
Nowa siedziba Muzeum Getty'ego w Los Angeles (w dzielnicy Beverly Hills) to przepiękna świątynia sztuki. Wstęp za darmo - jeśli się przyjedzie komunikacją miejską. Jeśli samochodem - tylko opłata za parking, który trzeba sobie zarezerwować na tydzień wcześniej. Sale ze starodrukami średniowiecznymi, Biblia Gutenberga. Niemało impresjonistów, słynne irysy Van Gogha. Dużo malarstwa współczesnego. Wszystko w przestronnych biało-szklanych pawilonach. Olbrzymie patio z fontanną, kafejki, piękne ogrody na stoku, z którego panorama na Wilshire Center, a czasem (gdy nie ma smogu) nawet na centrum Los Angeles.
Muzeum chce integracji wielu kultur współżyjących w LA. Co najmniej 40% mieszkańcow LA to Meksykanie. Była już wystawa urodzonego w Guanajuato Diego Rivery, znanego z obrazów Indianek z kaliami i wielkich fresków zwanych murales.
Intensywnie też szuka się śladów kultury meksykańskiej w Los Angeles. Na przykład murales autorstwa Rivery, Orozco, czy Siqueirosa.
David Siqueiros to sława malarstwa meksykańskiego lat 30 i 40 dwudziestego wieku. W Mexico City, przy centralnym bulwarze Insurgentes w eleganckiej części południowej miasta usytuowano centrum sztuki Siqueirosa, z daleka widać ściany budynku i murales. W latach 30-tych Siqueiros wykładał malarstwo na jednym z uniwersytetów w Los Angeles. Nie ukrywał swoich sympatii prokomunistycznych. On i Rivera zapewnili wizę pobytową Trockiemu w Meksyku.
W latach 30-tych w Los Angeles idee socjalistyczne, komunistyczne i anarchistyczne były bardzo popularne. Trwał Wielki Kryzys i wiele było pomysłów na nowe urządzenie świata. Świetlana przyszłość była tuż za rogiem.
W 1932 roku jeden ze znanych lewicujących właścicieli galerii sztuki w Los Angeles zamówił u Siqueirosa właśnie mural. Miał być olbrzymi, jak to w USA. Miał oddawać optymizm nowych czasów, nowego człowieka właśnie formowanego w Ameryce. Miało powstać 180 metrów kwadratowych nowoczesnego fresku na budynku Italian Hall przy Olvera Street. Tam, gdzie stoi misja Naszej Pani od Aniołów - Nuestra Senora de los Angeles.
Tam, gdzie 200 lat temu franciszkanie zakładali małe osiedle Indian, w najstarszym i najbardziej meksykańskim punkcie Los Angeles. Siqueiros przyjął zamówienie. Zobowiązał się wykonać pracę w 3 miesiące.
W przeddzień odsłonięcia muralu Siqueiros zwolnił wcześniej swoich współpracowników. Chciał sam dokonać ostatnich pociągnięć pistoletem, którym malował tynk. Spędził całą noc przygotowując mural do odsłonięcia.
Wkrótce po odsłonięciu muralu, na żądanie aktywistów związkowych z Los Angeles, Siqueiros stracił pracę na Uniwersytecie, unieważniono mu wizę USA i deportowano go do Meksyku. Równie szybko zamalowano mural grubą warstwą białej farby, tak, aby nic nie było widać. Powstała duża biała plama zamiast muralu.
Muzeum Getty'ego już od 1987 roku, wspólnie z Fundacją Przyjaciół Sztuki z Meksyku prowadzi prace restauracyjne, które mają odsłonić murai Siqueirosa przy Olvera Street. Specjaliści z Getty'ego twierdzą, że mural przechował się bardzo dobrze, właśnie dlatego, że został zamalowany grubą warstwą białej farby. Uniknął zniszczenia smogiem, silnym słońcem, tynk zaś był solidnie położony.
W 2002 roku przewiduje się uroczyste (ponowne) odsłonięcie muralu Siqueirosa.
Mural przedstawia zrujnowaną piramidę aztecką. Na jej szczycie, w centrum muralu, stoi krzyż, z dodatkowym ramieniem na przywiązanie nóg w szerokim rozkroku. Postać ukrzyżowanego wzorowana jest na Sokichi. Nad głową ukrzyżowanego unosi się amerykański orzeł bielik, ten z godła USA. Celują w niego dwaj biedni rancheros, stojący obok Sokichi. Siqueiros zatytułował fresk America tropical.

Mirosław Banasiak
- Panie, to jakby słoń chciał poślubić gołębicę - powiedział Wilhelm Kahlo do malarza Diego Rivery, gdy ten poprosił go o rękę córki.
- Pamiętaj Frida jest chora, inteligentna i tkwi w niej demon!

