Wirtualna księgarnia

Ewa Wierzyńska

Kto chce kupić ksiżkę nie musi już wychodzić z domu. Wystarczy że naciśnie klawisz komputera, a na ekranie powita go Amazon.com - największa księgarnia świata.

Interesują cię nowości wydawnicze dotyczące histori Polski? Wystarczy wpisać kluczowe słowa: Poland history, a na ekranie zobaczysz sto pierwszych tytułów. Grafika jest oszczędna, nacisk położono na treść. Strony ładują się szybko. Potrzebujesz pomysłów na kampanie polityczna - pod hasłem "political advertising" jest co poczytać: sześćdziesiąt książek do wyboru i setki dalszych w pokrewnych działach. Każda ma swoją osobną stronę. Popularniejsze pozycje zdobią zdjęcia okładki, obok znajdujemy streszczenie, wydawcy, rok wydania i czas potrzebny Amazonce na realizacje zamówienia. Poszukiwania można zawęzić lub poszerzyć, dopisując lub wymazując dodatkowe słowa - klucze.

 

Amazonka poszuka

Przy książkach wydawanych ponad 10 lat temu można wprawdzie często trafić na notkę "hard to find", czyli "trudne do odnalezienia". Jednak Amazonka, nie dając gwarancji, podejmuje się tego. Można szukać pozycji według autora, tytułu, tematu, numeru ISBN. Można przejrzeć listy aktualnych bestsellerów, przeczytać recenzje, wywiad z autorem oraz zabawne i nieraz nader szczere uwagi tych, którzy już książkę przeczytali i postanowili podzielić się swoją opinią. Można - i za to sieciowcy kochają Amazonkę - napisać recenzję, lub wziąć udział w losowaniu i wygrać nagrodę.

 

Dużo, tanio i praktycznie

Książkę mozna kupic na karte kredytowa. Tranzakcja jest prosta i szybka. Redaktorzy strony zatytułowanej "check-out", czyli "kasa", uspokajaja, że system kodowania numerów kart jest bezpieczny i całkowicie impregnowany na zakusy sieciowych piratów.

Ceny też są atrakcyjne. 30 proc. rabatu na książki w twardych okładkach i 10-20%. mniej na paperbacki wyrównuje koszt przesylki. W efekcie koszty zakupow w Amazon.com są prawie identyczne jak w hurtowni książek. Popularne, aktualne pozycje, ktorych Amazonka ma na składzie ok. 1000, wysylane są do klienta w ciagu 24 godzin. Tytul wydany przez jednego z 20 tysiecy mniejszych wydawcow dostarcza się w ciagu kilku dni lub kilku tygodni. Choc krytycy twierdza, że wielu tytulow nie sposob znalezc w katalogu, Amazonka twardo upiera się przy swojej liście 2,5 miliona książek. Jest to sto razy wiecej, niz moze pomiescic najwiekszy amerykanski bookstore.

 

Wdzięk szefa

Amazonka to z pewnością najlepiej rozreklamowane i najdokładniej opisane przedsięwziecie internetowe ostatnich lat. Jej twórca, 33-letni Jeff Bezos, ma niewatpliwie talent do marketingu i osobowość, ktora przysparza mu przyjaciol i - co nie mniej ważne - interesów. Jest pełen wdzięku, energiczny, szybki, nieprawdopodobnie optymistyczny.

Pytany o tajemnice sukcesu, mówi, że polega ona na przyciągnięciu utalentowanych ludzi i stworzeniu im warunków do rozwoju. Co najmniej połowę każdego dnia pracy Bezos spędza na szukaniu nowych pracowników do trzech działow: redakcyjnego, komputerowego oraz obsługi klientów.

Obsługa klientow jest kluczowa. W Internecie każdy źle obsłużony klient to śmiertelne niebezpieczeństwo - wyjaśnia Bezos. Może jednym ruchem palca zawiadomić o swoim rozczarowaniu pięć tysięcy innych osób. Bezos rozumie więc swoich klientow i ich słucha. Kiedy w kwietniu tego roku Amazonka zmieniła graficzny kształt, Bezos wyjaśnił, że posłuchał klientów, którzy chcą trzech rzeczy: żeby było łatwo, przyjemnie i szybko.

