
Region Tysiąca wysp zawsze odgrywał istotną rolę w dziejach kraju - czy to przed przybyciem europejskich osadników, czy już w okresie formowania nowoczesnej Kanady. Tu właśnie osiedlali się pierwsi osadnicy angielscy, po bitwie na polu Abrahama przejmujący Kanadę od Francuzów, po nich przyszli tzw. Lojaliści, czyli ludność amerykańskich kolonii Anglii, która nie stanęła po stronie zwycięskiej rewolucji amerykańskiej. Zakładali miasta i gospodarstwa, budowali drogi. Głównie wzdłuż wybrzeży rzeki Św. Wawrzynca, która stanowiła najważniejszy - do czasu budowy kolei - szlak komunikacyjny Kanady. Na wysepkach regionu rzadko kto budował swój dom - ze względów czysto praktycznych, bowiem w urodę okolicy nikt nie wątpił. I tak Tysiąc Wysp doczekało się przełomu XIX i XX wieku, gdy do innych zdobyczy cywilizacji dołączyła też nowa pasja - turystyka. Wyspy jakby na to czekały.
Po całotygodniowej pracy, mając w perspektywie wydłużony o świąteczny poniedziałek weekend, na przystani Collins Bay spuszczamy na wodę żaglówkę przyholowaną za samochodem. Jest godzina ósma rano, ale z miasta trzeba było wyjechać przed świtem, bo inaczej próżno szukać by wolnego miejsca na przystani - taki tu tłok większych i mniejszych łodzi, żaglowych i motorowych. Wreszcie na wodzie kołysze się siedmiometrowa żaglowka. Odbijamy i kurs na wysepke Mulcaster.
To jedna z 21 wysp zakupionych przez skarb państwa i przeksztańconych w park. Zarząd parku dba o czystość na wysepkach, o dobry stan pomostów na przystaniach, o utrzymanie w należytym stanie terenów campingowych i palenisk. Strażnicy parku nawet przygotowują drewo na ogniska - dzięki czemu lasy porastające wysepki nie zostały ogołocone przez zbierających chrust na wieczorne ogniska turystów. Przy każdym pomoście - tablica informacyjna i skrzynka. W niej - cennik korzystania z terenów parku i jego urządzeń, oraz "bilety wstępu". Kto przybija do pomostu i korzysta z campingu, ten sam wypełnia kilka rubryk "biletu" (nazwisko, adres, nazwa łodzi), wkłada do załączonej koperty odpowiednia sumę i wrzuca całość do przymocowanej do skrytki skarbonki. Regularnie odwiedzajacy wyspy strażnicy parku w ten sposob zbierajż opłaty za wstęp. I trzeba przyznać, że pływając od jednej do drugiej z 21 wysepek parku stwierdzamy, że system działa - na jachtach wywieszono kopie "biletów", a tereny parkowe nadal pozostają w znakomitym stanie - nie zdewastowane, nie zaśmiecone.
W drodze z Collins Bay na wyspe Mulcaster trafił nam sie - jak to zwykle bywa, gdy niedzielni żeglarze wybierają się na wodę - tak zwany "wmordewind". Nerwowo (wszak byliśmy jeszcze w "miastowych" nastrojach) spoglądamy na zegarki. Zdążymy? A tu trzeba znowu zmieniać kurs. I halsujemy na amerykańską stronę Drogi Wodnej Św. Warzynca. I na kanadyjską. I na amerykanską... Po raz pierwszy i chyba ostatni w życiu przekroczyłem amerykansko-kanadyjską granicę kilkanaście razy w ciągu jednego popołudnia.
Wreszcie, "kapitan" Marek decyduje: żagle w dół, idziemy na silniku. Wszystko po to, by zdążyć do USA przed zamknięciem sklepów. Porzucamy zabawę w kotka i myszkę z frachtowcami, którym kreciliśmy się "pod nogami" i terkocząc żalośnie zdążamy prosto do Ameryki.
