Bajka z Tajgi

Przemek Zambrzycki

Byłem w Tomsku. W piątek strzeliło mi do głowy żeby wyrwać w rodzinne strony. Kupiłem bilet i wio.
Nie wiem gdzie będę nocował i nikogo tam nie znam. Kolejna wyprawa w ulubionym stylu czyli "w ciemno". Sybirskimi Avialiniami leci się jakieś cztery godziny nad bezlitosną nieskonczoną leśną równiną urozmaiconą po drodze Uralem, i znów równina tym razem azjatycka jak to zadecydowali geografowie i co nieszczęsne dzieci muszą wkuwać w szkole i powtarzać przy tablicach.
Przez cały lot spać nie pozwolił mi sąsiad miotający się w potwornym kacu. Wypacając ostatki moskiewskiego dolce vita na wszelkie sposoby próbował znaleść pozycję w której mógłby nim owładnąć zbawienny sen. Bez skutku. Znów los zafundował mi cierpienie za cudze grzechy i chcąc niechcąc byłem wiernym towarzyszem w beznadziejnej insomni.
Droga z lotniska wiedzie poprzez las brzozowy. Z bliska równina okazuje się nie być taką równą jakby to sugerowała ptasia perspektywa. Pełno tu wzniesień i jarów, rzeczółek i pagórków a wszystko jest usiane mnóstwem drewnianych domków z bierwion przykrytych blaszanymi dachami.
Po kilku próbach nieudanych znalazłem wkońcu hotel bez zamiłowan do wersalskich ceremonii (to nic że są u nas wolne miejsca, ale pan nie raczył z Moskwy zadzwonić i zarezerwować pokój, trzeba się trzymać jakiegoś porządku proszę pana, nieznajomość procedury pana nie tłumaczy i nic na to nie poradzę że nie mógł pan znaleść naszego numeru telefonu w żadnym przewodniku, na drugi raz niech pan zrobi rezerwację - pan ma akcent…bo wie pan my kawkazców nie przyjmujemy…bardzo mi przykro… żegnam) gdzie za 1000 rubli (28.6 RUR=1 USD) i bez wykładu na temat procedur bardzo miło i wygodnie się przenocowałem.

Po nitce do Księdza

widok południowy Woskriesienskoj Góry w centrum Tomska drugi z prawej budynek na horyzoncie to polski kościół (pod wezwaniem Przenajświętszej Bogurodzicy Pokrowskiej). Na lewo od kościoła Voskresienskaja Cerkiew - projekt Rastrellego. fot z 1890 roku W Voskriesienskim Soborze powiedziano mi gdzie się znajduje polski kościół (za Sowieckich czasów -planetarium ze wzgledu na klasycystyczną kopułę nadającą się świetnie do projekcji, (bardzo apropos! bo mogło być gorzej - zburzenie lub zamiana na skład nawozów sztucznych). Ani słowa po polsku nie znalazłem. Wszystkie broszurki i plakaty po rosyjsku. Proboszcz (Niemiec) dba żeby i Litwini i Niemcy i inni katolicy nie czuli się wyobcowani (coś w tym jest). Od lat pracująca na terenie Rosji Siostrzyczka skierowała mnie do księdza Andrzeja. Los poczuł się głupio za moją nieprzespaną noc i pozwolił mi porozmawiać z ks. Andrzejem na parę minut przed jego wyjazdem w "obchod" kolosalnej parafii. W ciągu następnych dni jego zadaniem będzie przejechać tysiące kilometrów aby dotrzeć do najdalszych osiedli w tajdze gdzie czekają "na naszego ksiądza" koszyki pełne pisanek.
Polski kościół, poczatek XXw Pan Wasyli Haniewicz ucieszył się że zadzwoniłem i zanim zdążyłem powiedzieć skąd mam jego telefon stwierdził że to cud, że jeszcze zdążyłem złapać ks. Andzeja. Spotkaliśmy się w Muzeum Stalinowskich Represji, gdzie często pracuje Pan Haniewicz. Podziemia z grubymi obitymi blachą drzwiami z wziernikiem i "śluzą" do podania zupy nie wskazywały na przeszłość budynku jako domu wypoczynkowego. Rzeczywiście była to kwatera główna NKWD. W latach trzydziestych w celi 180cm na 3,5m siedziało, a raczej stało po czterdzieści osób.
Ulica Magistracka, Hotel Europejski, Centrum miasta.  Widoczne chodniki-pomosty. 1903 Pan Haniewicz jest historykiem i specjalistą w udziale Polaków w dziejach Syberii. Dostęp do rozmaitych archiwów pozwala mu wydawać książki nie koniecznie martyrologiczne. Zwiedziłem siedzibę Białego Orła - organizacji polskiej w Tomsku z ładną biblioteką, zespołem tanecznym i możliwością pobierania lekcji polskiego u "siłaczek i siłaczy"- polonistów z Polski. Pan Haniewicz poświęcił mi cały dzień. Zdążyliśmy objechać Tomsk, znaleść ślady moich krewnych Starczewskich, Stankiewiczów i Eysmondów i zasiąść do wielkanocnego stołu.

