Ziemia historią pisana

Sławomir Malinowski

Na wschodnich kresach Rzeczpospolitej, obecnych terenach Białorusi, leżą ziemie, których każda piędź od wieków historią była pisana. Przebywającemu na nich Polakowi trudno jest oderwać się od reminiscencji historycznych zdarzeń, miejsc i nazwisk poznawanych przez lata szkolnej nauki. Tak też było i ze mną, gdy niedawno miałem okazję poznać historię i uroki tamtych terenów. Niewątpliwie do miejsc, które Polacy darzą największym sentymentem w tym rejonie świata bez wątpienia zaliczyć można miasto rodzinne Adama Mickiewicza.

Nowogródek

Pierwsze wzmianki o Nowogródku, zwanym niegdyś Novogardia lub Nowogrodem, pochodzą z 1044 roku.Jednakże badania archeologiczne wykazały, iż już w X wieku istniała tam osada, której mieszkańcy trudnili się między innymi odlewaniem brązu i przetwórstwem drewna. W XIII wieku Nowogródek stał się zaczątkiem Wielkiego Księstwa Litewskiego, którego tworzenie przypisywane jest księciu Mendogowi. Zgodnie z przekazami został on zabity w 1263 roku przez innego księcia żądnego władzy - Trojnata i jak głosi legenda, pochowany na złotym tronie na wzgórzu zwanym Górą Mendoga. Zasobny Nowogródek był obiektem wielokrotnych napadów Tatarów i Krzyżaków, mimo to jednak pozostał jednym z najbardziej znaczących miast Wielkiego Księstwa. Tam właśnie niejednokrotnie obradowały sejmy, tam też w 1416 roku urządził swoją siedzibę metropolita prawosławny. W 1507 roku Nowogródek stał się stolicą województwa, a w cztery lata później otrzymał Prawo Magdeburskie. Podstawowym jego zbiorem był tzw. Weichbild Saski albo Magdeburski (ius municipale), który powstał z połączenia tzw. traktatu o ustroju sądowym z tzw. prawem ławniczym magdeburskim. Podczas wojny północnej 1700-1721 Szwedzi zdobyli miasto i zamek nowogródzki. Był to początek złej passy Nowogródka. W 1751 roku ogień pochłonął ratusz, 167 domów mieszkalnych, wiele sklepów, cztery kościoły i kancelarię. Znaczenie Nowogródka zaczęło powoli maleć. Po III rozbiorze Polski miasto włączono do guberni Słonimskiej, następnie zaś do Wileńskiej i Mińskiej. Podczas drugiej wojny światowej hitlerowcy wymordowali 28 tysięcy mieszkańców Nowogródczyzny, niszcząc 60 proc. budynków i prawie wszystkie przedsiębiorstwa. Po wojnie Nowogródek został włączony do obwodu Baranowickiego, zaś w 1954 roku do obwodu grodzieńskiego, w którym pozostaje do dziś.
Niewątpliwie z historią Nowogródka, a w jeszcze większym Polski, nierozerwalnie związany jest kościół farny, położony malowniczo u stóp Wzgórza Gedymina ze stojącymi na nim fragmentami ruin zamku. Kościół zbudowano podobno na miejscu dawnej świątyni Perkuna. Zwiedzając go nie sposób nie zauważyć tablicy głoszącej iż:
"W tej świątyni Król Polski i Wielki Książę Litewski Jagiełło brał ślub z Zofią Holszańską - matką przyszłych polskich króli Władysława Warneńczyka i Kazimierza Jagiellończyka".
Związek ten dał początek całej dynastii Jagiellonów. Lecz świątynia ta związana jest również i z innym wielkim Polakiem, który rozsławił nie tylko Nowogródek w swej poezji - Adamem Mickiewiczem. To właśnie w tym kościele w 1799 roku został ochrzczony mały Adaś.
Mickiewicz urodził się w Zaosiu oddalonym od Nowogródka około 40 kilometrów. W szczerym polu, za ostatnim chutorem wsi o luźnej zabudowie, nieopodal polnej drogi, w miejscu gdzie stał kiedyś dom w którym przyszedł na świat poeta, stoi teraz niewielki obelisk. Umieszczona na nim tablica nie pozostawia turyście wątpliwości z czyją osobą związane jest to miejsce:
"Tut rodiłsia 24.12.1798 g. wialik poet Adam Mickiewicz."
Dokładnie w 200-rocznicę urodzin Wielkiego Poety odbudowano folwark udostępniając go turystom.
O ile w Zaosiu bardziej na przyjezdnych oddziaływuje wyobraźnia, albowiem poza obeliskiem i otaczającymi go łanami zbóż nie ma nic więcej ciekawego do zobaczenia, o tyle w Nowogródku obcowanie z minionym bezpowrotnie światem wieszcza przybiera - za sprawą Muzeum Adama Mickiewicza - konkretniejsze kształty. Po raz pierwszy otwarto je 11 września 1938 roku, tuż po zakończeniu remontu rodzinnego domu Mickiewicza, który spłonął w 1881 roku, i odbudowany został sześć lat później. Zgromadzono w nim wiele pamiątek po poecie i jego rodzinie: m.in. fotel Adama, jego notatki i książki czy akta sądowe ojca. Wszystko to zniszczyła niemiecka bomba 22 czerwca 1941 r. Dzięki staraniom władz białoruskich, dworek odbudowano w setną rocznicę śmierci poety. Wiele obecnie zgromadzonych w nim eksponatów dostarczyło Muzeum Literatury w Warszawie, wówczas noszące nazwę Adama Mickiewicza. Dzisiaj muzeum w Nowogródku, dzięki gruntownej rewaloryzacji wykonanej pod koniec lat osiemdziesiątych przez Budimex i Białostocki Kombinat Budowlany, a finansowanej przez stronę białoruską, stanowi największą atrakcję turystyczną Nowogródka. Nic też dziwnego, że coraz liczniej ostatnimi laty zjeżdżają tu wycieczki polskie z całego świata.
Dzisiejszy Nowogródek liczy około 30 tysięcy mieszkańców - Białorusinów, Rosjan, Polaków, Żydów i Tatarów. W mieście funkcjonuje Dom Polski, prowadzony przez przesympatyczną starszą panią Zofię Boradyn. Mieści się on w wiekowym, drewnianym, parterowym domu będącym niegdyś mieszkaniem i kancelarią zarazem miejscowego adwokata. Pani Zofia wita mnie serdecznie i wstawiając samowar na herbatę rusza oprowadzić mnie po swym królestwie. Kolejno wchodzimy do niewielkich pomieszczeń. W jednym odbywają się lekcje polskiego.Prowadzi je - mówi pani Zofia - Maria Małachowska, która kwalifikacje zdobywała w Białej Podlaskiej. Uczyć się przychodzą przede wszystkim maluchy, choć nie tylko, ponieważ na lekcje uczęszczają także dorośli. Robimy wszystko, aby polska kultura i tradycja nie poszła w zapomnienie. W następnym pokoju stosy polskich książek - darów od Polaków, polskich szkół i instytucji. Na razie czytelników nie mamy zbyt wielu - usprawiedliwia się pani Zofia - wielu zapomniało języka polskiego, inni na lekturę nie mają czasu. W następnej sali znajduje się świetlica. Odbywają się tu koncerty, spotkania z ciekawymi ludźmi, projekcje polskich filmów na video. Pani Zofia jest bardzo dumna z otrzymanej w ostatnim czasie z Polski anteny satelitarnej. W przyszłym tygodniu przyjdzie mechanik by ją zainstalować - dodaje. Jednakże największą bolączką Polaków mieszkających w Nowogródku, jest brak siedziby Domu Polskiego z prawdziwego zdarzenia. Marzę o tym byśmy mieli podobną do tych jakie zbudowano ostatnio w Grodnie i Baranowiczach - wyznaje. Nowogródek z pewnością na nią zasługuje. Gdy żegnamy się, po krótkim występie dzieci, śpiewającymi piosenki po polsku i deklamującymi wiersze Adama Mickiewicza, organizuję ad hoc wśród kilku kolegów z którymi przebywałem w gościnie u pani Zofii zbiórkę pieniędzy na nową siedzibę Domu Polskiego. Po chwili wręczam jej sto dolarów, równowartość rocznego czynszu obecnej placówki, pierwszą cegiełkę, która być może da początek urzeczwistnieniom marzeń polskich działaczy pielęgnujących kulturę, tradycję i pamięć ojczystego kraju poza granicami Rzeczpospolitej.

