
"Jak dobrze jest podziwiać piękno świata, którym obdarował nas Najwyższy". Wschód słońca płoszy resztki ciemności, wciąż jeszcze widać gwiazdy, a juz meander pieśni muezina wzywa serce Azji do rozpoczęcia dnia. W tej melodii i jej nastroju jest zawarty Wschód.
Taszkent - Stolica młodej niepodległej Republiki.
Taszkent będąc bardzo nowoczesnym miastem odbiera nadzieję, że w tej części świata można jeszcze znależć ślady tradycji. Historycznie znaczeniem nie dorownujący Bucharze czy Samarkandzie, Taszkent rozbudowano za czasów Rosyjskich i Radzieckich do rozmiarów trzy milionowego kolosa z pierwszym w Środkowej Azji systemem metra. W 1966 roku miasto leglo w gruzach na skutek trzesienia ziemi. Zabytkowa zabudowa przestala istniec. Dzisiejsze centrum to wielkopłytowe wieżowce, szerokie ulice, parki. Gdyby nie tradycyjne elementy zdobnicze wsród nowoczesnej architektury Taszkent wygladałby jak którekolwiek pozbawione wyrazu wielkie miasto byłego Imperium. Jednak nie wszystko stracone - pomyśli tropiciel wschodu zapuściwszy się w stary mahal. Całe dzielnice parterowych domów z ulicami zwieńczonymi koronami starych drzew to powód, dla którego większość mieszkańców kocha swoje miasto. Niektore domy maja charakter rosyjski niektore azjatycki.
Typowo uzbecki dom z zewnatrz jest bardzo niepozorny i nie posiada okien wygladajacych na ulice. Zbudowany najczesciej na planie prostokata kazdy dom ma wewnetrzne podworko zwykle przykryte parasolem winorosli. Tu latem podejmuje sie gosci. Taki model domu jest dla Azji tradycyjny. Sam Prorok mieszkal w ten sam sposob. Odtworzeniem jego domostwa jest nawet samo zalozenie architektoniczne mahometanskiej swiatyni.
Dawniej miasta byly podzielone wedle profesji mieszkancow. Perska tradycja bardzosilnego systemu cechowego sprawiala, ze kazda branza rzemieslnikow miala swoja odrebna dzielnicę - mahal. W każdym takim mahalu posród domostw i warsztatów znajdował się meczet lokalnego cechu. Do pewnego stopnia podział ten zachował się w wielu miastach do dzisiejszego dnia. Przyjezdnych nie powinien dziwić wszedobylski pył. Tu bowiem na łańcuchu Tien Szan kończy się bezkresny step rozciągający się aż po wielkie równiny Syberii. Przejawem stepowego - koczowniczego pochodzenia mieszkanców Taszkentu jest Bazar. Handel ludow koczowniczych odbywa się pod gołym niebem, na otwartej przestrzeni, "na ziemi". Koczownicy nie budują sklepów - zamkniętych przestrzeni, gdzie można by towar zamknąć i zostawić do następnego dnia. (Ludy osiadłe budują system sklepów połączonych siecią zadaszonych ulic - bazar perski). Nawet w środku zimy wybor jest przebogaty. Rozmaite gatunki warzyw i owoców wypełniają stoły i rozpostarte na ziemi maty. Bardzo popularne są orzechy i różne pestki do łuskania i żucia. Nie sposób przejść obok sprzedawców nie spróbowawszy orzeszków czy rodzynek. Wypada spróbować, pochwalić. Targ mięsny zajmuje osobną cześć bazaru. Na miejscu można też dobrze podjeść. Kto nie nasycił się "probowaniem" moze sobie usiasc przy stole i natychmiast stanie przed nim miska zupy, stosik szaszlykow, koszyk okraglego chleba - lepiozki i nieodzowny czaj.Lato w Azji to szalenstwo urodzaju. Winogrona, arbuzy i soczyste dynie wybiera sie z poustawianych na chodniku piramid i placi za nie grosze. W tym okresie urzadza sie najwiecej przyjęć i wesel. Patrząc na żółtą, wyschnietą, gliniastą ziemię Środkowej Azji trudno uwierzyć, że wystarczy dać jej tylko trochę wody, a wyrośnie na niej wszystko.