Frida Kahlo, ubrana jak zwykle w szary, męski garnitur z kamizelką, stała w kącie salonu. Patrzyła, jak gospodyni Tina Modotti robi narzeczonemu scenę zazdrości. Na przyjęciach u Tiny bawił się cały artystyczny Meksyk. Nagle do hallu wtargnął kudłaty, brzuchaty mężczyzna o byczym karku, z rewolwerami u pasa. Zataczając się, wyciągnął broń i ryknął:
- Jestem!
A potem strzelił w adapter.
- Diego!!! - krzyknęła Tina Modotti i rzuciła się przybyszowi na szyję.
Chwilę potem mężczyzna gorączkowo relacjonował swoje wrażenia z niedawnej podróży po Europie.
Najpiękniej było w Związku Radzieckim - socjalizm i braterstwo, artystów szanują. Potem deklamował po francusku wiersze Apollinaire'a i opowiadał o elektryzującej atmosferze kabaretów Berlina. W jednym z takich lokali doktorka filozofii Lotte Schwartz - miejscowa egeria - tarzając się u jego stóp, błagała o małżeństwo na oczach rozszalałej publiczności. Było lato 1928 roku. Mężczyzna nazywał się Diego Rivera i był najsłynniejszym malarzem w Meksyku. Był też notorycznym uwodzicielem, gargantuicznym żarłokiem, sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Meksyku. Frida Kahlo kochała się w nim od czternastego roku życia.
- Chcę mieć dziecko z Diego Riverą - oznajmiła Frida swoim gimnazjalnym koleżankom siedem lat wcześniej.Rivera na zamówienie ministerstwa edukacji ozdabiał aulę gimnazjum monumentalnymi freskami. Uczennice podglądały twórcę przez na wpół otwarte drzwi.
Żeby zwrócić na siebie uwagę, Frida ukradła malarzowi drugie śniadanie. Potem podpiłowała drabinę, po której Rivera wspinał się na rusztowanie. Uszkodzona drabina wytrzymała ciężar otyłego artysty. Rozwaliła się za to pod jego pomocnikiem.
Kiedy Diego malował w auli ładną modelkę, zazdrosna Frida zakradała się tam i krzyczała grubym głosem: - Uważaj Diego. Twoja żona idzie!
Ale pewnego dnia zebrała się na odwagę. Weszła do auli i przez bite trzy godziny patrzyła, jak malarz pracuje.
- Dziecko, idź sobie - odganiała ją żona malarza Lupe Marin.
- Kto to widział tak bezwstydnie gapić się na mężczyznę. Hańba. Kto cię tak wychował?

Ojciec Fridy, Wilhelm Kahlo, był niemieckim Żydem, wyemigrował w wieku dziewiętnastu lat z Baden-Baden do Meksyku. Pracował tam jako fotograf. Matka, Matilde, miała w sobie krew hiszpańską i indiańską. Dochowali się pięciorga dzieci. Frida urodziła się w 1907 roku. Trzy lata później wybuchła w Meksyku rewolucja. W ciągu dziesięciu lat zginął milion ludzi. Władzę straciły stare rody ziemiańskie. Ich miejsce zajęli mieszczanie i wywodzący się ze społecznych dołów działacze rewolucyjni.
- Był to czas szaleństwa - wspominała Frida po latach.
- Widziałam na własne oczy zbrodnie, gwałty niemal na każdym rogu ulicy, w biały dzień.
Gdy Frida miała siedem lat, zachorowała na polio. Potem, przez całe życie, musiała chodzić w bucie ortopedycznym - prawa noga była krótsza i cieńsza, krew nie krążyła w niej prawidłowo.
- Wstrętna Frida, drewniana gira! - wołały za nią dzieci w pełnej bogatych kolonialnych domów dzielnicy Meksyku - Coyoacan.
Wilhelm Kahlo wysłał kaleką córkę do najlepszego gimnazjum w mieście. Właśnie tam poznała Riverę. Ale malarz wkrótce skończył freski. Frida postanowiła zapomnieć o Riverze. Adoratorów miała pod dostatkiem - w gimnazjum uczyło się dwa tysiące chłopców i tylko trzydzieści pięć dziewcząt. Wybrała Alejandro Gomeza, subtelnego czytelnika poezji. Był jej pierwszym amantem.
- Nie byliśmy bogaci - wspominała Frida.
- Musiałam dorabiać po lekcjach. Ojciec znalazł pracę w bibliotece ministerstwa edukacji.
To tam miał miejsce jej pierwszy skandal - twierdzi biograf Patrick Marnham. - Piętnastoletnią Fridę uwiodła jedna z bibliotekarek. Kiedy Wilhelm Kahlo się o tym dowiedział - chciał zabić obie. Frida szlochała i na kolanach błagała o łaskę.
Ta przygoda naznaczyła na zawsze jej życie emocjonalne. Po szkole wykradała ojcu z szafy garnitury i bawiła się w mężczyznę.
Po południu 17 września 1925 roku Frida wracała z Alejandro Gomezem autobusem ze szkoły do domu. Na skrzyżowaniu, przy rynku San Juan, w autobus uderzył tramwaj - zepsuły się hamulce.
