Grand Canyon - Rim to Rim

Krystyna Konopka

 Odwiedzając kilkakrotnie Wielki Kanion zawsze usiłowałam sobie wyobrazić jak to wyglada tam na dole. Wpatrywałam się w scieżkę prowadzącą na Plateau Point i zazdrościłam ludziom, którzy obładowani i zmęczeni wychodzili z kanionu. Widziałam dziewczynę, która "ledwo żywa" wyszła boso na południową krawędź z butami przywiązanymi do plecaka. Marzyło mi przejście z jednej strony kanionu na drugą, czyli zrobienie tzw. "Rim to Rim". Jest to "odwrócona do góry nogami" wycieczka turystyczna. Najpierw trzeba zejść blisko 1400 m z południowej krawędzi na dno, pokonując dystans około 15 km, a potem podejść prawie 1800 m (22.8 km) na krawędź północną. Oczywiście można też schodzić z krawędzi północnej, lub zrobić "Rim to Rim" tam i spowrotem, patrz mapka.

 Sprawa jest jednak dość skomplikowana i sama kondycja fizyczna i szczypta zdrowego rozsądku nie wystarcza. Stosunkowo krótki okres sensownej pogody i ograniczona ilość miejsc na kempingach w kanionie powodują, że za organizację "Rim to Rim" trzeba się zabrać z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Dojcie do rzeki Kolorado scieżka Bright Angel Trail. Widać wiszący most (Silver Suspension Bridge) prowadzący na drugą stronę rzeki. Fot. K. Konopka Krawędź południowa jest otwarta przez cały rok. Krawędź północa, wyższa o około 400 m, znajduje się już w innej strefie klimatycznej. Drogi lokalne nr 67 i ALT89 prowadzące do Grand Canyon Lodge i kempingu North Rim Campground, mogą być zamknięte spowodu opadów śniegu od połowy października do końca maja. Cottonwood Campground, kemping położony na północ od rzeki Kolorado, zamykany jest pod koniec października. Jeżeli więc planujemy "Rim to Rim" na początek października, to już przed Bożym Narodzeniem trzeba się zabrać do rezerwacji kempingów. Pozwolenie na biwakowanie na kempingach w kanionie (Indian Garden, Bright Angel i Cottonwood Campground) jest bezpłatne, ale trzeba je uzyskać. Wielki Kanion odwiedza rocznie ponad 4 miliony ludzi, tak że chętnych na biwakowanie w kanionie jest sporo, a tutejsi turyści nie wpadli jeszcze na pomysł "waletowania". W obrębie kanionu żyje 70 gatunków ssaków, 290 gatunków ptaków, 22 rodzaje jaszczurek, 24 rodzaje węży, a w rzece Kolorado pływa 14 gatunków ryb. Do łowienia ryb potrzebna jest licencja stanu Arizona, którą można wykupić na miejscu. Psów do kanionu wprowadzać nie wolno. W kanionie nie wolno się wspinać (kruszyzna), palić ognisk, strzelać z broni palnej, z łukow i z procy. Jakoś to wszystko - rośliny, zwierzęta i ludzie - współżyje ze sobą. Wychodząc z kanionu należy zabrać na górę wrażenia, zrobione zdjecia, nakręcone filmy i "własne" śmieci.

Kemping - Bright Angel Campground. Fot. M.Kuras  Wracając do mojego zejścia, to miałam szczęście i w 1993 r "załapałam" się na amerykańsko-polski "Rim to Rim". Moi bliscy znajomi z Carson City (Nevada) Ewa i Wojtek, wmotali się w "Rim to Rim" organizowany przez ich amerykańskich przyjaciół. Pomimo niewielkiego doświadczenia w chodzeniu z plecakiem, Ewa postanowiła się przygotować, chociaż jej amerykańskie koleżanki z pracy sugerowały, że powinna się raczej rozwieść (autentyczny cytat: "He is crazy, divorce him."). Ponieważ ich 17-letnia córka Paulina zmieniła plany i zrezygnowała z udziału w imprezie, zwolniło się miejsce dla mnie. W ostatniej chwili dołączył, zamieszkały obecnie w Kanadzie Mirek Kuraś, z którym w 1975 r byłam na wyprawie w górach Afryki. Grupa liczyła 12 osób, cztery małżeństwa amerykańskie, Ewa, Wojtek, Mirek i ja.