Hruszówka

30 kilometrów od Baranowicz, traktem na południowy-wschód poprzez Lachowicze i dobra Floriana Bochwica znajduje się Hruszówka, pozostałości majątku rodziny Rejtanów. Trafiłem tam przypadkowo, dzięki uprzejmości i gościnności Polaków mieszkających na Białorusi. O Hruszówce najpierw opowiedziały mi, a później wskazały do niej drogę dwie Panie: Elżbieta Dołęga-Wrzosek i Janina Chwalko, mieszkanki Baranowicz działające w Związku Polaków na Białorusi. One też opowiedziały mi niezwykłą historię Tadeusza Rejtana, jednego z największych polskich patriotów, uwiecznionego w znanym dziele Jana Matejki, który swe płótno nazwał jego imieniem.
Rejtanowie przybyli do Polski ok. 1600 roku z Niemiec, z czasem ulegając całkowitej polonizacji. W posiadaniu męskiej linii rodziny Hruszówka pozostawała do 1910 roku, tzn. do śmierci Józefa Rejtana. Później panią na Hruszówce była wdowa po Reytanie pani Alina Rejtan. Ze słów miejscowych mieszkańców, którzy pamiętają ją lub przekazy o niej, była to nadzwyczaj dobra, szlachetna i mądra osoba. Żywe są wspomnienia i przekazy o jej nadzwyczaj mądrym gospodarowaniu Hruszówką: prowadzonej stadninie koni, browarze czy budowie stacyjki na trasie Wilno-Lwów-Rejtanowice, skąd drzewa z tutejszego lasu szły w świat koleją do Prypeci, Dniepru i dalej. Rejtanowie prowadzili także przytułek dla inwalidów (nie tylko Polaków) wojny Rosyjsko-Japońskiej 1905 roku. Dla jego potrzeb wybudowali ogromną lodziarnię, gdzie magazynowano i przechowywano żywność, zaś w celu zapewnienia jej sprawnego funkcjonowania podczas pozyskiwania lodu - stawy. Rejtanowie łożyli także na kształcenie utalentowanych dzieci (również nie tylko Polaków) z Hruszówki, pobierających nauki w Warszawie, Wilnie oraz Petersburgu.
Najsłynniejszym potomkiem rodu Rejtanów był niewątpliwie Tadeusz Rejtan. Mało kto dziś pamięta, że pan Tadeusz był posłem nowogródzkim. Podczas sejmu 1773 roku wsławił się niezłomnym oporem przeciw rozbiorowi Polski. Sprzeciwił się uznaniu konfederacji i marszałkostwa księcia Adama Ponińskiego, podskarbiego wielkiego koronnego, jednego z przywódców konfederacji radomskiej.
Poniński, w latach 1773-75 marszałek sejmu w czasie którego przeprowadzono zatwierdzenie I rozbioru Polski nie zapisał się chlubnie w historii Ojczyzny. Wysługiwał się państwom rozbiorowym, pobierając od nich wysokie pensje, uprawiał łapownictwo, przywłaszczył sobie znaczne sumy z funduszu pojezuickiego, przeznaczonego dla Komisji Edukacji Narodowej. Oddany pod sąd sejmowy w 1789 roku, został pozbawiony urzędów i skazany na banicję. Wyrok anulowała targowica.
Powróćmy jednak do Tadeusza Rejtana i sejmu rozbiorowego. Rejtan, aby nie dopuścić posłów do izby senatu (co oznaczałoby uznanie konfederacji i rozbioru) rzucił się na ziemię, zagradzając własnym ciałem przejście do sali obrad. Scenę tą uwiecznił na swym obrazie Jan Matejko (Reytan 1866).
Tadeusz Rejtan nie zniósł hańby pierwszego sejmu rozbiorowego - postradał zmysły. Rodzina umieściła go w oficynie, którą aż do 1939 roku otaczano szczególnym pietyzmem. Stoi ona nieopodal domu i z dawien dawna zwana jest murowanką. Tam z pokolenia na pokolenie przechowywano rodzinne dokumenty, a wśród nich dariusz z okresu posłowania Tadeusza Rejtana. Wiele miejsca poświęcił w nim opisowi wszystkich współczesnych mu wydarzeń krajowych. W dwóch pokoikach oficyny spędził Tadeusz Rejtan ostatnie lata swego życia. Jego finał był nader tragiczny. Pewnego dnia przez kraty okienne zobaczył na dziedzińcu swego dworu rosyjskiego oficera na koniu. Chcąc rzucić się na niego, skoczył na szybę przecinając sobie żyły. Wkrótce zmarł. Jako samobójca, nie zyskując uznania w oczach kościoła katolickiego, nie mógł być pogrzebany na cmentarzu. Jego ciało złożono więc pod jednym z drzew nieopodal domu. Dopiero po 130-latach potomkowie posła nowogródzkiego otrzymali pozwolenie na pochowanie (i poświęcenie) zwłok w przepięknej neogotyckiej kapliczce, specjalnie na ten cel wybudowanej.