Kawałek ułamanej metalowej poręczy wbił się niemal pionowo w plecy Fridy i przebódł ją na wylot.
- Frida leżała cała we krwi, jej ciało świeciło złotem - wspominał Alejandro Gomez. - Nie kojarzyłem, skąd to złoto?
Była posypana złotym proszkiem. Wysypał się z rozerwanej paczki, którą wiózł jeden z pasażerów, jubiler.
- Kiedy wyciągaliśmy metalowy pręt z ciała, krzyczała tak przeraźliwie, że nie słyszałem syreny karetki pogotowia - pisał Alejandro Gomez.
W Szpitalu Świętego Krzyża nie dawali jej szans na przeżycie. Kręgosłup złamany w dwóch miejscach, miednica w trzech, noga w jedenastu. Miała przebitą macicę. A jednak przeżyła. Spędziła w łóżku - w szpitalu, a potem w domu - ponad rok. Nasilające się z latami bóle kręgosłupa będą dręczyły ją do końca życia. Wypadek osłabił zaatakowaną przez polio prawą nogę; Frida przejdzie jeszcze trzydzieści dwie operacje.
"Najbardziej wytrwałym towarzyszem jej życia było cierpienie - pisze Rauda Jamis, biografka Kahlo.
- Przez dwadzieścia dziewięć lat, dzień w dzień, odczuwała dojmujący ból".
- Nazwałem swój ból psem - wyczytała Frida u Nietzschego.
- Jest tak samo wierny".
Kiedy leżała po wypadku w domu, pogrążona w depresji, ojciec ofiarował jej farby, pędzle, kredki.
- Nie miałam pojęcia o malowaniu - wspominała Frida.
- Techniki nauczyłam się w łóżku, czytając podręczniki malarstwa i albumy.
Malowała siebie, patrząc w lustro. Pierwszy autoportret skończyła we wrześniu 1926 roku. Dedykowała go "ukochanemu Alejandro". Jednak rodzice Alejandro Gomeza wysłali chłopca w długą podróż do Europy. Gdy Frida po roku mogła już chodzić, zaczęła bywać w kawiarniach artystycznych w dzielnicy Zona Rosa. Trochę malowała, trochę pozowała, trochę pracowała po biurach, jak większość jej rówieśników, wstąpiła do Młodzieżówki Komunistycznej.
Wstydziła się bólu. "Ciało jest jak grobowiec, który więzi nas silniej niźli muszla skrywająca ostrygę" - cytowała z goryczą Platona. W skrywaniu bólu pomagała morfina, do której przyzwyczaili Fridę lekarze. W szpitalu aplikowali chorej silne dawki narkotyku. Zagłuszała też ból alkoholem. Obsesyjnie wspominała bohatera tragedii Sofoklesa, greckiego wojownika Filokteta, którego podczas rejsu do Troi ukąsił wąż wodny. Rana nie goiła się. Towarzysze nie mogąc znieść widoku cierpienia Filokteta, wysadzili go na wyspie Lemnos.
Frida obwąchiwała swoje blizny i żaliła się siostrom
- śmierdzę jak zdechły pies.
Bała się mężczyzn, ich okrucieństwa, odrzucenia. Sama postanowiła ubierać się po męsku - w szykownie skrojone garnitury. Obcięła włosy, zaczesywała je gładko, z przedziałkiem pośrodku. Była pięknym chłopcem. Kochało się w niej wiele kobiet. Nie odmawiała im uczucia.
Aż do letniego wieczoru 1928 roku, kiedy znów ujrzała Diego Riverę.
Jej przyjaciółka Tina Modotti poleciła Fridę malarzowi. Rivera akurat poszukiwał modelek do kolejnego fresku - "Insurekcji" w ministerstwie edukacji. Dziś Frida widnieje na nim w czerwonej koszuli, rozdaje broń zbuntowanym robotnikom. Przypomniała artyście, że poznała go w gimnazjum. Pokazała mu kilka swoich prac. Rivera chciał zobaczyć więcej. Zaprosiła malarza na niedzielę do domu rodziców przy ul. Londres 127.
"Frida nie mogła się doczekać - pisze Heyden Herrera, badaczka życia Kahlo. - Wdrapała się na drzewko pomarańczowe w patio, by wypatrywać, czy Rivera idzie. Przyszedł ubrany w sombrero, z wielkim cygarem w ustach, z nieodłącznymi rewolwerami u pasa. Był nieco zdziwiony, kiedy wchodząc do patio, ujrzał Fridę na drzewie. Nie mogła zejść, bo się zaklinowała w konarach. Odtąd Diego Rivera przychodził w odwiedziny do Fridy co niedzielę. Z czasem zaczęła pieszczotliwie nazywać Diego grubą ropuchą. On ją - kulawym ptaszkiem z Coyoacan".
- Panie, przecież to tak jakby słoń chciał poślubić gołębicę - powiedział Wilhelm Kahlo do Diego Rivery, gdy ten prosił o rękę córki.
- Pamiętaj: Frida jest chora, inteligentna i tkwi w niej demon.
