| Czwartek, 24 września 1998 | Głos WIELKOPOLSKI |
Dwadzieścia dwa lata to wiek, w którym inteligentni, młodzi ludzie są na półmetku studiów, a przedsiębiorczy młodzieńcy robią karierę jako przemytnicy samochodów czy też innych dóbr współczesnej cywilizacji. Są jednak i tacy, którzy przygotowują się do zrobienia doktoratu. Borys Wróbel powrócił właśnie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie przebywał przez rok jako stypendysta Fulbrighta.
Zainteresował się poważnie biologią dopiero w szkole średniej. Młodego, zdolnego chłopaka wypatrzył doktor Grzegorz Węgrzyn z Katedry Biologii Molekularnej Uniwersytetu Gdańskiego. Wkrótce potem pod jego opieką chłopak rozpoczął samodzielne badania naukowe. Teraz, po pięciu latach, profesor jest promotorem jego pracy doktorskiej. Dotyczyć ona będzie funkcji dwóch genów bakterii Escherichia coli. Borys jako szesnastolatek uczęszczał na uniwersyteckie wykłady i brał udział w zajęciach, na które chodzili starsi od niego o wiele lat studenci. Znowu będzie zabawnie, bo od października zacznę prowadzić zajęcia ze starszymi ode mnie, zaledwie o rok, studentami śmieje się Borys.
Rok temu chłopakowi udało się wyjechać do San Diego, miasta w pobliżu Los Angeles w południowej Kalifornii, na granicy z Meksykiem. Pracował w Laboratorium Genetyki w Instytucie Salka, który został założony przez odkrywcę szczepionki przeciw polio, Jonasa Salka. Należy on do jednych z najsłynniejszych ośrodków badań biologicznych na świecie. Oprócz pracy był również do dyspozycji czas wolny. Przez sześć wakacyjnych tygodni chłopak przejechał dwukrotnie wzdłuż i wszerz Stany Zjednoczone, ponad 20 tysięcy kilometrów. Zobaczył ponad trzydzieści stanów. Podróż rozpoczęła się w Bostonie, przebiegała przez Chicago do Seattle, brzegiem Pacyfiku aż do granicy z Meksykiem i ponownie do San Diego. Powróciłem na wschodnie wybrzeże, mając w pamięci Wielki Kanion, bezmierne przestrzenie Teksasu i bagna w okolicy Nowego Orleanu. San Diego ma bardzo łagodny klimat, lato jest tam przez cały rok. Teraz w Polsce jakoś mi strasznie zimno mówi chłopak.
Stany Zjednoczone zrobiły na nim duże wrażenie, choć nie był to pierwszy pobyt Borysa w tym państwie. By efektywnie prowadzić badania, trzeba ciągle śledzić wyniki innych naukowców. W naszym laboratorium udaje się to nam jedynie dzięki współpracownikom z zagranicy. To, czego nie można znaleźć w Polsce, można otrzymać w bibliotece, choćby w takim ośrodku akademickim jak San Diego. Czasem kilka razy w tygodniu udawało mi się pomóc w ten sposób kolegom z Gdańska. Co więcej, funkcjonują także inne laboratoria, gdzie można dowiedzieć się o wynikach, których nie ma jeszcze w żadnej bibliotece. Mimo wszystko, najchętniej pracowałbym w Polsce, chociaż zdaję sobie sprawę, że w sytuacji, kiedy coraz częściej zacierają się granice między państwami, nie można pozwolić sobie na przyzwyczajanie się do jednego miejsca na Ziemi. Szczególnie, gdy we własnym laboratorium brakuje pieniędzy na odczynniki. Jest nawet problem z zapłaceniem rachunku za telefon wyjawia Borys.
Bycie naukowcem wiąże się ze znacznymi nakładami czasu i energii, nie zawsze pozwala na rozwijanie jakichś dodatkowych zainteresowań. Ze wszystkich odwiedzonych miast w Stanach, najbardziej zaimponowało mi Kansas City. Znajduje się w nim muzeum sztuki porównywalne z muzeami w Bostonie, Chicago, Waszyngtonie czy nawet Nowym Jorku. Bardzo żałuję, że miałem za mało czasu, żeby tam wszystko zobaczyć. Na najciekawsze eksponaty udało mi się jedynie rzucić okiem, gdy gaszono już światła przed zamknięciem opowiada Borys.
Jego postać nie przystaje do stereotypowego wyobrażenia naukowca, jakie niepodzielnie króluje. Jest w pewnych sytuacjach bardziej zaradny od swoich rówieśników. Na szczęście starszej pani, u której wynajmowałem pokój, odpowiadał mój gust kulinarny i czasami udawało mi się ją czymś uraczyć. Jednak moi znajomi raczej nie przepadają za potrawami z ryżu, ryb, z dużą ilością warzyw i jeszcze większą pieprzu. Niezapomniane wrażenia pozostawiła we mnie wizyta w kreolskiej restauracji w Nowym Orleanie. Można było prosić o dowolną ilość przeraźliwie pikantnych krewetek, a jedynymi dodatkami był chleb i woda. Trzecia dokładka nie smakowała już tak ostro... Pewnie to kwestia przyzwyczajenia, a może kucharz postanowił zaoszczędzić na przyprawach, skoro nie odnosiło to dostatecznie odstraszającego efektu wyznaje chłopak.
Borys nie zamyka się na wszystkie wyzwania, jakie niesie cywilizacja. Nauka to przemysł, którego produktem jest wiedza. Mimo tego, że mija kilkadziesiąt lat zanim ten produkt przyniesie wymierny zysk, mądre państwa inwestują w naukę. Z drugiej strony, na naukowcach spoczywa odpowiedzialność, by właściwie wykorzystać tę inwestycję. Mam nadzieję skoncentrować się teraz na badaniach, które będą mogły w przyszłości zostać wykorzystane w zapobieganiu chorobom i w terapii mówi chłopak z powagą w głosie.
Pomimo posiadania od wczesnych lat tak sprecyzowanych planów, nie wie jeszcze kiedy uda mu się założyć własną rodzinę. Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że muszę najpierw znaleźć źródło utrzymania. Od października mam nadzieję dostawać stypendium doktorskie około 500 złotych miesięcznie. Nie mam co marzyć o związaniu się z kimkolwiek na stałe śmieje się Borys.
ANNA KOKOT