
Interesują cię nowości wydawnicze dotyczące histori Polski? Wystarczy wpisać kluczowe słowa: Poland history, a na ekranie zobaczysz sto pierwszych tytułów. Grafika jest oszczędna, nacisk położono na treść. Strony ładują się szybko. Potrzebujesz pomysłów na kampanie polityczna - pod hasłem "political advertising" jest co poczytać: sześćdziesiąt książek do wyboru i setki dalszych w pokrewnych działach. Każda ma swoją osobną stronę. Popularniejsze pozycje zdobią zdjęcia okładki, obok znajdujemy streszczenie, wydawcy, rok wydania i czas potrzebny Amazonce na realizacje zamówienia. Poszukiwania można zawęzić lub poszerzyć, dopisując lub wymazując dodatkowe słowa - klucze.
Ceny też są atrakcyjne. 30 proc. rabatu na książki w twardych okładkach i 10-20%. mniej na paperbacki wyrównuje koszt przesylki. W efekcie koszty zakupow w Amazon.com są prawie identyczne jak w hurtowni książek. Popularne, aktualne pozycje, ktorych Amazonka ma na składzie ok. 1000, wysylane są do klienta w ciagu 24 godzin. Tytul wydany przez jednego z 20 tysiecy mniejszych wydawcow dostarcza się w ciagu kilku dni lub kilku tygodni. Choc krytycy twierdza, że wielu tytulow nie sposob znalezc w katalogu, Amazonka twardo upiera się przy swojej liście 2,5 miliona książek. Jest to sto razy wiecej, niz moze pomiescic najwiekszy amerykanski bookstore.
Pytany o tajemnice sukcesu, mówi, że polega ona na przyciągnięciu utalentowanych ludzi i stworzeniu im warunków do rozwoju. Co najmniej połowę każdego dnia pracy Bezos spędza na szukaniu nowych pracowników do trzech działow: redakcyjnego, komputerowego oraz obsługi klientów.
Obsługa klientow jest kluczowa. W Internecie każdy źle obsłużony klient to śmiertelne niebezpieczeństwo - wyjaśnia Bezos. Może jednym ruchem palca zawiadomić o swoim rozczarowaniu pięć tysięcy innych osób. Bezos rozumie więc swoich klientow i ich słucha. Kiedy w kwietniu tego roku Amazonka zmieniła graficzny kształt, Bezos wyjaśnił, że posłuchał klientów, którzy chcą trzech rzeczy: żeby było łatwo, przyjemnie i szybko.
Wybrał Seattle że względu na zasoby utalentowanych komputerowców i dlatego, że znajdują się w nim dwie wielkie hurtownie książek. Nie bez znaczenia byl rowniez niski podatek w stanie Washington. Jak glosi dzis legenda Amazon.com, dzialalność rozpoczal Bezos w garazu, za wlasne 10 tys. dolarow. Kontakty w srodowisku inwestorow na Wall Street przyniosly dodatkowe 11 milionow, potrzebnych, jak twierdzi Bezos, na odpowiednie oprogramowanie.
Strona pod nazwa Amazon.com pojawila się w sieci w lipcu 1995 roku. Miliony uzytkownikow Internetu zachwycil ogromny wybor, sprawna i szybka obsluga, a takze latwa w uzyciu, prosta i przejrzysta organizacja strony Amazonki. Jak ogien po buszu rozeszla się poczta elektroniczna wiesc o powstaniu elektronicznej księgarni. Wprawdzie w sieci byly juz wowczas co najmniej trzy księgarnie, ale zadna nie zrobila takiej furory.
Tak czy inaczej, Bezos stał się ulubiencem prasy biznesowej, a jego sukces - jeszcze jednym dowodem na to, że przedsiębiorczość i dynamika natchnionego biznesmena warte są więcej niż głębokie kieszenie wielkich, skostniałych korporacji.