Wieża Babel, Czyli kociołek z zupą międzynarodową.
Uzbekistan zamieszkują głównie Uzbecy, którzy podobnie jak Kazachowie, Ujgurzy, Kirgizi, Tatarzy, Turkmeni i Baszkirzy mówia językiem grupy tureckiej. Tadżycy - również mieszkający na terenie dzisiejszego Uzbekistanu - to naród mówiący odmiana perskiego. Procz narodow "miejscowych" (włączając azjatyckich Cyganów) mieszkają w Uzbekistanie jeszcze tacy, ktorych historia przesiedlila nie zawsze na wlasna prosbe. Rosjanie, Polacy, Ormianie, Grecy, Zydzi, Ukraincy, Krymscy Tatarzy, Niemcy i Koreanczycy osiedlili sie w Taszkencie tworzac enklawy.
Odrebnym rozdzialem sa Zydzi. Wielu przedstawicieli tego narodu to przybysze z roznych czesci Rosji, a czasem Polski. W takim przypadku mamy do czynienia z imigracja osiemnastowieczna i pozniejsza. W Europie przedstawiciele narodu wybranego" dzielą się generalnie na dwie gałęzie: Aszkenazi (Hebr. "z Niemiec") lub Safardi (Hebr. z Hiszpanii") w zależności jak potoczyły się losy ich przodków po diasporze spowodowanej klęską powstania Barabasza na początku naszej ery. Żydzi środkowo-azjatyccy są Żydami babilońskimi, przybyłymi w szóstym wieku przed naszą erą.
Mieszkańcy Azji akceptują odrebność narodową sasiada bez konieczności okłamywania się, że wszyscy ludzie na świecie są tacy sami. (Cóż warta by była tolerancja, gdyby byli?). Narodowość wyczytują z twarzy prawie zawsze bezbłędnie. Mnie nikt nawet nie pytał kim jestem z narodowości. Jedynie ciekawość budziło to, czy jestem Polakiem z Polski czy z jakiejś części ZSRR. O dziwo pytanie się kogoś o etniczne pochodzenie nie jest "nielegalne" czy nietaktowne. Może dlatego, że każdy wie do jakiej narodowości należy i nie ma co się wstydzić, ukrywać czy podszywać. Dawniej przy sporządzaniu paszportu obywatel "Imperium" wpisywał w rubryczkę jakiego narodu czuje się częścią i tyle.
Władza czyli Car i Bóg.
Opisując przygotowywania do obchodów urodzin Tamerlana w Uzbekistanie, pewien polski dziennikarz niedawno ładnie napisał, że panujący w Azji kult jednostki, który towarzyszy sprawowaniu władzy to efekt wpływów radzieckich. Zrozumiałe, że kulturowy wpływ ZSRR należy "szanowac", ale w tym przypadku to Pociej Macieja miał za dobrodzieja. Absolutyzm pod taką czy inną postacią panował w Azji od wieków. W przypadku kiedy władca był madry i silnie utożsamiał się ze swoim państwem, rezultaty bywały bardzo pozytywne.
Jednym z najbardziej znanych władców Środkowej Azji był Timur Lang (timur - żelazny, lang - kulawy) (1336 - 1405) zwany na zachodzie Tamerlanem. Sam niepiśmienny, sławny ze straszliwego okrucieństwa, był genialnym politykiem i wodzem. Podporządkowawszy sobie Środkową Azję zawojował Persję, Kaukaz i Indie. Z Rosji, Iranu, Afryki pn., Chin sprowadzał rzemieślników, artystów i architektów. Uświetnił swoje państwo wspaniała architektura. Jego wnuk Ulug Beg pod wieloma względami róznił się od Timura. Artyści i budowniczowie, których jego dziad sprowadził mogli po ukończeniu zadania wracać tam skąd ich przywieziono. Ulug Beg wprowadził ulgi podatkowe dla mistrzow, którzy zechcieli zostać i brać uczniów z pośród miejscowych dzieci. Sam będąc poetą, matematykiem, astronomem, renesansowy władcą sprawił, że rozwineła się nauka i sztuka. Za czasów Ulug Bega wybudowano mnóstwo medres i meczetów.