Wtedy, oczywiście, okazało się, iż o czymś musieliśmy zapomnieć - o paliwie do silnika. W zbiorniku chlupoczą ostatnie łyżeczki benzyny, a pomost portowy jeszcze daleko. Szczęście jednak nam sprzyja: silnik gaśnie z braku soku dopiero na kilkadziesiąt metrów przed pomostem i z lekka tylko zawstydzeni dochodzimy do brzegu na pagajach.
Łapię za zbiornik i lecę do najbliższej stacji benzynowej. Marek spieszy po zakupy. W kilkanaście minut ja jestem znowu na pokładzie z paliwowym ubezpieczeniem, a kapitan-ochmistrz wraca w kilka minut później taszcząc dwa ogromne kawały wołowiny "prime cut BBQ steak" i karton czerwonego wina marki "Chateau de Plastique". Możemy wreszcie płynąć na wypoczynek.
Po długiej i emocjonujacej żegludze przybijamy do wysepki Mulcaster. Ma ona niemal idealnie okrągły kształt i może ze sto metrów średnicy. Ostro wznoszaca się ponad lustro jeziora skałę wyspy gęsto porasta sosnowy las. W dwoch zatoczkach wysepki - pomosty, tereny campingowe i przygotowane paleniska. Ponieważ to jeszcze poczatek sezonu, dzisiaj - po zjedzeniu upieczonych nad ogniskiem befsztyków na wyspie Mulcaster będziemy nocować zupełnie sami. Gdy zapadnie całkowita ciemność, gdzieś w oddali, na sąsiedniej wyspie, widać będzie jeszcze przez ścianę drzew płomień dogasającego ogniska innej załogi. Ale to wszystko. Pod niebem rozjaśnionym światłem księżyca można by się założyć, że nic poza otoczoną mrokiem wyspą i szumem fal jeziora nie istnieje.
Gdy o szóstej rano będziemy odbijać w drogę powrotną, żegnać nas będą tylko mewy i kaczki.
Żegluga przez Region Tysiąca Wysp to niepowtarzalne przeżycie właśnie ze względu na niesłychane urozmaicenie okolicy. Wysepki łączą się w ciągi i mini-archipelagi, tworząc plątanine kanałów, zatoczek, rozlewisk, przejść i zacisznych kryjówek. Nie zawsze można polegać na żaglach - niektóre kanały mają chwilami nie więcej niż kilka metrów szerokości. Nad jednym z takich przesmyków "rozciąga się" najkrótszy międzynarodowoy most świata. Kilkumetrowy drewniany pomost łączy dwie wysepki. Na jednym końcu flaga USA, na drugim - Kanady. Tylko celników brak.
Cały czas konieczne jest dokładne śledzenie mapy - płycizny, łachy i skały podwodne są znakomicie oznakowane - ale i tak niespodzianki (zwykle niemiłe) są na porządku dziennym. A bywa, że kanał z pozoru łatwy i łagodny do przejścia, okazuje się za płytki nawet dla łodzi o kilkudziesięcio-centymetrowym zanurzeniu. A więc - znakomity teren do w pełni aktywnego wypoczynku.
Gdy po dwudniowej żegludze wracamy w poniedziałkowe popołudnie do Collins Bay, nastroje całej dwuosobowej załogi wyraźnie tracą na optymizmie. Dopasowuje się do nich pogoda - słonce chowa się za chmury, zrywa się znacznie silniejszy wiatr, fale nabierają białych grzyw. W marinie Collins Bay wyciagamy żaglówkę z wody już w strugach deszczu, ale i tak wracamy do miasta zadowoleni z wyprawy. Po dwóch dniach na wodach i wysepkach parku Tysiąca Wysp problemy codziennego życia w wielkim mieście stają się jakby nieco łatwiejsze do rozwiązania.