Wojtek i mułowaty jeleń (Odocoileus hemionus).  30 września spotykamy się w Las Vegas i wypożyczonymi samochodami jedziemy na południową krawędz. Uczestnicy przylecieli - z Portland, Reno, San Francisko i z Kanady. Z Reno i San Francisko można przyjechać samochodem do Las Vegas w ciągu jednego dnia, ale czas to pieniądz, a do Las Vegas zawsze znajdzie się tani lot! Głównymi organizatorami są Amerykanie, tak że cała impreza jest nie tylko dobrze zorganizowana, ale ma także pewne "elementy luksusowe". Po dojechaniu na południową krawędz jemy obiad w restauracji w Bright Angel Lodge i udajemy się do stylowych drewnianych kabin, gdzie mamy zarezerwowany nocleg w dwuosobowych pokojach z prysznicami. Wspominając Afrykę, pakujemy się z Mirkiem na trzydniowe tuptanie z namiotem, śpiworami i maszynką butanową. Wałkujemy sprawę obiadu w restauracji w Phantom Range na dnie kanionu. Ponieważ jedna z uczestniczek grupy obchodzi urodziny mamy tam zarezerwowany obiad i już na górze trzeba ustalić kto, co i za ile będzie jadł. Do wyboru jest stek, gulasz i danie wegetarianskie! Oczyma wyobraźni widzę muły znoszące dla nas steki i jarzyny. Obiad na dnie kanionu moglibyśmy sobie darować, ale wypada nam wziąść udział w uroczystości. Wieczorem wychodzę na ścieżkę biegnącą wzdłuż krawędzi. Niebo jest rozgwieżdzone, "czeluść" jest czarna, a daleko na widnokręgu widać światła na krawędzi północnej.

Wodospad Ribbon Falls. Fot. K.Konopka.  1 październik: Zaczynamy schodzić o 6 rano, dobrze utrzymana i wygodna ścieżka Bright Angel Trail, zbudowana w 1891 r. Pogoda jest wspaniała, tak że od razu ruszamy w szortach i w bularkach. Mijają nas grupki jednodniowych turystów zbiegających "na lekko" w dół. Napotykamy poruszającą się z wdziękiem parę muflonów. Mijamy źródło pitnej wody i publiczny telefon. Schodzimy coraz niżej i kanion zamyka sę nad nami. Po przejściu 7.4 km i zejściu ponad 900 m, jemy lunch w Indian Garden Campground. Jestem zdumiona ilością zieleni. Rosną tam drzewa liściaste (cottonwood - topola amerykańska), trawy i dużo roślinności pustynnej (kaktusy, agawy, juki), którą Mirek z zapałem filmuje. Z Indian Garden można się przespacerować na oddalony o 2.4 km punkt widokowy Plateau Point, z którego widać rzekę Kolorado. Nasza ścieżka schodzi zakosami ostro w dół i doprowadza do rzeki (12.5 km). Mijają nas grupy turystów jadących na mułach. Niektórzy mają bardzo nieszczęśliwe miny. Kemping - Cottonwood Campground. Na ławce odpoczywa Ewa. Fot. M.Kuras. Dla osób które nie jeżdżą konno jest to podobno całkiem bolesne doświadczenie. Na rzece odbywa się spływ na gumowych pontonach. Rzekę przekraczamy po wiszącym moście Silver Suspension Bridge, który jest przeznaczony tylko dla turystów pieszych. Trochę dalej w kierunku wschodnim znajduje się drugi most Kaibab Suspension Bridge, przy którym kończy się ścieżka South Kaibab Trail. Po tym moście przechodzą zarówno turyści jak i muły. O drugiej po południu dochodzimy do kempingu (15.0 km). Miejsca pod namioty są położone nad samym strumieniem Bright Angel Creek. Kiedy się rozbijamy wieje silny porywisty wiatr, jest gorąco, około 34°C (100°F). Próbuję sobie wyobrazić jak tu jest latem. Koło kempingu kręcą się jelenie. Pekamy ze śmiechu kiedy jeden z nich zlizuje pot z ramienia Wojtka a drugi spokojnie konsumuje jedzenie zostawione na stole. Cała grupa jest w dobrej formie. Amerykanie są miłymi kompanami, uśmiechnięci, życzliwi i pogodni, cieszą się że zeszliśmy, że woda w strumieniu jest chłodna, że czeka na nas obiad i tort urodzinowy w Phantom Ranch. Wieczorem przestaje wiać. Jest pełnia i kemping w świetle księżyca robi niesamowie wrażenie. Trudno mi uwierzyć, że jestem na dnie Wielkiego Kanionu (730 m npm).