Tomsk


Południowa cześć miasta.  Srietenskaia Cerkiew w środku.  Zbudowana w 1908, zniszczona w 1930 Miasto które pamiętała moja babcia zamieszkiwało jakieś pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Dziś żyje tu około pół miliona obywateli wszelkich zakątków Rosji i krajów zaprzyjaźnionych (np. Indie). Głównie studenci i nafciarze. W Tomsku znajduje się sporo uniwersytetów włączając sławny Instytut Łączności, którego absolwenci obsadzają najważniejsze stanowiska w firmach telekomunikacyjnych w całym Imperium. 1903 rok. Słowiański Bazar nad rzeką Tom w miejscu gdzie wpada do niej rzeczka Uszajka. W widocznym domu zatrzymał się w 1890 A. P. Czechow Nafciarzy jest sporo w Tomskiej Oblasti (nieco większej od Francji) bo nafta sika z ziemi w bardzo wielu miejscach. Dziś modna jest nafta, zaś dwieście lat temu modne było złoto, którym błyszczało nawet dno rzeki Tom tulącej się do miasta od zachodu. W rodzinnym skarbcu trzymam dwa kawałki granitu przesiąknięte słonecznym metalem które przywiozła ze sobą do Polski moja babcia. Gorączka złota dwa fin de siecle temu tłumaczy pobladłe dziś bogactwo Tomska. Kasztak - po Tatarsku "bimbrownia" - nazwa dzielnicy sugeruje różnorodność źródeł fortuny. Tomski rynek był czynny codziennie a szczegolnie ożywiał sie w Piątek.  Za ważenie pobierano niewielka taryfę, pół kopiejki za pud chleba za inne towary cała kopiejkę A było na czym oko zawiesić. Niby Stolica Oblasti, ale wszystko jedno zaledwie pięćdziesięcio tysięczne miasteczko miało swoją centralę telefoniczną, sporo murowanych domów, pawilonów handlowych i kolosalną bazylikę identyczną w formie i rozmiarze z Chramom Christa Spasitiela w Moskwie. Podobnie jak w innych stolicach kwitło tu życie polityczne (towarzystwo cyklistów) i kulturalne (loża masońska). Troicka Katedra zaczęta w 1845, ukończona w 1900, budowana podobnie jak jej bliźniaczki (sobor Christa Spasitiela w Moskwie i Wedienskij Sobor w Petersburgu) według projektu K.A. Tona. Budowa była pokryta wyłącznie z dobrowolnych ofiar. Budynek mógł pomieścić 2400 osób i był wyposażony w najnowoczesniejszą technikę parowego ogrzewania. W 1929 zabroniono odbywać tam nabożeństwa a w 1934 rozebrano (podobnie jak pozostałe dwie bliźniaczki

Moja babcia nigdy nie narzekała na tomską rzeczywistość. Jeździło się w gości na proszone obiady i bale. Pamiętam zabawne strzępy opowiadań jak to mleko kupowało się zimą w wielkich bryłach na wagę, a wiosną przychodził Chińczyk zajmować się ogrodem.
W błocie tym cały dzień przesiadywały łaciate świnie, których przynależność prawna była nie do określenia. Podczas spaceru po mieście damie powinien był towarzyszyć dżentelmen przy modnych wąsach, w prążkowanym garniturze z kamizelką, w meloniku i z laską o wiele większym kalibrze niż to przewidywała paryska moda. Dżentelmen szedł zawsze od strony ulicy i zabawiał damę inteligentną rozmową. Częstokroć siedzące w błocie świnie wychylały łeb nad pomost aby ugryść kogoś w nogę. Wtedy zadaniem dżentelmena było celnym ciosem zdzielić świnię w łeb laską nie przestająć uśmiechać się spod wąsa ku damie.
Podczas rewolucji trzeba było jak najmniej wychodzić z domu. Walki trwały głównie nocą. Kto zdobył miasto w danym momencie jasne było dopiero rano. Jeśli z gałęzi miejskich drzew uczyniono szubienice oznaczało to zwycięstwo białych. Jeśli wszędzie pełno było rozstrzelanych oznaczało to tryumf armii czerwonej.
Murowana synagoga postawiona w 1902. Jedna z trzech synagog w miescie (pozostale dwie nie zachowaly sie i były zbudowane z drewna W latach dwudziestych mój pradziad został oddelegowany przez polonię tomską do Petersburga aby porozmawiać z Dzierzyńskim. Naczelnik Czerezwyczajnej Komisji i Kolei uważał powstańców za rewolucjonistów i przydzielił eszelon. Ci co mogli udowodnić polskie pochodzenie mogli wyjechać do Polski. Eszelon w tamtych czasach był na wagę złota. Rosja tonęła w wojnie domowej i głodzie. Przydzielić eszelon jakimś dziwnym ludziom z Syberii żeby mogli sobie pojechać "do domu" było czynem nieco abstrakcyjnym. Oznaczało to że jakieś miasto nie będzie jadło przez tydzień, albo że jakieś ugrupowanie Armii Czerwonej zostanie bez posiłków i amunicji. Szczodrość Dzierzyńskiego była niezgodna z interesem rewolucji, co mu się ponoć nigdy nie zdarzało.