Rivera miał ze swoją poprzednią żoną Lupe Marin jedynie ślub kościelny - antyklerykalne władze Meksyku uznawały wyłącznie śluby cywilne. Zatem Rivera nie musiał się nawet rozwodzić. A Lupe Marin nie stawiała przeszkód, kiedy upewniła się, że Diego będzie dalej utrzymywał ją i dwie ich córki. Pobrali się 21 sierpnia 1929 roku. O ślubie napisał nawet "New York Times" - Diego był sławny. Miał czterdzieści trzy lata, pieniądze, a za sobą dwa małżeństwa, trzy córki, tabuny kochanek.
Meksyk jest krajem mieszańców, Metysów, Diego mówił o sobie, że jest mieszańcem w stu procentach - w jego żyłach płynęła krew hiszpańska, niemiecka, portugalska, rosyjska, włoska i żydowska. Chlubił się swoim pełnym nazwiskiem: Diego Maria de la Concepcion Juan Nepomuceno Estanislao de la Rivera y Barrientos Acosta y Rodriguez.
- Jaki wstyd! Co za skandal! - płakała Frida na przyjęciu weselnym.Na wesele przyszła eks-żona malarza - Lupe Marin. Złożyła życzenia, porozmawiała z gośćmi, a na koniec poderwała do góry suknię Fridy:
- Patrzcie, dla jakich kawałków drewna Diego porzucił moje nogi!
Prawa noga Fridy otoczona była drewnianą konstrukcją buta ortopedycznego. Diego chciał wyrzucić Lupe przez okno. A kiedy wyszła, potężnie pił, celował z pistoletu w kryształowy żyrandol, odstrzelił komuś kawałek małego palca. Na koniec padł bez ducha na zastawiony zakąskami stół, który zawalił się pod nim. Roztrzęsioną Fridę ojciec zabrał do domu w Coyoacan.
Skruszony Rivera pojawił się tam po trzech dniach. Zniknęli w sypialni na wiele godzin. Wieczorem, trzymając się za ręce, odeszli do mieszkania Diega w artystycznej dzielnicy San Angel.
Po zamążpójściu Frida wyrzuciła z szafy męskie garnitury i stworzyła swój oryginalny styl: mieszała ubiory indiańskie z hiszpańskimi, do tego mnóstwo bransolet, grzebieni, wisiorów. Dziewięć miesięcy po ślubie musiała dokonać aborcji. Donoszenie płodu zagrażało jej życiu.Niedługo potem towarzysze wykluczyli Riverę z partii komunistycznej - za karę, że przyjmuje zamówienia od drobnomieszczańskiego rządu Meksyku. Frida na znak solidarności z mężem wystąpiła z partii. W 1930 roku wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Diego ozdabiał freskami gmach giełdy w San Francisco, Rockefeller Center w Nowym Jorku i finansowany przez Forda - Detroit Institute of Arts.
W San Francisco Kahlo stworzyła serię portretów znajomych. Wypracowała wtedy własny styl: poetycki i nasycony okrutną wyobraźnią. Nad każdym obrazem pracowała dwa, trzy miesiące - pieszcząc szczegóły. Kiedy Riverowie przenieśli się z Nowego Jorku do prowincjonalnego Detroit, wzbudzili sensację. Ekscentrycznie ubrani, z egzotycznymi twarzami, zamieszkali w najdroższym hotelu, bywali na najlepszych przyjęciach, nie kryli komunistycznych sympatii.
- Wie pan, mieszkamy w najlepszym hotelu w mieście - powiedziała Frida podczas tańca z Edselem Fordem, prezesem Ford Motor Company.
- Hmm - uprzejmie zdziwił się Ford.
- A wie pan, dlaczego mówią, że jest najlepszy? - kontynuowała Frida. - Bo nie przyjmuje się w nim Żydów. - W Detroit przywiązujemy wagę do pewnych spraw - skwitował Edsel Ford, powszechnie znany antysemita.
- A czy pan wie, że oboje z Diego jesteśmy w części Żydami? - zapytała Frida.
- Pan mi też wygląda na Żyda, w części. Czy jest pan Żydem, panie Ford?
W Detroit Frida znów zaszła w ciążę. Dostała krwotoków. Konieczna była kolejna aborcja. Po tej tragedii Frida maluje swój słynny obraz "Szpital Henry Forda". Widać na nim łóżko, w którym skrwawiona Frida spogląda na fruwający nad nią płód. Wokół naturalistycznie oddane organy wewnętrzne, w dali zabudowania fabryczne.
"Frida zdecydowała się przedstawiać swój własny świat, rzeczywisty lub symboliczny, bez jakichkolwiek ograniczeń moralnych lub estetycznych, które by krępowały jej wyobraźnię", pisze badaczka życia i sztuki Kahlo Rauda Jamis.
W 1934 roku Frida i Diego wrócili do kraju.