 

Liczyła się każda sekunda

W 1994 roku Bezos, wówczas 30-letni dyrektor renomowanej firmy inwestycyjnej na Wall Street, przeczytał, że użytkowanie sieci rośnie miesięcznie o 2-3% i poczuł, że liczy się każda sekunda. Natychmiast sporządził listę 20 produktów, które mogłyby się dobrze sprzedawać w Internecie. Z listy wybrał książki, gdyż, jak mówi, jest ich takie mnóstwo. Dwa miesiące później był już spakowany i wraz z swoja żoną McKenzie, początkującą pisarką, i labradorem Kamalą jechał w kierunku Seattle, wystukując na laptopie biznesplan.

Wybrał Seattle że względu na zasoby utalentowanych komputerowców i dlatego, że znajdują się w nim dwie wielkie hurtownie książek. Nie bez znaczenia byl rowniez niski podatek w stanie Washington. Jak glosi dzis legenda Amazon.com, dzialalność rozpoczal Bezos w garazu, za wlasne 10 tys. dolarow. Kontakty w srodowisku inwestorow na Wall Street przyniosly dodatkowe 11 milionow, potrzebnych, jak twierdzi Bezos, na odpowiednie oprogramowanie.

Strona pod nazwa Amazon.com pojawila się w sieci w lipcu 1995 roku. Miliony uzytkownikow Internetu zachwycil ogromny wybor, sprawna i szybka obsluga, a takze latwa w uzyciu, prosta i przejrzysta organizacja strony Amazonki. Jak ogien po buszu rozeszla się poczta elektroniczna wiesc o powstaniu elektronicznej księgarni. Wprawdzie w sieci byly juz wowczas co najmniej trzy księgarnie, ale zadna nie zrobila takiej furory.

 

Wena kontra pieniądze

Krytycy Amazon.com twierdza jednak, że to legenda i że tak naprawdę Bezosa od jego konkurentów odróżniaja wielkie reklamy w "New York Times" i "The Wall Street Journal", obwieszczające powstanie "największej księgarni świata". Strażnicy legendy zaprzeczają, twierdząc, że za żadne pieniądze nie dałoby się kupić bezpłatnej reklamy, jakiej dostarczyły Amazonce liczne tzw. newsgroups - grupy dyskusyjne, które liczą tysiące członków. Yahoo!, popularny informator sieciowy, przez rok lansował Amazonkę na swojej liście What's Cool - najatrakcyjniejszych nowych stron.

Tak czy inaczej, Bezos stał się ulubiencem prasy biznesowej, a jego sukces - jeszcze jednym dowodem na to, że przedsiębiorczość i dynamika natchnionego biznesmena warte są więcej niż głębokie kieszenie wielkich, skostniałych korporacji.

 

Nieprawda, że największa?

W ślad za kampanią reklamową wiosną 1996 roku wokół Amazonki rozpętała się burza. Konkurencja Barnes and Noble - goliat amerykańskiego rynku księgarskiego - wniosła do sądu pozew zarzucający Amazon.com bezzasadne używanie w reklmie twierdzenia, że jest największa księgarnia na świecie. Każdą książkę, którą może klientowi sprzedać Amazon.com, głosi pozew, może mu rownież dostarczyć Barnes and Noble. W dodatku, czytamy w pozwie, Amazon.com w ogóle nie jest żadną księgarnią, a jedynie brokerem używającym Internetu do marketingu.

 Relacjonujacy te kontrowersje prestiżowy "Publishers Weekly" stanął jednak po stronie Amazonki: "Sukces Amazon.com polega na tym, że udało im się ułatwić dostęp do książek, które tylko teoretycznie są w zasięgu każdej księgarni. W sytuacji, gdy na rynku funkcjonuje 50 tyś. wydawców, istnienie książki w druku nie oznacza, że księgarnia wie, gdzie i jak ją znaleźć. Wobec braku zbiorczej bazy danych każda księgarnia zdana była na to, żeby skonstruować własną. Amazon.com zrobiła to w tak wielkim zakresie pierwsza". Szlak przez dżunglę został przetarty, pozostaje pytanie, kto nim podąży pierwszy. Sąd dopiero rostrzygnie, kto ma racje. Na razie śmiałe ogłoszenia o "największej księgarni świata" nadal ukazują się w prasie.