Wiara Nauka Obyczaj.
Meczet (masjid) to swiatynia o bardzo spolecznym charakterze. Przede wszystkim meczet jest miejscem modlitwy; procz tego jest to sad, biblioteka, szkola, miejsce narad politycznych, szpital, miejsce gdzie pielgrzym moze sie umyc i przenocowac. Kazda dzielnica posiadala niegdys swoj meczet (stawiany przez cech). Mimo mnostwa malych meczetow, w miescie znajdowal sie takze glowny, wielki meczet piatkowy - Jami, skupiajacy wiekszosc mieszkancow w ten swiety dzien tygodnia.
Pierwszym przykazaniem Islamu jest wiara w jedynego Boga. Jednoczesnie Koran nakazuje szanowac dobrego chrzescijanina i dobrego Zyda (takich co zyja wedle swoich przykazan), poniewaz oni tez wierza w ksiege (biblie, na ktora Islam jak i Chrzescijanstwo sie powoluje, a Judaizm opiera). Objawem tego przykazania bylo dopuszczanie do nauki na islamskich uniwesytetach inowiercow - chrzescijan. Ponad to Chrzescijanstwo, Judaizm I Zoroastryzm nalezaly do religii prawnie chronionych w Imperium Muzułmanskim.
Dopuszczony w Siodmym Niebie przed oblicze Boga, Prorok Mahomet wyprosil o nie wiecej niz piec obowiazkowych modlitw dziennie. Przykazanie pieciokrotnego zwracania mysli ku Bogu kazdego dnia, jest drugim z pieciu przykazan Islamu.
Przykazanie scisłego postu przez cały miesiąc Ramadan może człowiekowi wyjść tylko na zdrowie. A przy okazji nawet bogacz bedzie wiedział, jak smakuje uczucie głodu, co czasami ściąga z obłoków i pomaga chodzić po ziemi.
Przykazanie jałmużny to nie tylko wrzucenie grosika do czapki biedaka, ale ogólny nakaz dzielenia się z bliźnim. Wedle tego przykazania jednym z najszlachetniejszych uczynków ludzkich jest przygarnięcie sieroty lub małżeństwo z wdową. Wielożeństwo (Koran pozwala mieć cztery żony) jest pozostałością z początku wojującego Islamu, gdzie po wycieńczających wojnach pozostało bez środków do życia mnóstwo wdów z małymi dziecmi. Mahomet nakazał wiernym żenić się z wdowami po swoich towarzyszach broni. Dziś wielożeństwo jest zjawiskiem bardzo rzadkim. Przykazanie jałmużny objawia się na codzień niezmierną gościnnością Azjatów. Jadąc przez step, obcy człowiek zauważywszy hen w oddali jurtę pasterza, może być pewien, że jak do niej dojedzie, gospodarz przywita go zupą i szaszłykami ze specjanie na tę okazję zabitego barana. Nie obędzie się bez biesiady przy herbacie, której spragniony ludzkiego widoku koczownik oczekuje od gościa.
Ostatnim przykazaniem jest przykazanie pielgrzymki. Każdy wierzący, jeżeli mu na to pozwalają środki i jeśli może to zrobić bez szkody dla swej rodziny, powinien choć raz w życiu pojechać do Mekki. Można to rozumieć szerzej. Niektórzy twierdzą, że chodzi tu o bodziec do poruszania się po świecie, rozwijania się.
Wiele wielkich religii zachowuje się podobnie pod względem swojego rozwoju. Jeśli porównamy dzisiejszy stereotyp Islamu z dzisiejszym stereotypem np. Chrzescijaństwa popełnimy bład. Trzeba wziąć pod uwagę proces rozwoju zorganizowanej religii jako zjawiska społecznego, a wtedy zauważymy, że Islam jest z górą siedem wieków młodszy od Chrzescijaństwa. Jesli powstanie religii przyjąć za punkt wyjścia, to dzisiejszy slepy fanatyzm niektorych mahometańskich krajów, można śmiało porównać z obliczem sporej części trzynastowiecznej chrzescijańskiej Europy.