Nigdy nie widziałam podobnego domu. Zawsze pełen znajomych, sióstr Fridy, służących, szoferów, małp, papug i psów. Bywali tam książęta, artyści, robotnicy, urzędnicy, milionerzy bogatsi od Boga - pisała Louise Nevelson, amerykańska znajoma Riverów, która bywała u nich w dzielnicy San Angel. W Meksyku lekarze stwierdzili, że prawa noga Fridy - osłabiona przez polio i wypadek - obumiera. Amputowali opuszki pięciu palców. Wkrótce potem kolejna operacja: wyrostek robaczkowy. I trzecia aborcja.
- Zbankrutuję przez twoich lekarzy - warknął kiedyś Diego do żony.
Zarabiał krocie, szastał pieniędzmi. Wydawał je na kochanki, kolekcjonował prekolumbijskie dzieła sztuki - zgromadził 55,481 obiektów.
Zaczął Fridzie wydzielać pieniądze. Musiała je zdobywać podstępem: przyjaciele prosili Diego o pożyczki, później dawali pieniądze Fridzie.
- Im bardziej Fridę kochałem, tym mocniej chciałem ją krzywdzić, napisał po latach Rivera w autobiografii.
- Rivera miał ewidentne cechy sadysty - dowodzi Patrick Marnham. - Doświadczyły tego jego poprzednie żony i kochanki. Musiał mieć dużo kobiet, musiał im okazywać psychiczną wyższość.
Rivera nie potrafił się jednak bez Fridy obejść. Gdy mieszkali w Detroit, musiała jechać do matki, umierającej w Meksyku. Przez dwa miesiące nieobecności żony Rivera schudł dwadzieścia kilogramów. Żywił się tylko owocami.
- Rivera uważał się w pewnym sensie za dziecko Fridy - uważa biografka Heyden Herrera.
- Karmiła go łyżką, tuliła do piersi, pocieszała, gdy nie wiedział, jak malować. A on skamlał w jej ramionach jak szczenie. W 1940 roku namalowała portret Rivery jako gigantycznych rozmiarów dzidziusia. Ale Rivera także bywał dla Fridy czuły, rozumiał jej cierpienie, kiedy miała silne bóle - był dla niej dobry. I autentycznie podziwiał malarstwo Fridy.
Miłość nie przeszkadzała jednak Riverze zdradzać Fridę, zarówno w Stanach, jak i potem w Meksyku. Frida szukała pocieszenia u innych kobiet. Takie związki Diego tolerował. Ale w Meksyku Frida odważyła się nawiązać romans z amerykańskim rzeźbiarzem - z pochodzenia Japończykiem - Isamu Noguchi. Diego dowiedział się o nich i powiało grozą. Poszedł do rzeźbiarza i wymierzył w Isamu z kolta. Trzymał broń przy jego głowie bez słowa. Noguchi wrócił do Stanów.
"Jednak kiedy Diego uwiódł jej młodszą siostrę Cristinę, Frida miała dość", pisze Heyden Herrera.
Wyjechała do Nowego Jorku. Prawie nic nie malowała. Obcięła włosy, zmieniła ubiór na nowoczesny. Szwendała się po Greenwich Village, podziwiała muzea. Przyjaciele wspomagali ją pieniędzmi. Po roku wróciła, pogodziła się z mężem i siostrą. Separacja dodała jej odwagi. Na złość piekielnie zazdrosnemu Diego spotykała się z mężczyznami. Wścibski Patrick Marnham wyliczył Fridzie jedenastu kochanków w latach 1936-40.
- Diego, musisz mu pomóc. Idź do prezydenta - Frida była pewna, że Diego załatwi azyl polityczny dla Lwa Trockiego.Wygnany przez Stalina w 1929 roku Trocki błąkał się po Europie w strachu przed zamachem agentów sowieckiego wywiadu. Do Fridy dotarł apel nowojorskiego Towarzystwa Pomocy Lwu Trockiemu. Rivera był osobistym przyjacielem prezydenta Meksyku Lazaro Cardenasa, z którym często w niedzielę pijał tequilę i strzelał z kolta do kogutów.
Dnia 9 stycznia 1937 roku statek z Lwem Trockim i jego małą świtą przybił do portu w Tampico. Towarzyszka życia Trockiego Natalia Siedowa bała się zejść na trap i histerycznie krzyczała: - Mam przeczucie! Tu nas zabiją!
Na molo uchodźców witała Frida Kahlo. Troccy zamieszkali w starym domu rodziców Fridy w Coyoacan. Dom zamieniono w małą twierdzę. Dookoła rozstawiono posterunki policji. Pierwszej nocy Frida z Riverą czuwali przed drzwiami sypialni Trockich. Diego drzemał z karabinem maszynowym.
Troccy zadomowili się w Coyoacan. Prawie nie opuszczali domu. Lwa denerwował spontaniczny charakter Diego. Natomiast Fridą był zachwycony. Ze swadą, z błyszczącymi jak w gorączce oczyma opowiadał jej o swych dawnych rewolucyjnych czynach. Był jednym z ojców rewolucji bolszewickiej, drugą po Stalinie osobą w państwie. Był też fanatycznie przywiązany do idei rewolucji światowej, czemu sprzeciwiał się Stalin. I choć teraz pozbawiony wpływów, tropiony przez siepaczy Stalina, to ciągle snuł plany przeprowadzenia rewolucji światowej.