Relacjonujacy te kontrowersje prestiżowy "Publishers Weekly" stanął jednak po stronie Amazonki: "Sukces Amazon.com polega na tym, że udało im się ułatwić dostęp do książek, które tylko teoretycznie są w zasięgu każdej księgarni. W sytuacji, gdy na rynku funkcjonuje 50 tyś. wydawców, istnienie książki w druku nie oznacza, że księgarnia wie, gdzie i jak ją znaleźć. Wobec braku zbiorczej bazy danych każda księgarnia zdana była na to, żeby skonstruować własną. Amazon.com zrobiła to w tak wielkim zakresie pierwsza". Szlak przez dżunglę został przetarty, pozostaje pytanie, kto nim podąży pierwszy. Sąd dopiero rostrzygnie, kto ma racje. Na razie śmiałe ogłoszenia o "największej księgarni świata" nadal ukazują się w prasie.
Polowa z ponad 300-tu pracownikow ma dyplomy z literatury. Druga polowa to komputerowcy, ktorzy nieustannie doskonala oprogramowanie. Ostatnio glowia się nad najskuteczniejszym sposobem zbierania informacji o gustach i preferencjach klientow. Takie informacje są w świecie marketingu na wage złota. Ale Bezos wie, że jego klient ceni sobie dyskrecje i nie lubi reklamy w Internecie. W dziale obslugi klienta pracuje m.in. byly zdobywca stypedium Rhodesa - jednej z najbardziej prestizowych nagrod akademickich w Stanach. Bezos trzyma w kacie swojego gabinetu spiwór, na wypadek pracy w nocy, a w szafie trzy białe koszule na zmianę.
Bezos doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna dla Amazonki jest legenda o jej początkach i o osobowości jej twórcy. To właśnie fama o jego oszczędności, pracowitości, przedsiębiorczości i skrupulatności przyciagneła kiedyś inwestorów. Ta sama fama sprawiła, że emisja akcji Amazon.com przyniosia wiecej kapitalu, niz ktokolwiek mogl się spodziewac, i to pomimo głosnych przestróg fachowców, drukowanych w najpoczytniejszych amerykańskich tygodnikach. Częścią legendy jest twierdzenie, że to nie reklama w "New York Times" w "The Wall Street Journal", lecz bezpłatny szum, generowany i powielany w cyberprzestrzeni przez zadowolonych klientów, sprawia, że obroty Amazon.com rosną nadal w tempie 34 proc. miesięcznie. Bezos - wyczulony na bunczuczna kulture Internetu zrewolucjonizowal stosunki pomiedzy autorami a czytelnikami i to tez się spodobalo. Na stronach Amazonki czytelnik moze bezkarnie zmieszac z blotem uznana slawe literacka i nikogo nawet nie zainteresuje czy przeczytal książkę o ktorej się wypowiada.
Geniusz strony polega na tym, że daje ona klientowi poczucie całkowitego panowania nad tranzakcją, od pierwszego przypadkowego poszukiwania do ostatecznej selekcji i kupna. Jest to niewatpliwie ważne dla nowego pokolenia konsumentow, lubiacych indywidualizm, a brzydzacych się masówką i komercją.
Twórcy Amazonki nieustannie zastanawiaja się nad tworzeniem i poszerzeniem kregu swoich wplywow. Teraz, gdy konkurencja z glebokimi kieszeniami oferuje ten sam, 2.5-milionowy księgozbior w sieci, lojalność zdobytych w ciagu dwoch lat klientow moze byc dlu Amazonki tarcza. Ciekawy program partnerski rekrutuje wspolpracownikow sposrod tworcow wyspecjalizowanych sieciowych klubow. Amazonka oferuje im 15% od wartośći sprzedazy, wyniklej że skierowania czlonkow klubu po książki do księgami. Klub miłośników starych samochodów na swojej stronie promuje, na przyktad, pozycje o tematyce samochodowej, ktore mozna znalezc w Amazonce.