Należy także pamietać o kulturach poprzedzajacych nadejście rozpatrywanej religii, bo to historyczne podłoże w znacznej mierze ksztaltuje oblicze późniejszej religii. W Środkowej Azji w zasadzie do dwunastego wieku wyznawano Buddyzm i Zoroastryzm. Obie religie byłly wielkimi kulturami o charakterze bardzo humanitarnym. Stąd też Islam w środkowej Azji daleki jest od fanatyzmu. Także pozycja społeczna kobiety wygląda o wiele lepiej niż przewiduje wytworzony na zachodzie stereotyp.
Wstąpiwszy do meczetu w Kirgizji zauważyłem, że Koran czyta kobieta. Zapytałem człowieka obok mnie do czego to podobne, żeby rolę Mully pełniła kobieta. Ten spojrzał na mnie z dziecięcym niemal zdziwieniem
- to Prorok coś mówił, że tak być nie powinno?
Książęta z Bajek Tysiąca i Jednej Nocy.
Trakt handlowy przecinajacy Środkowa Azję był fenomenalnym zjawiskiem. Był to po pierwsze ekonomiczny, ale też kulturowy pomost między Indiami, Chinami a Europą. Tak zwany jedwabny szlak przynosił dobrobyt przez całe wieki. Jedna za druga szły karawany. Wożono tekstylia, przyprawy, wonności, lekarstwa, wyroby z metalu, broń itd. Karawana nierzadko składała się z kilkuset ludzi, w tym zbrojnych. Ci ludzie gdzieś musieli przenocować, zjeść, nakarmić lub zmienić konie i wielbłądy. Towar wzięty w Chinach nie koniecznie przeznaczony byl na sprzedaz w Konstantynopolu. Handel odbywał się też po drodze. Na tej "autostradzie" miedzy Wschodem a Zachodem rosly fortuny wladcow partyjskich, scytyjskich, baktryjskich, sogdyjskich i timurydzkich. Od czwartego wieku p.n.e. do siedemnastego naszej ery karawany napedzaly rzeke zlota. Powolny upadek spowodowal m.in. rozwoj zeglugi handlowej. Wraz z upadkiem ekonomicznym przygasly inne dziedziny zycia. Kraina slawna niegdys z madrosci Ibn Sina (Awicenny), poezji Aliszera Nawoi, dowcipu Hodzy Nasreddina pograzyla sie w pol-snie. Opustoszaly karawanseraje, panstwa pokruszyły się na małe chanaty, a na koniec wyścig o wpływy z Iranem i Chinami wygrała Rosja.
Sezamie Otwórz się! czyli co kryje ziemia.
Archeolog zatopiwszy łopate w Egipski piach znajdzie mnostwo bizuterii, szklanych, glinianych, kamiennych, metalowych i Bog jeden raczy wiedziec z czego jeszcze wykonanych pamiatek z pradziejow tej ziemi. Owe zabytki beda swiadczyc o kulturze Egiptu Dolnego, Gornego, z czasow dowolnej dynastii i bezkrolewia... ale ciagle bedzie to tylko i wylacznie Egipt.
W Centralnej Azji Ziemia kryje w sobie pamiatki dziesiatek kultur niejednokrotnie bardzo od siebie odrebnych. Lecac samolotem nat beskresnym pustkowiem koloru ochry od czasu do czasu widac zarysy ruin starozytnych miast zdobywanych jeszcze przez Aleksandra. Niektore miasta jak Waraksza byly poteznymi twierdzami o dwudziestometrowej wysokosci murach, inne to molochy jak Afrasiab liczacy sto tysiecy mieszkancow juz w szostym wieku p.n.e.