"Frida Kahlo jest kobietą znamienitą ze względu na urodę, temperament i inteligencję", zanotował w dzienniku Jean van Heijenoort, sekretarz Trockiego. Pięćdziesięcioośmioletni Trocki zakochał się we Fridzie. Jako rasowy konspirator rozmawiał z Fridą tylko po angielsku, tak by jego Natalia nic nie rozumiała. Natalia szybko rozszyfrowała intymne spojrzenia Lwa. O dziwo, bardzo zazdrosny Diego niczego się nie domyślał.
Natalia wymogła na Lwie Trockim, by wyjechał na jakiś czas na wieś - tam miał zapomnieć o Fridzie. 8 czerwca 1937 roku Trocki wysłał do Natalii kartkę: "Najmilsza, myśl o mnie bez niepokoju, tamto odeszło".
11 lipca Frida pojechała do Trockiego.
- Ten wstrętny starzec mnie zranił! - żaliła się siostrze po powrocie.
Trocki wrócił do Coyoacan. Życie wróciło na stare tory. Frida na powrót zaprzyjaźniła się z Natalią, a Diego starał się rozerwać Trockiego - przychodził do niego z papużką zaplątaną w swojej kudłatej czuprynie. Rozmawiał z Trockim o polityce, został nawet działaczem kierowanej przez Trockiego IV Międzynarodówki. 7 listopada na znak całkowitego pojednania Frida ofiarowała Trockiemu swój nowy portret. Podpisała:
Dedykuję ten portret Lwu Trockiemu z całą miłością.
- Znałam wielkich ludzi, Eisensteina, Dos Passosa, Picassa, Steinbecka, Rockefellerów, Fordów. Ale żaden z nich nie zrobił na mnie tak piorunującego wrażenia jak Lew Trocki - mówiła po latach Frida do swego przyjaciela Nickolasa Muraya, węgierskiego fotografa.
- Nie miałam pojęcia, że jestem surrealistką, zanim André Breton nie przybył do Meksyku i mi tego nie oznajmił - opowiadała Frida.
Ale już w latach dwudziestych kubański pisarz Alejo Carpentier powiedział zarozumiałemu Bretonowi, że sztuka, którą surrealiści tworzą w Europie wymyślając z mozołem skomplikowane definicje, w Ameryce Łacińskiej jest codziennością doświadczaną przez miliony ludzi. To Carpentier wymyślił pojęcie realizmu magicznego, który jest latynoamerykańską formą surrealizmu.
- Prekursorem realizmu magicznego w malarstwie jest Kahlo - twierdzi Carlos Fuentes, znakomity meksykański pisarz i miłośnik dzieła artystki.
- Źródła jej malarstwa głęboko tkwią w sztuce Meksyku: w kościelnych obrazach ołtarzowych, w malowidłach wotywnych, w satyrycznych i drapieżnych rysunkach prasowych Jose Posady z XIX wieku - dowodzi Fuentes.
- Jej obrazy są kwintesencją owego danse macabre, który od pięciuset lat współtworzy ducha Meksyku.
Atutem Kahlo był fakt, że nigdy nie malowała dla pieniędzy, na zamówienie. Nie musiała zatem niczego wymyślać na siłę ani się powtarzać. Jej wizje zjawiały się pod wpływem impulsu. Zapożyczała czasem detal lub sposób obrazowania od swoich ukochanych twórców: Piero della Francesca, Boscha, Rembrandta, Grünewalda, Goi, Celnika Rousseau.
Malowała głównie siebie. Stworzyła pięćdziesiąt dwa autoportrety.
- Maluję siebie, bo jestem samotna. Jestem tematem, który znam najlepiej - mówiła Kahlo.
- Jej obrazy są bardzo piękne - kontynuuje Fuentes.
- Ale jest to piękno okrutnie bolesne: to morze łez. Czasem myślę, że Kahlo swoim malarstwem zwiastowała ludzkości Auschwitz.
- Jako malarka Frida nic nie zawdzięczała Diego Riverze - pisał Alejandro Gomez, przyjaciel Fridy.
- Diego nigdy nie był jej mistrzem, nie poprawiał jej prac. Malarstwo Fridy szło dalej, szukała głębiej i szerzej niż Diego".
Sam Diego Rivera pisał o sztuce Fridy Kahlo:
(...) po raz pierwszy w dziejach sztuki kobieta ukazała z całkowitą swobodą, i moglibyśmy rzec, ze spokojnym okrucieństwem, owe prawdy natury ogólnej, ale i osobistej, które dotyczą wyłącznie kobiety jako takiej. Szczerość wyrazu - można by ją określić jako wrażliwą i okrutną zarazem - przywiodła Kahlo do dania świadectwa bezspornej wagi; malowała swoje narodziny, miłości, dojrzewanie w rodzinie i swe przeraźliwe cierpienia, bez popadania w przesadę, była malarzem realistą, malarzem głębokim.