 

Tędy do Amazonki

Tak informuje papierowa kartka wetknięta w jedną z roślin zdobiących hall budynku, gdzie mieści się firma Amazon.com. Z okna ciasnego gabinetu dyrektora Jeffa Bezosa, w Seattle, mieście słynącym z pięknych krajobrazów, nie widać ani morza, ani gór, tylko ulicę, po której snują się bezdomni, pociągając z butelek owinietych w papierowe torebki. Naprzeciw lombardu, gdzie za parę dolarów można zastawić bizuterię, obok sklep z perukami, tani hotel dla kierowców. Bezos mówi, że nie oszczędza tylko na komputerach i ludziach. Jego biurko skonstruowane jest z niewykończonych drzwi ustawionych na skrzyżowanych palach. Tanie ścianki wyznaczają stanowiska pracy w dziale redakcyjnym, którym Bezos kieruje osobiście.

Polowa z ponad 300-tu pracownikow ma dyplomy z literatury. Druga polowa to komputerowcy, ktorzy nieustannie doskonala oprogramowanie. Ostatnio glowia się nad najskuteczniejszym sposobem zbierania informacji o gustach i preferencjach klientow. Takie informacje są w świecie marketingu na wage złota. Ale Bezos wie, że jego klient ceni sobie dyskrecje i nie lubi reklamy w Internecie. W dziale obslugi klienta pracuje m.in. byly zdobywca stypedium Rhodesa - jednej z najbardziej prestizowych nagrod akademickich w Stanach. Bezos trzyma w kacie swojego gabinetu spiwór, na wypadek pracy w nocy, a w szafie trzy białe koszule na zmianę.

 

Zadowolony klient nakręca biznes

Problemy zaczynają się tam, gdzie cybernetyczny świat zderza się ze światem rzeczywistym: Amazonka ma na składzie zaledwie 2000 tytułów, 400 tyś. zamawia u 12 hurtowników. Na pozostałe ponad połtora miliona książek zamówienia składane są telefonicznie u 20 tyś. wydawców. Margines zysku jest minimalny - zaledwie 16 procent.

Bezos doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna dla Amazonki jest legenda o jej początkach i o osobowości jej twórcy. To właśnie fama o jego oszczędności, pracowitości, przedsiębiorczości i skrupulatności przyciagneła kiedyś inwestorów. Ta sama fama sprawiła, że emisja akcji Amazon.com przyniosia wiecej kapitalu, niz ktokolwiek mogl się spodziewac, i to pomimo głosnych przestróg fachowców, drukowanych w najpoczytniejszych amerykańskich tygodnikach. Częścią legendy jest twierdzenie, że to nie reklama w "New York Times" w "The Wall Street Journal", lecz bezpłatny szum, generowany i powielany w cyberprzestrzeni przez zadowolonych klientów, sprawia, że obroty Amazon.com rosną nadal w tempie 34 proc. miesięcznie. Bezos - wyczulony na bunczuczna kulture Internetu zrewolucjonizowal stosunki pomiedzy autorami a czytelnikami i to tez się spodobalo. Na stronach Amazonki czytelnik moze bezkarnie zmieszac z blotem uznana slawe literacka i nikogo nawet nie zainteresuje czy przeczytal książkę o ktorej się wypowiada.

Marketing bez bajerów

Czy to jednak wystarczy, by wytlumaczyc sukces przedsiewziecia nazwanego Amazon.com? Niektorzy uwazaja że jest on zasluga inteligentnego marketingu, ktory urniejetnie przyciaga bieglych w lnternecie czytelnikow, książek. Wyglad strony uderza brakiem typowych dla Internetu bajerow. Kazdy zakup, kazda wrizyta w Amazonce są rejestrowane i stuza budowaniu profilu konsumenta. Amazonka prowadzi tez dyskretna dzialalność promocyjna, informujac klientow o nadejsciu nowego tytutu i zachecajac do kolejnych odwiedzin.

Geniusz strony polega na tym, że daje ona klientowi poczucie całkowitego panowania nad tranzakcją, od pierwszego przypadkowego poszukiwania do ostatecznej selekcji i kupna. Jest to niewatpliwie ważne dla nowego pokolenia konsumentow, lubiacych indywidualizm, a brzydzacych się masówką i komercją.