Biorac do reki wspolczesny obiekt artystyczny to na podstawie znajomosci sztuki mozemy stosujac zasade gluchego telefonu zauwazyc echa wczesniejszych o pare dziesiat lub set lat stylow ciagle wystepujace w ogladanym przedmiocie. Gust ludzki jest zjawiskiem kontynuacyjnym gdzie elementy nowe maja swoje korzenie w modach, ktore minely. Kiedy wpada w rece obiekt z przed wiekow prawie trzydziestu, jego styl jest tak bardzo odlegly od tego co dzieje sie w sztuce dzisiaj, ze sprawia wrazenie kosmicznej wrecz egzotycznosci. O dziedzictwie stylu tego odleglego w czasie przedmiotu w dzisiejszym wzornictwie nie moze byc mowy.
Material archeologiczny Srodkowej Azji zawdziecza swoje bogactwo zarowno swej bujnej przeszlosci jak i temu, ze byl to teren politycznie niedostepny przez ostatnie dwiescie lat. Prace archeologiczne mialy rozmiar ograniczony. Mimo to w siedemdziesiatych latach odkryto tzw. skarb Baktrii w postaci ogromnej ilosci zlotych obiektow (glownie bizuterii). Dzis wiekszosc znalezisk Baktryjskich przetapiana jest na sztabki za ktore zli terrorysci oraz milujacy pokoj patryjoci Afganscy kupuja bron i amunicje.
Srodkowa Azja to miejsce gdzie przeplataly sie losy zupelnie basniowych krolestw. Dzis znani nam z wizerunkow na monetach ich wladcy spoczywaja w niezbadanych do tad dolinach krolow. Oby spoczywali jak najdluzej.
Czapka troche na bakier, dusza rogata w niej
Ubiory kobiet to szalenstwo kolorow. Materialem jest najczesciej recznie barwiony jedwab zwany chan-atlas. Na konczace sie powyzej kostek spodnie nakladaja spodnice. Koszula rowniez z chan atlasu, na glowie chusta. Nie ma mowy o jakichs zaslaniajacych twarz czarczafach (uzb. parandza).
Kamienie uzywane w bizuterii maja wielkie znaczenie.
Serdalik albo karneol (czerwony agat) nazywa sie w Azji - hakyk, co znaczy - prawda. Bizuteria z tym kamieniem czesto jest zrobiona tak, ze nosi sie go, by przylegal do skory. Hakyk to kamien prawdy, przynosi szczescie i zdrowie prawdomownym. Kto ma na sobie ten kamien ten mowi prawde, bo inaczej magia kamienia sciagnie na niego wielkie nieszczescie.
Koral przynosi zdrowie a raczej dziala jak zdrowotny barometr. Gdy noszac go ktos choruje, koral ciemnieje. Zabrany umarlej osobie koral ma kolor czarny.
Turkus zwany biruza bierze swa nazwe od arabskiego slowa Firuz, co oznacza zwyciestwo. Meska bizuteria jak srebrne pasy, klamry i bron zdobiona jest przynoszacym zwyciestwo turkusem. Mezczyznie nie wypada nosic zlota, to kobiecy metal.Stroje mezczyzn to dlugie pasiaste czapany, buty do jazdy-z holewami i obowiazkowe nakrycie glowy. Niektorzy mezczyzni ( z reguly mullowie) wiaza turban. Zielony turban oznacza hadzi - czlowieka, ktory odbyl pielgrzymke do Mekki. Pozostali nosza kwadratowe czapeczki zwane tiubitiejkami.
Nazwa tiubitiejka - tybet-tiejka sugeruje pochodzenie z polnocnego wschodu - z Chin. Kwadrat i kolo to w kulturze Chin idealne formy. Kwadrat jako nakrycie glowy to symbol madrosci (dlatego, moze nie zupelnie swiadomie studenci na calym swiecie odbierajac dyplom maja na glowie ten chinski symbol). Odkad wojska Dzyngis Chana zalaly Europe w XIII-ym wieku, w Polsce tez pojawila sie kwadratowa czapka jako nieodlaczny element stroju narodowego. Dzis malo kto laczy hejnal pamietliwych Krakowian z rogatywka jako pamiatki tego samego dziejowego wydarzenia.
