Drób w Malowanym Kanionie

Bożena Pruska

Doroczny zlot Niepoprawnych Dziękczynników już po raz piąty zgromadził sporą grupę amatorów spożywania indyków na pustyni. W dniach 24-27 listopada 1994 roku przez Painted Canyon w pobliżu miejscowości Mecca, California przewinęło się ok. 50 osób z polskim rodowodem oraz co najmniej 10-ciu miejscowych pieczonych indyków. Rytualne biesiady miały miejsce w dwóch obozach: młodzież z San Diego, spragniona swobody i prawa do samostanowienia, ulokowała się wraz z księdzem Stanisławem w głębi kanionu, gdzie ucztowała przy dzwiękach gitar; starszyzna zaś, z drobniejszą dziatwą skryła się za skałami bliżej wylotu wąwozu i konsumowała pieczyste w rytm Skaldów i Grechuty.

Obóz starszyzny okazał się nowocześniej wyposażony: inicjatorzy imprezy, pp. Iwona i Piotr Szymańscy , dowieźli generator, dzięki czemu wieczorne popisy weteranów urosły do rangi misterium "światło i dzwięk". Za to obóz młodzieży został lepiej urządzony: męska populacja osady wybudowała sobie własną latrynę, dzięki czemu panie miały do dyspozycji całą resztę świata.

Na wierzchołku góry nad obozem starszyzny zatknięto białoczerwoną flagę. Dokonali tego panowie Czerwiński - junior z Czerwińskim - seniorem. Ponieważ było to pierwsze polskie wejście na ten szczyt, brawurę i poświęcenie jego zdobywców uhonorowano nadaniem mu imienia Piku Czerwińskich. Podobno w obozie młodzieży również dokonano premierowych wejść, ale wniosków o oficjalne odnotowanie tych faktow w archiwach imprezy jeszcze nie złożono.

W nocy z czwartku na piątek flagę z Piku Czerwińskich skrycie podwędzono. Starszyzna, podejrzewając, że chodzi o starą tradycję wykradania proporców, wysłała do obozu młodzieży specjalną delegację. Wprawdzie wysłanniczki spotkały się z niewinnymi spojrzeniami młodzieży, to jednak wszystko wskazuje na to, że misja ta nie była bezzasadna: pod osłoną nocy z piątku na sobotę flaga wróciła na szczyt. Kto dokładnie ją gwizdnął - nie wiadomo, ponieważ po okup w postaci puszki z żurawiną nikt się nie zgłosił.

Obok spożywania indyków, wspinania się na skały oraz nocnych tańców, spiewów i podchodów, uczestnicy zlotu mieli także okazję odbycia kilku ekspedycji w głąb odnóg Malowanego Kanionu. I tak: zapoznano się z topografią Kanionu Ciasnego (gdzie jest ciasno), Kanionu Długiej Drabiny (gdzie jest długa drabina) oraz Kanionu Ciotki (gdzie ciotki nie ma, ale była pięć lat temu).

Jednym słowem, zlot był ze wszech miar udany tak dla duszy, jak dla ciała, a w przyszłym roku może być jeszcze lepszy, o czym warto pamiętać planując następny Thanksgiving.

Ameryka