Globalna wioska nad Amazonką

Najbardziej chwytliwym hasłem Internetu jest zapowiedź powstania wszechświatowej społecznośći sieciowej, zwanej w Ameryce web community. Krytycy tej tezy uwazają, że gadanie o społecznośći jest bzdura wymyśloną przez specjalistów od marketingu, którzy nie mogą się doczekać czasów, kiedy wreszcie komercja zostanie ostatecznie uznana w sieci. Entuzjaści twierdza, że dzieki wirtualnej księgarni ludzie zaczna się znow spotykac przy książkach, wymieniac poglady, pisac do siebie. Nie tak dawno wydawcy i księgarze biadolili nad nieuchronnym koncem epoki książki, wypieranej z rynku przez informacyjna autostrade. Byc moze, kiedys to nastapi, jesli autorzy znajda sposob, by pobierac oplate za kazdym razem, gdy ktos "downloaduje" książkę. Poki co jednak, jak grzyby po deszczu powstaja mlodsze siostry Amuzonki, tworzone zarowno przez wydawnicze rekiny, jak i przez plotki. Okolo 200 księgarni ma dzis swoje strony w sieci, od kalifornijskiej U.C. Irvine Bookstore, sprzedajacej materialy techniczne za granice, po Hard-to-Find Needlework Bookstore z Newton w stanie Massachusetts, specjalizujacej się w książkach artystycznych.

Powrót do czytania

Książki od innych ustug i produktow sprzedawanych w sieci odroznia kombinacja tego, co materialne, z tym, co wirtualne: papieru i okładki z rysunkami i ideami. Elektroniczny księgarz wie, co lubisz czytać, a nawet jakie masz poglądy. Można w sieci dobrac sobie towarzystwo, wymienic opinie, zdobywac informacje o tym, co warto przeczytac. Księgarnia w Internecie, mowia optymisci, moze wiec prowadzic do renesansu czytelnictwa, a nawet do powstania nowej odmiany kregow towarzysko-intelektualno-czytelniczych na wzor tych, ktore kiedys skupialy się wokol malych, niezaleznych księgarni.

Twórcy Amazonki nieustannie zastanawiaja się nad tworzeniem i poszerzeniem kregu swoich wplywow. Teraz, gdy konkurencja z glebokimi kieszeniami oferuje ten sam, 2.5-milionowy księgozbior w sieci, lojalność zdobytych w ciagu dwoch lat klientow moze byc dlu Amazonki tarcza. Ciekawy program partnerski rekrutuje wspolpracownikow sposrod tworcow wyspecjalizowanych sieciowych klubow. Amazonka oferuje im 15% od wartośći sprzedazy, wyniklej że skierowania czlonkow klubu po książki do księgami. Klub miłośników starych samochodów na swojej stronie promuje, na przyktad, pozycje o tematyce samochodowej, ktore mozna znalezc w Amazonce.

Najnowszym projektem Amazon.com jest własne pismo literackie:,,Amazon.com Journal". I jak to zwykle w cyberbiznesie bywa, ambicja redaktorow i programistow jest stworzenie czegos, co jest mozliwe tylko w sieci. Gazety o milionach opcji i mozliwoici interatywnych. Marzy im się oprogramowanie, ktore pozwoli zarejestrowac date ostatnich odwiedzin klienta na stronie pisma i odpowiednio dostosowac je do kazdego czytelnika. Indywidualizowanie to slowo-klucz w sieci, gdzie wszystko, co masowe, brzydko pachnie.

 

Czas na elektroniczny handel?

Pomimo całego szumu w cyberprzestrzeni i poważnej prasie Amazonka jest nadal płotką na księgarskim rynku Stanow Zjednoczonych. Wprawdzie jej tworca stal się juz milionerem, ale przyszlość Amazon.com jest dzis rownie trudna do przewidzenia, jak wowczas gdy księgarnia powstawala. Euromonitor, miedzynarodowa organizacja zajmujaca się badaniem rynkow, szacuje wartość obrotow księgami w USA na 26 milionow dolarow, 1.6 milionow Amazon.com nie stanowi nawet jednej dziesiatej procenta tej kwoty. Choc w pierwszym kwartale 1997 roku jej obroty przewyzszyly caly obrot za 1996 rok, Amazonce daleko jest jeszcze do odegrania znaczacej roli, a jeszcze dalej do wypracowania zysku.