Sladami Kochanego Sarmaty - Ksawerego Pruszynskiego.
Wielu z nas czytalo opowiesci pozostawione przez pisarza niezwyklego polotu i lekkosci piora, Ksawerego Pruszynskiego. Tak sie zlozylo, ze mialem zaszczyt mieszkac w pokoju na pieterku w domu zwiazanym z bardzo wieloma mistrzami polskiego piora - domu Panstwa Alexandra i Walentyny Janta-Polczynskich. Panstwo Janta brali przewodni udzial w wielu wydarzeniach zwiazanych z Polska kultura. Spoznilem sie by byc swiadkiem akcji przeslania Skarbow Narodowych z Kanady do Polski. Widzialem tylko jadace do Polski obszerne archiwa pana Aleksandra z korespondencja z Bernardem Shaw, Ghandim, Herstem i innymi, ktorzy ksztaltowali dwudziesty wiek, a z ktorymi pan Janta sie przyjaznil. Ten niezmiernie ciekawy dom to swiatynia polskiej literatury poczawszy od kilkusetletnich manuskryptow, map i starodrukow, po pamiatki po przyjaciolach pisarzach. Nie bylo polskiego pisarza, ktoryby w tym domu czastki swej duszy nie zostawil. Tuwim, Hemar, Wankowicz, Pruszynski, Lechon, Gombrowicz, Hlasko, Kosinski, to tylko niektorzy przyjaciele pisarza Alexandra Janty. Sluchajac Pani Walentyny ma sie wrazenie, ze ci wszyscy ludzie byli tu zaledwie tydzien temu. Postacie znane mi z suchych wzmianek w encyklopedii, staly sie dla mnie bardzo bliskie.
Ktoregoś dnia słuchając opowieści Pani Walentyny o Ksawerym Pruszynskim dowiedzialem się, że podczas wojny, w skrępowanej ograniczeniami Anglii by zapobiec niepotrzebnemu podrozowaniu obywateli, rozwieszano plakaty "Mr. Brown, is Your trip really necessary ?". Jadąc do Azji w charakterze atache do spraw polskich uchodzców z ZSRR Ksawery Pruszynski usłyszał od przyjaciela Mariana Hemara:
- No wiesz co Ksawery, bój się Boga Ksawery, is your trip really necessary?.
Wiedzac, ze wybieram sie do Samarkandy, Pani Walentyna wreczyla mi zbior prac Pruszynskiego z zaznaczonym opowiadaniem Trebacz z Samarkandy. Przypomniane mi przez Pania Jante opowiadanie, dalo mojej wyprawie misyjny charakter. Na wszelki wypadek wzialem ze soba klarnet.
Wszyscy znamy od dziecinstwa tragiczna legende o krakowskim hejnale: Dawno temu wojska zlozone z azjatyckich koczownikow o swicie nagle otoczyly Krakow. Miasto padloby, gdyby nie czujny straznik, ktory zauwazywszy niebezpieczenstwo, zagral hejnal i obudzil obroncow. Jednak wrazy lucznik zdazyl jeszcze wypuscic msciwa strzale odpowiedzialna za przerwana melodie. Czy trebacz stal na wiezy mariackiej, czy na jednej z wiez muru obronnego jest detalem i tematem do dyskusji podobnej do rozwazania czy strzelal on z luku czy z zaopatrzonego w noktowizyjna lunete snajperskiego dalekosieznego sztucera magnum. Grunt, ze trebacz zginal grajac melodie a wraz z nia konczy sie nasza legenda.
W swym opowiadaniu Ksawery Pruszynski opisuje zdarzenie, ktore ukazalo druga czesc tej samej legendy. Kiedy wyprowadzane przez Generala Andersa z radzieckich obozow koncentracyjnych oddzialy Polakow zatrzymaly sie w Samarkandzie, przyszla do Generala miejscowa starszyzna. Poproszono Generala o wypozyczenie trebaczy. General sie zgodzil. Trebaczy poproszono, by zagrali melodie, ktora graja od pradziejow w stolicy ich kraju, te melodie ktora graja z wiezy. Domyslili sie, nasi zolnierze ze chodzi o hejnal. Zagrali. Grali kilka razy, w roznych miejscach. Nikt nie chcial Polakom wyjasnic, po co graja ten hejnal i dlaczego wlasnie w Samarkandzie.
