
Pod nazwa Euterpe - muzy muzyki - ponad 90-metrowya fregata szesc razy podrozowala do Indii, za pierwszym razem nie z nadzwyczajnym szczesciem, za to z przygodami - zderzeniem i buntem na morzu. W drugiej podrozy wokolPrzyladka Dobrej Nadziei "zlapal" go cyklon w Zatoce Bengalskiej, zaloga musiala scinac maszty. W 1871 zaglowiec zostal sprzedany, by odbyc potem 21 podrozy dookola swiata, dowozac emigrantow (do 400 w kazdej podrozy) na Nowa Zelandie, a welne i inne towary do Anglii. Nastepnie w dwoch ostatnich latach 19-wieku Euterpe plywala po Pacyfiku i byla zarejestrowana w Hawaii. W 1900 roku zostala sprzedana do Ameryki i "obcieta" do barku (jej tylny, trzeci, maszt zostal pozbawiony rei) i pod nowa nazwa - "Gwiazda Indii" - do 1923 roku plywala do Morza Beringa kazdej wiosny przewozac rybakow i lososie. Po przejsciu na emeryture kupili ja mieszkancy San Diego, by pozniej stala sie czescia muzeum morskiego. W 1976 roku zakonczono renowacje statku i wtedy po raz pierwszy od 50 lat wyplynal w morze, od tego czasu "Gwiazda" wyplywala 9-krotnie, jest wiec tym samym najstarszym plywajacym zaglowcem rejowym.
Moze za 50 lat i "Dar Pomorza" doczeka takiego ponownego wejscia na scene? Jednak nawet w porcie "Gwiazda Indii" jest pelna zycia, szczegolnie od kiedy muzeum morskie zdecydowalo sie zrobic ruch, ktory w spektakularny sposob zwiekszyl liczbe zwiedzajacych: zamiast straszacego dotad nagimi zaglami statku, codzien mozna teraz zobaczyc widok rzadki nawet w 1890 - wielkie zaglowce stawialy bowiem wszystkie zagle dopiero dobrze na morzu. Przeszkoleni ochotnicy wchodza na reje, a kazdy ze zwiedzajacych moze pociagac liny i poczuc w miesniach brasy (liny, ktorymi okreca sie reje wokol masztu). Na mala reje kazdy moze wejsc na glownym pokladzie.
Moze kazdy statek podobny jest do drugiego, ale o wiele bardziej bezpiecznie czulem sie wchodzac na szczyt grota "Daru Mlodziezy" - nie doczytalem wczesniej, ze zaglowiec zostal odnowiony, wiec ta wspinaczka na ponad 40 metrow kosztowala mnie troche nerwow - strach jest cena ignorancji. Na "Gwiezdzie Indii" troche inaczej wyglada tez zwijanie zagli, bo sa one uszyte tak samo, jak w latach dwudziestych, a sejzing (lina przytrzymujaca zwiniety zagiel do rei) zwiazuja tu po prostu na wezel plaski - nie jak na "Darze", gdzie bardziej sie mysli o biednym kadecie, ktory bedzie to musial odwiazac.
Wierzowce San Diego przyslonily niestety stara dzilence, Dzielnice Lamp Gazowych, z ktorej przyszedlem do portu, a w ktorej wlasnie obchodzono chinski Nowy Rok, nie moglem wiec dojrzec fajerwerkow i chinskich akrobatow, czy adeptow kung-fu, ktorych wczesniej widzialem z bliska rozbijajacych cegly. Z te dzielnicy przyszedl by na swoj statek marynarz na poczatku wieku - byla to dzielnica czerwonych latarni, palaczy opium i chinskiej loterii. Teraz tez jest tlumnie odwiedzana przez marynarzy przyplywajacych do San Diego, glownej bazy amrykanskiej marynkarki wojennej, z powodu przytulnych restauracyjek i kin. Widok w strone Zatoki San Diego jednak niewiele sie roznil od widoku z poczatku wieku, szczegolnie gdy sie nie patrzylo w strone zbudowanego w 1898 roku parowca "Berkeley", rowniez nalezacego do muzeum morskiego. Akurat do portu wplywaly tez na zaglach dwa dwumasztowce - bryg "Lady Washington" ("Pani Waszyngton") i kecz "Hawaiian Chieftain" ("Hawajski Wodz"), po rejsie po zatoce, oba pelne wycieczkowiczow. Przed zmrokiem udalo mi sie spojrzec na "Gwiazde" z bombramreii "Chieftaina", gdzie zdazylem sie nauczyc jeszcze innego sposobu wiazania sejzingu.