(...) Frida Kahlo jest największa spośród wszystkich malarzy meksykańskich. To jeden z najlepszych niezakłamanych dokumentów człowieczeństwa naszych czasów.
Latem 1938 roku amerykański aktor Edward G. Robinson kupił od Fridy cztery obrazy. Dotychczas rozdawała swoje prace znajomym w prezencie.- To ludzie chcą kupować moje obrazy? - zdziwiła się. I na jesień załatwiła sobie wystawę w prestiżowej nowojorskiej Julien Levy Gallery.
Wystawiła dwadzieścia pięć obrazów. We wstępie do katalogu André Breton określił jej malarstwo jako "bombę obwiązaną wstążką".
Diego napisał list do znajomego i wpływowego krytyka Sama A. Lewinsona: "Polecam Kahlo nie jako małżonek, lecz jako entuzjasta jej dzieła: jest ono świeże, twarde niczym stal i delikatne niby płatki motyla, zachwyca jak uśmiech dziewczyny, wstrząsa bezmiarem okrucieństwa, tak jak gorycz żywota".
Na otwarcie wystawy przyszli gromadą Rockefellerowie, ściągnęli śmietankę kolekcjonerów. Zdjęcia robił legendarny dziś fotograf Alfred Stieglitz. Frida miała świetne recenzje. Sprzedała dwanaście prac.
I wywołała skandal.
Pewnego październikowego dnia 1938 roku młoda aktorka Dorothy Hale - znana w nowojorskim światku pięknych i bogatych, gdzie szukała oparcia dla swej kariery - włożyła najlepszą suknię i przystrojona drogą biżuterią wyskoczyła o szóstej rano przez okno wieżowca.
Milionerka Clare Boothe Luce - wydawca pisma "Vanity Fair" - zamówiła u Fridy portret aktorki. Pani Luce chciała podarować portret matce Dorothy.
Ale portret Fridy nie nadawał się do pokazania matce. W istocie był on dramatycznym komiksem - artystka przedstawiła fazy dramatu: sam skok, chaotyczny lot i spokojną śmierć na ziemi. Dziś obraz ten jest jednym z najgłośniejszych dzieł Fridy.
W Nowym Jorku Frida czuła się coraz gorzej, lekarze grozili amputacją prawej nogi.
Grudniowego poranka Frida pisze do Diego list:
Dziecko moje. Jest szósta rano i słyszę, jak w ogródku indyki gulgocą. Samotność. Nigdy, w całym moim życiu, nie brakowało mi Twej obecności, jak teraz. Wziąłeś mnie roztrzęsioną i przywróciłeś życiu uformowaną. Teraz nie ma już czasu, nic nie ma. Odległość. Pozostaje tylko rzeczywistość. Jesteś wiecznym drzewem owocowym. Twoje owoce mają zapach, twe kwiaty mają kolor, rozwijają się z radością wiatru. Imię Diego: imię miłości. O szóstej nad ranem w Nowym Jorku pożądam twego drzewa, tak kochanego, twych nasion, które są kryształem życia.
"Nie wierzę w Boga. Ale wierzę w Picassa", napisał Diego w liście do Fridy. Rivera znał Picassa dobrze ze swych paryskich czasów.Na wystawę ściągnęły tłumy. Komplementom nie było końca. Stary Wassily Kandinsky tak się wzruszył historią życia Fridy, że zapłakał. Wyściskał publicznie Fridę i rzekł do niej: - Pięknem jest to, co pochodzi z wewnętrznej potrzeby duszy. Pięknem jest piękno wewnętrzne. Ukoronowaniem sukcesu była okładka Vogue, na której umieszczono zdjęcie Fridy w jej oryginalnych szatach. Słynna paryska dyktatorka mody Elsa Schiaparelli lansowała tej wiosny styl a la seńora Rivera.
W jednym z wywiadów Frida powiedziała:
- Moje obrazy są dobrze namalowane. Nie maluję z łatwością, raczej z cierpliwością. Moje malarstwo niesie ze sobą znak bólu. Myślę, że dlatego jest ono interesujące dla niektórych ludzi.
Obraz Fridy Kahlo kupiło Muzeum Luwru.
Tymczasem w Meksyku Rivera wystąpił z kierowanej przez Trockiego IV Międzynarodówki. Troccy wyprowadzili się z domu Fridy w Coyoacan. Diego nawiązał równoczesny romans z dwiema supergwiazdami Hollywoodu: Dolores del Rio i Paulette Sugar Goddard, która wtedy była żoną Charlie Chaplina i gwiazdą jego filmów. Spotykał się też z węgierską malarką Irene Bohus.We wrześniu 1939 roku rozwiodła się z Diego.