Wreszcie ktos sie wygadal. Zawsze wojnom towarzyszyla biurokracja. Szykujac wyprawe spisywano dokladnie ilosc ludzi, koni i sprzetu, straty, zyski itd. Istnial podobno kiedys taki zapis o wyprawie na polnocno-zachodni kraj. Wyprawa zakonczyla sie wielka kleska. Wielu dzielnych wojow i wielu wodzow dalo glowe. Przegrana byla wynikiem gniewu bozego. Bog obrazil sie na swych wiernych i obrzucil ich klatwa, bo zaatakowali miasto, kiedy ono wzywalo swych mieszkancow do modlitwy. Rzeczywiscie muzyka plynaca ze szczytu wiezy, to w kulturze Islamu wezwanie do modlitwy. Klatwa ta tak dlugo ma ciazyc na narodzie, dopoki nie przyjedzie wojownik z tego napadnietego kraju i nie zagra tej samej melodii w Samarkandzie. Tak te odkryta - druga polowe naszej legendy opisal Ksawery Pruszynski. Czy to prawda, czy fantazja literacka, trudno bylo powiedziec. Opowiadanie piekne bez wzgledu na autentycznosc czy jej domniemany brak. Postanowilem to sprawdzic jadac w tamte strony.
Samarkanda.
Wraz z moim "obosiecznym" znajomym wybrałem się na wyprawę do Samarkandy. "Obosieczny", który po ojcu - Tatarze odziedziczył Islam, a po matce polskiej Żydówce Judaizm, zna trzy główne języki mogące się przydać w Uzbekistanie: rosyjski, uzbecki i tadzycki. Trzygodzinna jazda samochodem częstokroć przerywana kontrolami policji, wynagradza niewygody egzotycznym krajobrazem. Płaski step okolic Taszkentu porasta bawełną. Teren powoli przemienia się w górzysty w miarę zbliżania się do Samarkandy. Miasto leży w rozległej górskiej dolinie. Przybysza wita gigantyczna bryła Meczetu Bibi Hanum, pod która kipi bazar. Niczego nie warto robić na czczo, toteż zapuszczamy się w dzielnice wypełnioną wyłącznie gospodami i czajhanami. Jeden dolar na głowę sprawia, że na stole pojawia się tyle jedzenia i picia, że nie jesteśmy tego w stanie spożyć. Wszystko jest czyste, świeże i bardzo smaczne.
Malarz zwiedziwszy Samarkande popadłby w "błekitny" lub raczej w granatowy okres. Dominujacym kolorem ozdób w architekturze jest głęboki granatowy. Uzyskiwany z kobaltu granat niekiedy rozcieńczany tlenkami miedzi, dawał turkusowy odcień. Oglądałem z podziwem timurydzkie budowle bajecznie zdobne majolika, gdzie przy gęstości ornamentu kolory są tak dobrane, ze oko obserwatora odpoczywa. Kolosalne meczety, gdzie każdy centymetr kwadratowy pokryty był ornamentem, stawiano zaledwie w kilka lat. Nie do wiary jak wysoka musiała być kulturą tego narodu, jak wyrobiona organizacja pracy. Wreszcie spostrzeżenie nietechnokratyczne: jak wielką ci ludzie odczuwali potrzebę piękna.