Najnowszym projektem Amazon.com jest własne pismo literackie:,,Amazon.com Journal". I jak to zwykle w cyberbiznesie bywa, ambicja redaktorow i programistow jest stworzenie czegos, co jest mozliwe tylko w sieci. Gazety o milionach opcji i mozliwoici interatywnych. Marzy im się oprogramowanie, ktore pozwoli zarejestrowac date ostatnich odwiedzin klienta na stronie pisma i odpowiednio dostosowac je do kazdego czytelnika. Indywidualizowanie to slowo-klucz w sieci, gdzie wszystko, co masowe, brzydko pachnie.
By zacząć robić pieniądze, Amazonka musiałaby bowiem uzyskac akceptacje przecietnego amerykanskiego czytelnika. Na razie bestseller z 1996 roku: "Jak stworzyc przebojowa strone w sieci" to nie lektura dla niego.
Nie jest tez jednak prawda, że klientela Amazonki sladada się wyłącznie z komputerowych "nerdow". Spory procent sprzedawanych pozycji to literatura. Coraz wiecej klientow mieszka w Europie, Ameryce Poludniowej, nawet w Chinach. Przy swiatowym rynku księgarskim szacowanym na 82 miliardy dolarow i czesto trudnym dostepie do popularnych i fachowych pozycji, księgarnia elektroniczna wydaje się miec kolosalna przyszlość.
Sciezki, ktore lacza w cyberprzestrzeni ludzi kupujacych książki, są coraz bardziej uczeszczane. Dzis spotykaja się oni na szlakach Amazonii, wymieniaja poglady i wydaja pieniadze na interesujace ich pozycje. Jutro - kto wie - moze bada je wydawac na muzyke, samochody, komputery, nieruchomośći. Pojawienie się Amazonki i jej blyskawiczna kariera sprawily, że wirtualna księgarnia stala się symbolem mozliwoci handlu elektronicznego. Choc nie jest to jedyna księgarnia w sieci, jej popularność, dynamika i umiejetność przyciagania kapitalu zrobily wrazenie stanowczo przedwcześne, jak napisał, "The Economist" - że nadeszła już epoka elektronicznego handlu.
W lipcu, kiedy Amazonka obchodzila swoje drugie urodziny, przyszlość elektronicznego handlu nadal pozostawala w sferze spekulacji. Dopiero co elektroniczny rynek przeszedl zimny dreszcz, kiedy zamknal swoj sieciowy sklepik pod nazwa World Avenue koncern IBM. Ale miliony entuzjastow gotowi są czekac na swoje dywidendy. Kiedy w maju 1997 roku oferta publiczna Amazonki weszta na gielde, kupujacy mali inwestorzy podbili cenę z 13 do 30 dolarów. Następne tygodnie przyniosły wyrównanie do 16. Jednakże już pierwsze wieści o zawarciu strategicznego aliansu z firma Excite i AOL znów wywindowały cenę akcji do 30 dolarów. Jeśli nawet przyszłość należy do elektronicznego handlu, to wcale nie jest powiedziane, że Amazonka utrzyma się nu rynku przy coraz bardziej agresywnej działalności dwóch wielkich konkurentow: Barnes and Noble i Borders.
Na razie jak głos wolającego na puszczy brzmi przestroga giełdowego korespondenta "Newsweeka": Nie dajcie się nabrać na modę i nie pomylcie dwóch rzeczy, udanej strony internetowej z udaną inwestycją. Póki ludzie nie chcą ich mylić, Jeff Bezos, który do niedawna osobiście gwarantował wszystkie długi Amazon.com, może spać spokojnie.
FERNLEY, Nevada -- A thousand dot-com employees are huddled around Amazon.com CEO Jeff Bezos, hanging on his every word. You might say that this isn't really an unusual sight -- Bezos, the "It" boy of e-commerce, is probably always greeted by adoring fans.
But this is not San Francisco, Seattle or New York. It's a small town in Western Nevada, about 30 miles from Reno and the nearest Starbucks, which for most new economy workers is known as "pretty much the middle of nowhere."