North Kaibab Trail - ścieżka wycięta w ścianie kanionu strumienia Bright Angel Creek. Fot. K.Konopka.  2 październik: Drugi dzień jest najbardziej ulgowy, około 500 m podejścia do kempingu Cottonwood Campground (11.7 km). Ścieżka North Kaibab Trail prowadzi przez cały czas wzdłuż strumienia Bright Angel Creek. Ruszamy o 6 rano aby jak najdłużej pozostać w cieniu. Początkowo strumień biegnie w wąskim kanionie, potem kanion się rozszerza. Rośliność ma charakter pustynny. Po przejściu ponad 9 km dochodzimy do wodospadu Ribbon Falls. Zostawiamy plecaki przy ścieżce i podchodzimy pod wodospad. Część osób bierze "prysznic". Woda spada na dół w pewnej odległości od ściany, tak że można przejść pomiędzy wodą i skałą. Mirek wchodzi w ten skalno-wodny korytarz z kamerą filmową i udaje mu się nakręcić ciekawe ujęcia. Dochodzimy do kempingu, który jest starannie ukryty między drzewami. Rozbijamy namioty i idziemy wykąpać się w strumieniu. Przychodzi strażnik Parku i sprawdza ile nas jest i czy mamy pozwolenie, przypomina o zabraniu śmieci i podwieszeniu plecaków. Strażnik jest sympatyczny i rzeczowy, jak większość strażników w tutejszych Parkach Narodowych. Zastanawiam się dlaczego wszystko funkcjonuje tu bez złości i złośliwości. On nie ma nam za złe że chodzimy po Parku Narodowym, my nie mamy do niego pretensji o to, że nas kontroluje. Wieczorem rozmawiamy o jutrzejszym podejściu (1300 m) i żartujemy z Wojtka, który jest wyraźnie zaniepokojony tym czy Ewa da radę wyjść na górę.

North Kaibab Trail - przed przejściem przez most nad Bright Angel Creek. Na zdjeciu K. Konopka. Fot. M.Kuras.  3 październik: Wstajemy po ciemku i szybko się zwijamy nie gotując nawet wody. Nie spodziewaliśmy się tak wysokich temperatur i chcemy jak najdłużej iść w cieniu. Początkowo ścieżka prowadzi wzdłuż strumienia w stunkowo wąskim kanionie. Potem zaczynamy podchodzić długimi zakosami wyciętymi w zboczu. Ten dzień utkwił mi najbardziej w pamięci. Ścieżka prowadząca z Cootonwood Campground na półocną krawędź (11.1 km), a zwłaszcza jej górna część, wydaje mi się najbardziej malowniczym odcinkiem całego "Rim to Rim". Widoki są wspaniałe. Za nami zostaje kanion a przed nami piętrzy się północna krawędź. Ścieżka jest wygodna, ale znacznie węższa niż po stronie południowej. Dochodzę do wniosku, że nie chciałabym jechać tu na mule. Mijające nas muły mają pierwszeństwo. W straszliwym kurzu opieramy się o skałę i usiłujemy odpowiadać z uśmiechem na dobiegające z góry Hi. Podchodzimy powoli w kurzu i upale, za nami krawędź południowa i pustynne dno kanionu, a przed nami zielona krawędź połnocna. Zmienia się kolor skał i rośliność, pojawiają się sosny i żółte osiki. Wychodzimy na góre, powietrze jest chłodne, jesteśmy na wysokości 2512 m. Gratulujemy sobie nawzajem. Ściskamy Ewę, która trochę odciążona przez Wojtka, wyszła z kanionu w dobrej formie. "Rim to Rim" mamy za sobą.

Północna Krawędź - North Rim. Widok z krawędzi północnej na południową.Fot. K.Konopka.  Nocleg jest zarezerwowany w kabinach, ale tym razem czuję się jak w dawnych latach w Morskim Oku. Jest nas więcej niż łóżek. Wieczorem siedzimy na tarasie w Grand Canyon Lodge i oglądamy zachód słońca. Zapada zmrok, "czelusc" robi się coraz ciemniejsza i na widnokręgu pojawiają się światła na krawędzi południowej.

North Rim. Widok z krawędzi północnej na południową. Fot. K Konopka. PS. Następnego dnia wracamy autobusem na krawędź południową. Dystans 342 km (214 mil) autobus pokonuje w ciągu 5 godzin. Rzekę Kolorado przejeżdżamy po moście Navajo Bridge.

PS. Pod koniec paźdźiernika 1996 r pojechałam nad Wielki Kanion z Januszem Kurczabem, znanym polskim alpinistą i himalaistą. Spaliśmy "jak Pan Bog przykazał" na kempingu Mather Campground na krawędzi południowej i zrobiliśmy wycieczkę na Plateau Point. Następnego dnia jechaliśmy przez Navajo Bridge. Droga prowadząca na północną krawędź była zamknięta, w lesie leżało trochę śniegu, a kiedy dojechaliśmy w okolice Parku Narodowego Bryce temperatura w nocy spadła poniżej zera.

Mapa


Ameryka