By zacząć robić pieniądze, Amazonka musiałaby bowiem uzyskac akceptacje przecietnego amerykanskiego czytelnika. Na razie bestseller z 1996 roku: "Jak stworzyc przebojowa strone w sieci" to nie lektura dla niego.

Nie jest tez jednak prawda, że klientela Amazonki sladada się wyłącznie z komputerowych "nerdow". Spory procent sprzedawanych pozycji to literatura. Coraz wiecej klientow mieszka w Europie, Ameryce Poludniowej, nawet w Chinach. Przy swiatowym rynku księgarskim szacowanym na 82 miliardy dolarow i czesto trudnym dostepie do popularnych i fachowych pozycji, księgarnia elektroniczna wydaje się miec kolosalna przyszlość.

Sciezki, ktore lacza w cyberprzestrzeni ludzi kupujacych książki, są coraz bardziej uczeszczane. Dzis spotykaja się oni na szlakach Amazonii, wymieniaja poglady i wydaja pieniadze na interesujace ich pozycje. Jutro - kto wie - moze bada je wydawac na muzyke, samochody, komputery, nieruchomośći. Pojawienie się Amazonki i jej blyskawiczna kariera sprawily, że wirtualna księgarnia stala się symbolem mozliwoci handlu elektronicznego. Choc nie jest to jedyna księgarnia w sieci, jej popularność, dynamika i umiejetność przyciagania kapitalu zrobily wrazenie stanowczo przedwcześne, jak napisał, "The Economist" - że nadeszła już epoka elektronicznego handlu.

Akcje przyszłości

Do roku 2000 - zapowiada Bezos - Amazon.com bedzie sprzedawac książki za miliard dolarow rocznie. Jest to - jak zwykle u Bezosa - przepowiednia optymisty, na razie bowiem w ciągu roku wydano w całej sieci zaledwie 300 milionow dolarów -trzy tysiace na przecietnego internetowego oferenta ustugi lub towaru. Za mało, żeby mowic o biznesie.

W lipcu, kiedy Amazonka obchodzila swoje drugie urodziny, przyszlość elektronicznego handlu nadal pozostawala w sferze spekulacji. Dopiero co elektroniczny rynek przeszedl zimny dreszcz, kiedy zamknal swoj sieciowy sklepik pod nazwa World Avenue koncern IBM. Ale miliony entuzjastow gotowi są czekac na swoje dywidendy. Kiedy w maju 1997 roku oferta publiczna Amazonki weszta na gielde, kupujacy mali inwestorzy podbili cenę z 13 do 30 dolarów. Następne tygodnie przyniosły wyrównanie do 16. Jednakże już pierwsze wieści o zawarciu strategicznego aliansu z firma Excite i AOL znów wywindowały cenę akcji do 30 dolarów. Jeśli nawet przyszłość należy do elektronicznego handlu, to wcale nie jest powiedziane, że Amazonka utrzyma się nu rynku przy coraz bardziej agresywnej działalności dwóch wielkich konkurentow: Barnes and Noble i Borders.

Na razie jak głos wolającego na puszczy brzmi przestroga giełdowego korespondenta "Newsweeka": Nie dajcie się nabrać na modę i nie pomylcie dwóch rzeczy, udanej strony internetowej z udaną inwestycją. Póki ludzie nie chcą ich mylić, Jeff Bezos, który do niedawna osobiście gwarantował wszystkie długi Amazon.com, może spać spokojnie.


Bezos Distributes the Love

Farhad Manjoo

2:00 a.m. Nov. 21, 2000 PST

FERNLEY, Nevada -- A thousand dot-com employees are huddled around Amazon.com CEO Jeff Bezos, hanging on his every word. You might say that this isn't really an unusual sight -- Bezos, the "It" boy of e-commerce, is probably always greeted by adoring fans.

