
Proces dekulturyzacji polskiej w Brazylii
W języku portugalsko-brazylijskim są 3 etnonimy: polonio (rok 1551) polaco (c=k, r. 1562) i polonęs (XIX w). Pierwsze od "Polonia", drugie od włoskiego "polacco" i ostatnie od francuskiego "polonais". Tu są intensywnie używane te dwa ostatnie. Wielu Brazylijczyków polskiego pochodzenia uważają to słowo polaco (c=k) za obraźliwe. Dlaczego? Historia tłumaczy.

Oprócz Krzysztofa Arciszewskiego, admirała na żołdzie Holandii, która tu przez kilka lat w wieku XVII miała zamiar utrzymać swoją kolonie - a więc prawdopodobnie pierwszego Polaka w tych stronach (stan Pernambuco) - osadnictwo polskie zaczęło się w roku 1869. Jakościowo, jacy to byli ci imigranci?
Żeby na to pytanie szczerze odpowiedzieć, muszę narazić sie na miano ikonoklasty. Przeważnie najmici, uwolnieni chłopi pańszczyźniani, dużo niepisemnych, naiwnych i łatwowiernych. Prawie trzysta lat kolonizacji portugalskiej wyrobiło u tubylców żyłkę sprytu, żeby nie dać się wykorzystać doszczętnie przez władze kolonialne. Naturalnie że groziły despotyczne kary. Ten spryt nawet wobec obecnego rządu istnieje do dzisiaj. No i istniał w XIX wieku. Ci łatwowierni i naiwni rolnicy, do tego, nie znając portugalskiego bo mieszkali w koloniach gdzie rozmawiano przeważnie językiem polskim, czyli w enklawach etnicznych, łatwo padali ofiarą oszustw. No i dlatego byli uważani za ludzi niemądrych: "polaco burro" = dosłownie "polak osioł". Oprócz tego, Polska oficialnie nie istniała, więc też mówiono że "Polak nie ma swojego sztandaru". To ich jeszcze bardziej przygnebiało, jeszcze więcej się oddalali od tutejszego społeczeństwa i pogłębiało znaczenie słowa "polaco".
Poematem z dziejów emigracji polskich chłopów na przełomie XIX i XIX wieków jest
"Pan Balcer w Brazylii" Marii Konopnickiej (1842 - 1910). Dzieło to, jedno z przednich prac tej naszej pisarki, też jest uznane jako szczególny wysiłek żeński w literaturze polskiej.

Dopiero w okresie międzywojennym (1920 - 1939) zaczęła przybywać do Brazylii emigracja na wyższym poziome intelektualnym - a nawet nauczycielowie przysłani przez ówczesny rząd polski. Przed tem, to były wyjątki. W tamtych latach, Polska miała intencje stworzyć tu kolonię, kupując od Brazylii jeden z stanów południowych (Santa Catarina albo Parana).
Naturalnie, że taka propozycja była wyśmiana przez tutejszy rząd. Ta strategia dyplomatyczna nie polepszyła opinii o Polakach. W latach trzydziestych rząd brazylijski zlikwidował tu definitywnie kilkadziesiąt szkół polskich i innych. Do lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia, było wstydem być potomkiem Polaka. Brazylijczycy z polskimi nazwiskami często podawali się za Rosjan, Austryjaków albo Niemieców - bo ich przodkowie przed Pierwszą Wojną Swiatową przyjechali tu na paszportach rozbiorców.

W ostatnich latach, po "
naszym" Papieżu, po Solidarności i po obaleniu komunizmu, zaczął się tu nowy okres pro-polonijny. W tym pomogli bardzo nieudolni prezydenci państwa (1980 - 1993), tak że nawet rdzenni Brazylijczycy wstydzili się być i czuć Brazylijczykami... a ci obywatele którzy nosili nazwiska zagraniczne, umyślnie się tym wyróżniali by wykazać swoją odrębność.

W sumie wiekowej, polska strata kulturalna. Żadko który z okoła miliona Brazylijczyków polskiego pochodzenia zna język polski - a nawiasem mowiąc, oni teraz bardzo tego żałują. Niektórzy chodzą na kursy wieczorowe języka polskiego - wielu rezygnuje, bo dla nich ten język jest zbyt trudny. Ale bardzo się interesują polskimi sprawami - lecz bariera językowa uniemożliwia im zbliżenia się do prasy, do książek, do filmów które konsulat wyświetla, a nawet do internetu. No i paradoks: dużo z nich psychologicznie boi się zwiedzać Polskę, choć się do tego nie przyznają! Racionalizują usprawiedliwienia! Biorąc tę sprawę z punktu widzenia pragmatycznego - i jeszcze jeśli stan rzeczy się nie zmieni - to za jakieś dwadzieścia lat język polski w Brazylii będzie "avis rara", bo ci którzy go znają, już są na wymarciu.