Despite the fatal dearth of Odwalla, there are dot-commers in this town, believe it or not. They work at Amazon.com's airport-sized distribution center, and last Friday afternoon, their boss Bezos came to give them a pep talk.
Bezos had come to Fernley to get the employees ready for the holiday season, when the distribution center will ramp up from the normal 35 percent capacity to somewhere near 100.
Bezos was dressed in expensive slacks and a sports jacket; the employees, in stark contrast, wore un-snooty, K-Martish clothes. The cultural rift seemed obvious -- that is, until Bezos ascended a makeshift platform of warehouse palettes to address the crowd, and they went crazy.
"Hello, Fernley!" Bezos, said, as if he were a rock star.
The workers hollered in response. They had all taken a short break from their regular assignments of picking, packing, labeling, shipping and receiving, to sit on the floor and watch a billionaire speak.
Bezos' talk was light on issues, but heavy on personality. Bezos -- who is known to the employees as "Jeff" -- started with a joke about how his name had recently been featured as an answer on Who Wants to be a Millionaire.
"My sister called me to tell me about it," he said. "But then she said, 'It was the wrong answer.'" Bezos laughed heartily, and then said that his siblings always told him that he had a weird laugh. (For the record, it is a weird laugh.)
The Fernley plant, which is a year old, was just barely operational last holiday season. For many of the Fernley workers, this will be the first December at the plant.
"I want to ask those of you who were here last year, 'Was it easy?'" Bezos yelled to the crowd.
"No!" they responded.
"Are you terrified?" he asked.
"No!" they said.
"Well you should be," he laughed. "It is really brutal -- the holiday comes on us like an onslaught!"
Needless to say, the people who work at the Amazon (AMZN) distribution center are cut from a different cloth than the scripting gurus in other Internet towns. As a group, they look older than dot-com employees in other cities. Amazon doesn't track their average age, but many in the crowd looked older than 50 or 60 -- certainly older than Bezos, who is 36.
What was surprising, then, was how fully they seemed to embrace Bezos -- none of the "he's just a rich city slicker" indifference one might have expected. Indeed, they wanted to know about Jeff on a personal level.
"How's your baby?" someone asked when Bezos elicited questions from the audience.
When Bezos answered that his eight-month-old son is named after the child's grandfather, people in the crowd actually aah'ed, like a sit-com audience.
"Will your wife be coming to help us gift-wrap?" another employee asked.
Bezos said that he wasn't sure -- that he and his wife were trying to get around to all of the distribution centers around the country. Bezos also joked about how the safety inspectors would do well to keep him away from any of the operations, as he'd screw everything up.
"They tell me that I've lost my forklift privileges," he said.
Most of the meeting continued in this happy vein, free from west-coast talk of options and vesting, profits and dividends. Another surprise was that nobody made mention of the thing that was certainly on many a reporters' minds that hour: unionization.
These thoughts were prompted by reports last week that some Amazon workers in Seattle had started an effort to form a union especially to stave off forced overtime during the holiday season.
But here in Fernley, working overtime didn't seem to be a problem; when Bezos said that workers would be "busting their butts," nobody shifted uneasily.
Indeed, the only real shop-talk, aside from rah-rah "we'll work hard" boosterism, was broached by an elderly woman in the front row. "When are we going to become profitable?" she asked Bezos.
Bezos was coy in his response. He reminded the woman about an e-mail message he had sent to all Amazon employees which specified a date for profitability.
"We have some media here," Bezos said, "so I don't want to repeat it out loud." But he said that the previously specified date was still the target.
The news of the e-mail message came as a surprise to the reporters in the room, and later attempts to pry it loose from employees were unsuccessful. They weren't telling.
That was the only tough question Bezos faced. Here, the crowd wasn't really all that worried about profits, or Amazon's debt, or some analyst warnings that the e-commerce giant was bound to falter.
Here, they loved Jeff -- so much, in fact, that a few people asked if they could have his autograph.
"Yeah baby!" Bezos yelled in response.
So after the talk, Bezos signed a couple of employees' T-shirts, as media huddled around taking pictures.
