
(zwawo, optymistycznie, z odpowiednia domieszka poludniowego akcentu w zaleznosci od miejsca postoju w czasie przemowy; wedlug wzoru nadanego przez Warren Harding'a, to jest wyglosic cos co bedzie brzmialo jak army of pompous phrases marching over the landscape in search of an idea)
Towarzysze, lub moze jeszcze nie towarzysze, ale prawie! Wezwalem was tu na rozpoczecie naszego wspolnego marszu ktory bedziemy odprawiali spolem, to znaczy razem, wspolnie. Najpierw schwycmy sie wszyscy za rece (ja wolalbym schwycic za cos bardziej jedrnego, jak np. zadnia czesc przystojnej babki obok mnie, zwlaszcza ze to nie moja zona, ale niestety zona patrzy na mnie podejrzliwie i akurat podaje bilblie...) i obierzmy kierunek marszu prosto do 21 wieku. Ale droga nie bedzie latwa, bo wiek ten sam tu nie przyjdzie, tylko oddalony jest od nas przepascia ktora mozna przekroczyc tylko przez most (wybudowany z waszych pieniedzy pod moim kierownictwem). Jaki bedzie ten most, pytacie? Ano, bedzie dlugi, duzy, szeroki, najwiekszy most na swiecie. Bedziemy po nim dlugo choc wesolo i dziarsko maszerowac. Jak trzeba, to zrobimy go jeszcze wiekszym niz byl i dluzszym niz sie na poczatku spodziewalismy (zwlaszcza spodziewaliscie wy, ktorzy za to placicie). Albo tez, jak sie okaze ze stal jest za krucha (ostatecznie wyrabiaja ja nasi wspaniali uczniowie, ktorzy mimo iz maja tylko OSIEM lat juz umieja czytac, na pisanie to troche za wczesnie, nie mowiac o rachunkach), to sie wrocimy, i zaczniemy budowac od nowa, z lepszej stali lub calkiem nowych materialow. Szkoda, ze moja prezydentura konczy sie za cztery lata, bo ten most mozna by budowac przez nastepne 20 lub wiecej. Ale, nie martwcie sie, moj kolega i nastepca, Al, prawnik vel naukowiec environmentalista (napisal nawet juz ksiazke) bedzie dalej prowadzil budowe tego szczytengo dziela. Al w tej chwili wylaczyl sie z poliktyki (zreszta zawsze byl troche mrukiem) bo nie moze przebolec utraconej kariery farmera tytoniowego z ktorej taki byl dumny pare lat temu podczas kompanii 1992 o czym opowiadal swoim kolegom farmerom tytoniowym w polnocnej Karolinie. Teraz niestety wiatr zawial z innej strony i Al przezucil sie na zwlaczanie palenia i tytoniu, ale co kariera to kariera.
Tak wiec, towarzysze, przyszlosc macie zapewniona - nawet jezeli skoczymy budowe mostu, to zaczniemy budowac szklane domy, druga Ameryke, nowy ustroj, nowa Ameryke (tak, niestety niektorzy z was znaja juz te refreny).....