Na Cmentarzu Szahi-Zinda wsrod wspanialych kobaltowych mauzoleow wladcow Azji znajduje sie meczecik. Jego niewielki rozmiar czyni go w oczach pobieznego obserwatora nieistotnym. Meczet ten to najswietsze miejsce Uzbekistanu. Tu znajduje sie grob Szhi Zinda Kusama Ibn Abbasa - kuzyna samego Proroka. Pielgrzymka na jego grob liczy sie prawie tak samo jak do Mekki. Nieszczesny Kusam jest tym dla Samarkandy czym dla Polakow Swiety Wojciech. Niosac nowa religie poganskim ludom Srodkowej Azji zostal niegoscinne potraktowany przez mieszkancow owczesnej Samarkandy i musial salwowac sie ucieczka. Jedynym miejscem, gdzie mogl sie ukryc pozostala starozytna studnia. Tam wlasnie Kusam sie schronil, tam tez pozostaje do dzisiaj w podziemnym miescie otoczony duszami sprawiedliwych, by wyjsc na swiatlo dzienne w dzien sadu ostatecznego i byc oredownikiem swego ludu. Przed wejsciem do meczetu, w miesiacu Ramadan pelniona jest warta przez szacunek dla tego miejsca. Moj obosieczny znajomy pomogl mi w rozmowie z mulla sprawujacym duchowny dyzur. Starzec wygladal na osiemdziesiat kilka lat. Przyjzal mi sie uwaznie i zapytal czy nie jestem przypadkiem mahometaninem. Odpowiedzialem, że nie.
- Wsród was też są mahometanie - rzekł
- Tatarzy z pochodzenia. Z twarzy niewiele się różnią, ale bardziej niż inni Polacy kochają konie. Ty mi też wyglądasz na Tatara, ale się pewnie nie chcesz przyznać, bo ci trochę wstyd że tradycji już nie znasz, i wiary i języka też już nikt w rodzinie nie zna, a nawet nazwisko masz pewnie zupełnie polskie
- ja wiem... - Mowił, że dawniej w Rosji było wielu Polaków. Nawet tu w Samarkandzie służyli jako oficerowie. Mieszkali wraz z rodzinami, mieli nawet swój kościół i restaurację o nazwie Warszawa. Podczas wojny też byli tutaj Polacy
- uchodżcy z obozów
- żal ludzi - mówił
- aż dziw, że ktokolwiek z nich przetrwał transport, przecież w obozach siedzieli nie dlatego żeby komuś była potrzebna ta ich praca. I tak byli wykończeni, a tu jeszcze trzeba było tyle jechać. Trochę odżyli w naszych stronach jak ich przyprowadził ten wasz generał. Prawdziwy generał był, po Korpusie Paziów - mówili. Dumny Ataman był z niego i mocny człowiek. Ze Stalinem jak z równym musiał umieć rozmawiać bo jakby inaczej tylu ludzi z obozów powyciągał. A człowiek w Sojuzie to skarb... Dla Rosjan było niepojęte jak on umiał pić. Każdy Rosjanin spadał pod stół, czy pili z nim pojedynczo, czy w kupie. Tak on pił. Tym ich pokonał. Znał Rosję na wskroś, wychował się, wyksztalcił, do przywilejów doszedł mógł być czym chciał a ciągle Polak... Myśmy takich dawno już nie mieli...
Zapytałem, czy pamięta ceremonię zwiazaną z graniem na trąbce. Mulla oburzył się; jego siwa broda nie oznacza, żeby go miała zawodzić pamięć, naturalnie pamięta.
- Wojskowi trebacze trabili ten wasz sygnal, z waszej stolicy.-
Zapytałem w jakim celu trąbili.
- Trabili aby odwołać klątwę - powiedział. Poprosiłem żeby mi pozwolił wejść na minaret i zagrać ten sygnał po raz kolejny.
- Synku - powiedział
- idz i graj, widać przy tych wszystkich naszych trzęsieniach ziemi, klątw u nas taki dostatek, że dla każdego wystarczy po parę.
Pod koniec dnia wlazłem krętymi schodkami na szczyt minaretu Ulug-Bega na placu Registan. Kilku obecnych w dole przechodniów z wielkim zdziwieniem wysłuchało zagranego na klarnecie krakowskiego hejnału. Nie zrobiło to na nich specjalnego wrażenia. Nic dziwnego, powtórka po piećdziesięciu z górą latach, to zawsze powtórka, a i czarny klarnet przy zachodzie słońca to nie to co złocista trąbka w słoneczne południe.