But this is not San Francisco, Seattle or New York. It's a small town in Western Nevada, about 30 miles from Reno and the nearest Starbucks, which for most new economy workers is known as "pretty much the middle of nowhere."

Despite the fatal dearth of Odwalla, there are dot-commers in this town, believe it or not. They work at Amazon.com's airport-sized distribution center, and last Friday afternoon, their boss Bezos came to give them a pep talk.

Bezos had come to Fernley to get the employees ready for the holiday season, when the distribution center will ramp up from the normal 35 percent capacity to somewhere near 100.

Bezos was dressed in expensive slacks and a sports jacket; the employees, in stark contrast, wore un-snooty, K-Martish clothes. The cultural rift seemed obvious -- that is, until Bezos ascended a makeshift platform of warehouse palettes to address the crowd, and they went crazy.

"Hello, Fernley!" Bezos, said, as if he were a rock star.

The workers hollered in response. They had all taken a short break from their regular assignments of picking, packing, labeling, shipping and receiving, to sit on the floor and watch a billionaire speak.

Bezos' talk was light on issues, but heavy on personality. Bezos -- who is known to the employees as "Jeff" -- started with a joke about how his name had recently been featured as an answer on Who Wants to be a Millionaire.

"My sister called me to tell me about it," he said. "But then she said, 'It was the wrong answer.'" Bezos laughed heartily, and then said that his siblings always told him that he had a weird laugh. (For the record, it is a weird laugh.)

The Fernley plant, which is a year old, was just barely operational last holiday season. For many of the Fernley workers, this will be the first December at the plant.

"I want to ask those of you who were here last year, 'Was it easy?'" Bezos yelled to the crowd.

"No!" they responded.

"Are you terrified?" he asked.

"No!" they said.

"Well you should be," he laughed. "It is really brutal -- the holiday comes on us like an onslaught!"

Needless to say, the people who work at the Amazon (AMZN) distribution center are cut from a different cloth than the scripting gurus in other Internet towns. As a group, they look older than dot-com employees in other cities. Amazon doesn't track their average age, but many in the crowd looked older than 50 or 60 -- certainly older than Bezos, who is 36.

What was surprising, then, was how fully they seemed to embrace Bezos -- none of the "he's just a rich city slicker" indifference one might have expected. Indeed, they wanted to know about Jeff on a personal level.

"How's your baby?" someone asked when Bezos elicited questions from the audience.

When Bezos answered that his eight-month-old son is named after the child's grandfather, people in the crowd actually aah'ed, like a sit-com audience.

"Will your wife be coming to help us gift-wrap?" another employee asked.

Bezos said that he wasn't sure -- that he and his wife were trying to get around to all of the distribution centers around the country. Bezos also joked about how the safety inspectors would do well to keep him away from any of the operations, as he'd screw everything up.

"They tell me that I've lost my forklift privileges," he said.

Most of the meeting continued in this happy vein, free from west-coast talk of options and vesting, profits and dividends. Another surprise was that nobody made mention of the thing that was certainly on many a reporters' minds that hour: unionization.

These thoughts were prompted by reports last week that some Amazon workers in Seattle had started an effort to form a union especially to stave off forced overtime during the holiday season.

But here in Fernley, working overtime didn't seem to be a problem; when Bezos said that workers would be "busting their butts," nobody shifted uneasily.

Indeed, the only real shop-talk, aside from rah-rah "we'll work hard" boosterism, was broached by an elderly woman in the front row. "When are we going to become profitable?" she asked Bezos.

Bezos was coy in his response. He reminded the woman about an e-mail message he had sent to all Amazon employees which specified a date for profitability.

"We have some media here," Bezos said, "so I don't want to repeat it out loud." But he said that the previously specified date was still the target.

The news of the e-mail message came as a surprise to the reporters in the room, and later attempts to pry it loose from employees were unsuccessful. They weren't telling.

That was the only tough question Bezos faced. Here, the crowd wasn't really all that worried about profits, or Amazon's debt, or some analyst warnings that the e-commerce giant was bound to falter.

Here, they loved Jeff -- so much, in fact, that a few people asked if they could have his autograph.

"Yeah baby!" Bezos yelled in response.

So after the talk, Bezos signed a couple of employees' T-shirts, as media huddled around taking pictures.

Ameryka