W maju 1940 roku Rivera musiał uciekać potajemnie z Meksyku do Stanów Zjednoczonych. Policja posądzała go o udział w spisku na życie Trockiego. Grupa zamachowców pod wodzą słynnego malarza i stalinisty Davida Alfaro Siqueirosa wtargnęła do domu Trockiego i usiłowała go zabić. Zamach inspirowany był przez wywiad sowiecki. (Trocki został zamordowany później - 21 sierpnia 1940 roku agent sowiecki Ramon Mercader rozpłatał mu głowę czekanem alpinistycznym).
Riverę ukrywała przed policją Irene Bohus. Do USA wywiozła malarza prywatnym samolotem Paulette Goddard. Wypoczywał w Beverly Hills w willi Dolores del Rio. Następnie osiadł w San Francisco, gdzie malował freski. W tym samym czasie Frida musiała nosić gorset ortopedyczny, który ważył dwadzieścia kilogramów. Postanowiła leczyć się w San Francisco.
- Czy kiedy umrę, zapalisz świece przy mojej trumnie? - zapytała Frida na lotnisku w San Francisco, gdzie czekał ją Diego.
- Zapalę. To rozstanie nie było dobre ani dla ciebie, ani dla mnie. Źle wyglądasz, smoczku mój mały - odparł malarz.
8 grudnia 1940 roku pobrali się w San Francisco po raz drugi.
W 1942 roku wrócili do Meksyku. Ostatnie dwanaście lat w życiu Fridy to pasmo nieustannych ataków bólu. Miała trudności z chodzeniem. Przebywała głównie w domu. Tam sformowała grupę artystyczną złożoną ze studentów sztuk pięknych. Przychodzili do niej na warsztaty plastyczne. Zyskali miano "Los Fridos". Mimo cierpienia - malowała. W jej sztuce coraz silniej przemawiała rozpacz. Notowała: "Lubię życie, ludzi. Nie chcę, by ludzie umierali. Nie boję się śmierci, choć chcę żyć. Ale ból - tego znieść nie mogę". Maluje obraz "Kręgosłup złamany". Widać na nim Fridę rozdartą od szyi do pasa, jej ciało spięte jest bandażami powstrzymującymi kręgosłup przed rozpadem.
Maluje "Podwójny portret: Diego i ja", gdzie głowa Diego uwidoczniona jest na czole Fridy. Maluje przeraźliwy obraz Bez nadziei - Frida leży na łóżku, wymiotuje wszystkim: kawałkiem mięsa, rybą, czaszką, całym życiem.
"Stan zdrowia chorej w latach 1950 - 51. Siedem operacji kręgosłupa", notuje Frida w dzienniku.
I jeszcze: "Malarstwo wypełniało moje życie. Straciłam trzech nienarodzonych synów. Obrazy zastępowały mi dzieci. Wierzę, że nie ma niczego lepszego niż praca".
W 1948 roku Frida Kahlo wstępuje na powrót do partii komunistycznej. W zapiskach wielbi Stalina. Komunizm zastępuje jej religię.
Carlos Fuentes widział Fridę w początkach lat pięćdziesiątych na koncercie w Pałacu Sztuk Pięknych: "Wyglądała niczym zdruzgotana Kleopatra, kryła storturowane ciało, uschniętą nogę, gorset ortopedyczny pod olśniewającym ubiorem meksykańskiej wieśniaczki, która przez cały rok chowa w skrzyni rodzinne ozdoby i suknie, by wdziać je na tę jedną, najważniejszą fiestę w roku: bransolety, wstążki, naszyjniki, grzebienie, przepaski, jedwabne halki, spódnice, wdzianka; do tego fantazyjne uczesanie omiatające twarz niby skrzydła ćmy. Tak, Frida Kahlo w całej różnorodności barw ukazywała nam cierpienie, które nigdy nie przemija; zastarzałe rany, które nie przestają dokuczać; chorobę, która nie ustaje w zabijaniu".
Rivera wiedział, że Frida odchodzi. Rozpaczał. Nie szukał już kochanek. Warował u jej wezgłowia. A Frida krzyczała:
- Jeżeli utną mi nogę, poślę ją w paczce Dolores del Rio!
11 lutego 1954 roku Frida Kahlo zapisała w dzienniku: "Sześć miesięcy temu amputowali mi prawą nogę, zżartą gangreną. Przeszłam przez całe wieki tortur, prawie straciłam rozum. Chcę popełnić samobójstwo. Tylko istnienie Diego powstrzymuje mnie przed tym, przez próżność myślę, że chyba by mu mnie brakowało. Powiedział mi o tym i mu wierzę. Ale nigdy w życiu tak nie cierpiałam. Poczekam jeszcze trochę...".
2 lipca 1954 roku Diego zawiózł Fridę na wózku inwalidzkim na manifestację komunistów przeciwko amerykańskiej interwencji w Gwatemali.
13 lipca Frida Kahlo odeszła.
Jej ciało poddano kremacji. Podczas pogrzebu Diego schwycił urnę i szlochając pożerał prochy garściami. Żałobnicy z trudem wyrwali urnę z rąk Rivery.
Umarł trzy lata później.
