarmark kaziukowy gdzie szczególnie pięknie prezentują się słynne wileńskie palmy wielkanocne.


Zdjęcia wykonał w 1936 roku A. Dobrski z Mańkiewicz na Polesiu.

Baleje Jazda Strzelcy przed frontem katedry sprawozdawca radiowy wyroby gliniane trębacze rzemiosło Akademicki Klub Wileńskich Włóczęgów dziad Akademicki Klub Wileńskich Włóczęgów intelektualiśi Akademicki Klub Wileńskich Włóczęgów serce Akademicki Klub Wileńskich Włóczęgów wiosenne panny rzemiosło trębacze sztamdary Akademicki Klub Wileńskich Włóczęgów prządki jazda kaziukowe obwarzanki


Świat