Jednak złe fatum nie opuściło Tadeusza Rejtana i po śmierci, albowiem spotkał go taki sam los jak króla ostatniego. Trumnę ze zwłokami wydarto z ziemi. Najprawdopodobniej wandale szukali cenności. Nie zostało nic - ni kosteczki, ni kawałka trumny nawet.
Z dawnej świetności Hruszówki pozostało niewiele - ruiny drewnianego dworku pośród gęstwiny zieleni z ziejącymi mrokiem przeszłości czeluściami w miejscach niegdysiejszych okien. Do wnętrza wiodą murowane schodki nadkruszone zębem czasu i od lat pozbawione balustradek z poręczą. Pokoje przestronne i nawet dziś, po latach dewastacji, czyniące na wchodzących spore wrażenie. Czyjeś ręce porozbierały piece kaflowe o bytności których świadczą olbrzymie wyrwy w ścianach. Nogi podnoszę wysoko by nie przewrócić się o leżące na ziemi zwały gruzu. Ku swemu zdumieniu, odgarniając czubkiem buta warstwę ziemi i piachu spostrzegam w jednym z apartamentów zachowaną cudem drewnianą mozaikę podłogową. Dlaczego jej nie zerwano? Czyżby przeoczenie ? Ostrożnie wchodzę drewnianymi schodami na piętro. Tu podłoga nie zachowała się w tak dobrym stanie jak na dole. Ba, wcale jej nie ma. Stąpam po stropie parteru uważając na poprzeczne belki nośne by nie stracić równowagi. Na ścianach różnorakie napisy w języku rosyjskim. Tak więc i tu moda na graffiti dała o sobie znać. I po chwili znowu zaskoczenie. Na suficie spostrzegam freski. Choć wyblakłe kolory dawno straciły na swej świetności jednakże dalej przykuwają uwagę. Robię kolejne zdjęcie. Wychodząc z dworku zaglądam jeszcze na chwilę do piwnicy. Z miejsca ogarnia mnie rześki chłód. Wejścia do poszczególnych pomieszczeń zaopatrzone w drzwi strzegące dobytku prostymi kłódkami. Widać miejscowi zorganizowali sobie przydomowe spiżarnio-chłodziarnie. Wsiadam do samochodu. Jadę kilka minut na miejsce, gdzie jak mi wskazano, stoi wzniesiona dla Tadeusza Rejtana kapliczka. Z daleka imponująca kunsztem budowla. Cóż z tego, gdy po bliższym przyjrzeniu się widać iż część jej murów legła w gruzach, a po wejściowych wrotach nie zostało nawet wspomnienie. Zniknęła nie tylko trumna z ciałem Tadeusza Rejtana, ale nawet marmurowe płyty stanowiące niegdyś posadzkę. Po ołtarzu, nie pozostał nawet ślad, w przeciwieństwie do fragmentów murów okalających kapliczkę. Czas zatarł wiele śladów.
Jednakże do dziś o tragicznej historii tego jednego z największych polskich patriotów świadczą właśnie owe ruiny kaplicy, wielki dół po jej środku, resztki murowanego ogrodzenia oraz kamień z tablicą informującą o naszym wielkim rodaku. Wyryto na niej napis:
"Tadeusz Rejtan, syn tej ziemi, urodził się 20.08.1742 roku w Hruszówce i tu zmarł 08.08.1780 roku jako poseł nowogródzki na sejm warszawski. W 1773 roku protestował przeciwko zatwierdzeniu pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej Polskiej. Prześladowany za ten czyn, nieszczęście Ojczyzny przepłacił zdrowiem, a potemżyciem. Był wzorem patriotyzmu dla wielu pokoleń Polaków. Cześć jego pamięci."
Ale pamięć o Tadeuszu Rejtanie i jego tragicznych losach przetrwała. W pobliżu kapliczki spostrzegam postacie dwóch kobiet krzątających się obok kamiennego obelisku. Elżbieta Dołęga-Wrzosek i Janina Chwalko przywiozły świeże kwiaty kładąc je na miejsce w którym spoczął niegdyś nowogródzki poseł. W każdą niedzielę, już od lat, przyjeżdżamy tu z dziećmi - nie odrywając wzroku od kamienia zwraca się do mnie pani Teresa, spostrzegając moje pytające spojrzenie. Na razie to wszystko co możemy zrobić, aby ocalić od zapomnienia ten fragment naszej historii, którą ziemia ta jest przesiąknięta. Ale pan może więcej - zwraca się do mnie po chwili namysłu. Proszę obiecać, iż opowie pan o tym, co tutaj zobaczył w swoich artykułach. Obiecuję - odpowiedziałem.
I słowa dotrzymałem.


Świat