Spacer po mieście

Myślałem, że znajdę rodzinne groby, jednak starego cmentarza już nie ma. Trzeba było w latach pięćdziesiątych postawić własnie na tym miejscu fabrykę i wszystko wyrównano buldożerem. Dziś na tym miejscu ciągle stoi jakiś zakład przemysłowy i akademik uczelni medycznej. Za zgodą władz miasta Polacy umieścili tam tablicę pamiątkową.
Dom z poczatku XX wieku. Tomsk, dzisiejsza fotografia Zmarli potrafią się mścić. Był w Tomsku w dziewiętnastym wieku cmentarz gdzie chowano zmarłych na zakaźne choroby, których nieprzebrane ilości potrafi wymyśleć Tajga. Dziś na tym miejscu stoją domy mieszkalne. Z biegiem czasu rośnie niebezpieczeństwo przerdzewienia rur wodociągowych i zakażenia wody.
Tomsk posiada trochę murowanych budynków sprzed rewolucji. Wspaniała hala targowa, uniwersytet, biblioteka, meria, cerkwie i kupieckie składy.
Większość domów jednak budowano z drewna najczęściej dwupiętrowych. Misternie zdobiono je koronkowymi ornamentami rzeźbionymi i malowanymi jasną farbą dla kontrastu z czernią bierwion tworzących ściany. Napewno jest to styl rosyjski, jednak należy zauważyć pewne odrębności w samej formie budynków, w zdobieniu okien, framug i fasad. Dom z końca XIX wieku. Tomsk, dzisiejsza fotografia Wszystko to pozwala wyodrębnić osobny styl zdobniczy i architektoniczny - powiedzmy Tomski. Jednym z wirtuozów tego stylu był polski architekt Orzeszko (bratanek Pani Elizy). Postawił on mnóstwo wspaniałych domów tomskim bogaczom. Przyjacielem Orzeszko był Witkiewicz (bywalec Tomska). Bez wątpienia tomska architektura miała kolosalny wpływ na narodziny stylu zakopiańskiego.
W dziewiętnastym wieku Tomsk pełen był Polaków. Część to zesłańcy za udział w najrozmaitszych ruchach antypaństwowych, a część przesiedleńcy - farmerzy zasiedlający Syberię z identycznych powodów które kierowały amerykańskimi osadnikami na przeciwległej półkuli w tym samym czasie - dużo dobrej, pustej ziemi. Potomkowie tych zdobywców dzikiego Wschodu do dziś mieszkają w Białymstoku - miasteczku niedaleko Tomska.
Dom Tomskiego architekta, Polaka Wieczorem miasto nie śpi. Kawiarnie i dyskoteki pełne są studenckiej wiary.
Sporo ludzi przyznaje się do polskiego pochodzenia.
Dom Tomskiego kupca projektowany przez Tomskiego architekta, Orzeszkę, Polaka Były dom gubernatora nosi dziś nazwę domu uczonych. O ósmej wieczorem rozpoczyna się koncert muzyki średniowiecznej i renesansowej. Nazwiska wykonawców głównie polskie. Klawesyn i sporo przedziwnych niesymfonicznych dziś już instrumentów wykonali na zamówienie specjaliści w Petersburgu. Część to prezenty mistrza z Augsburga gdzie trupa występowała w 96-tym. Tak podobało mu się wykonanie jego rodzimej muzyki, że zaprosił ich do swojej pracowni lutniczej i sprezentował instrument i smyczek. Koncert ma formę muzycznego spaceru po średniowiecznej Europie. Muzyka angielska, francuska, włoska, niemiecka i polska. Kto by pomyślał że w Tomsku usłyszę adaptację Mistrza Wincentego z Kielc.

Ostatni przejazd taksówką po mieście, trochę zdjęć, rzut okiem na rzekę, stare drewniane domy. Czeka mnie jeszcze jazda na lotnisko i lot do Moskwy.
Jeszcze parę minut i droga wywiedzie z miasta.
Jak to trudno powiedzieć skąd się jest.


Świat