Przygoda z fladrami.

Kasia Kucharska

Nazywam sie Kasia i mam 11 lat. Lubie tanczyc, spiewac, jezdzic na wrotkach i na rowerze, grac w tenisa i ping-ponga. Nie ma co wyliczac, bo pewnie lubie wszystko to co lubia dziewczynki w moim wieku. Jedno co moze mnie wyrozniac to to, ze lubie chodzic na ryby!

O jednej z takich wypraw chce wlasnie opowiedzic. Byla to jedna z upalnych, wakacyjnych niedziel, dla mnie tak nudna, jak zadna inna. Tato ogladal pilke nozna, a ja nie mialam ochoty na zadna zabawe. Wreszcie, niepewnym glosem zaproponowalam zebysmy poszli na ryby.

Wiadomo, ze w samo poludnie, w taki upalny dzien nic sie nie moze zlapac, ale lepsze stanie nad woda niz szwedanie sie po domu. Ku mojemu zdziwieniu Tato sie zgodzil. Tez pewnie mial dosyc wygniatania fotela przed telewizorem, tym bardziej, ze mecz sie wlasnie skonczyl. Jak pamietam wygral Juventus tylko nie wiem z kim.

Spakowalismy wedki, skrzynke z przyborami, pare kanapek i jakies picie. Pojechalismy na najblizszy pomost w Cony Island (NY), 10 minut od domu (mieszkamy w Sea Gate). Bylo tam duzo Hiszpanow, troche Murzynow, Portorikow i nawet paru Chinczykow. Lapali przede wszystkim kraby. Mieli pozarzucane wedki, ale nastawieni byli raczej piknikowo. Muzyka i grille z kurami. Rozpakowalismy sie i zarzucilismy wedki ze kalmarami (squidami) jako przyneta. ( Zawsze mamy drobny ich zapas w zamrarzalniku ). Teraz mielismy duzo czasu. Tato zapalil papierosa, a ja poszlam sprawdzic co inni zlapali. Oczywiscie nikt nic nie mial. W jednym wiaderku ktos mial dwie, takie denne rybki, ktore sie zwykle wyrzuca spowrotem do wody, gdy sie przypadkiem zlapia. Dzis, na tym bezrybiu, byly okazem! Wrocilam przygnebiona do swojej wedki. Zylke sciagnelo gdzies pod pomost, wiec postanowilam ja zwinac i przerzucic w inne miejsce. Zaczelam zwijac, ale jakos nie szlo. Pewnie sie o cos zahaczylo. Zawolalam Tate, ale Tata tylko spojrzal na mnie i jak zwykle powiedzial "ahhh, Kicka", co mialo znaczyc, ze to drobna sprawa i mam sobie sama.poradzic. Z trudem, ale jakos sie ta zylka zwijala. W pewnej chwili zobaczylam, ze nad woda szamocze sie ryba! Inni tez to odrazu zauwazyli i rzucili sie mi do pomocy. Dwoch czarnych chlopcow wyrwalo mi wedke z reki i sami zaczeli wyciagac. Po chwili zauwazylam, ze z wody wychylila sie druga fladra. (mialam zalozone dwa haczyki jeszcze z jakiejs poprzedniej wyprawy).

Na pomoscie zrobilo sie ozywienie. Ludzie zaczeli klaskac. Mialam dwie dosc duze fladry! Skad sie tu wziely i dlaczego sie zlapaly tego nikt nie wie. Pewnie dlatego, ze glupie jak fladry. Bylam bohaterka calego pomostu. Musialam wszystkim opowiedac na co lapalam i gdzie dokladnie zarzucilam. Wszyscy tez chcieli te fladry obejrzec. Wiecej juz nie lapalismy, a na "moim" miejscu ustawilo sie ze dwudziestu wedkarzy. Tato powiedzial, ze trzeba bylo jednak wziac jakies wiaderko na ryby, ale kto to mogl wczesniej przewidzic. Co by nie powiedziec, to mielismy swietna kolacje tego wieczoru.


Ameryka